Lost dogs. Prawdziwa historia Lwa Kłodzkiego

0
38

Prawdziwa historia Lwa Kłodzkiego
Miśka z Kletna, jaskiniowa niedźwiedzica, po dłuższym marszu dotarła wreszcie pod Waliszów. Zgodnie z instrukcją sąsiadki, zawsze roześmianej jaskiniowej hienicy Jarmilki, zapukała w potężny konar martwego klonu.
Zza pobliskiej paproci niespodziewanie wyskoczył całkiem spory skunks i ostentacyjnie podniósł ogon, grożąc Miśce tym i owym.

Prawdziwa historia Lwa Kłodzkiego
Miśka z Kletna, jaskiniowa niedźwiedzica, po dłuższym marszu dotarła wreszcie pod Waliszów. Zgodnie z instrukcją sąsiadki, zawsze roześmianej jaskiniowej hienicy Jarmilki, zapukała w potężny konar martwego klonu.
Zza pobliskiej paproci niespodziewanie wyskoczył całkiem spory skunks i ostentacyjnie podniósł ogon, grożąc Miśce tym i owym.
– Ja do Filipka! – Powiedziała szybko niedźwiedzica i dodała: – Łamie mnie w gnatach. Reumatyzm albo co. Wilgoć mam w domu, jak cholera. Jakbym w jakichś katakumbach Wenecji mieszkała. Ech! Już bym dawno tę chałupę sprzedała, tylko mnie się wystrój wnętrz za bardzo podoba.
Filipek był słynnym na całe Hrabstwo Kłodzkie zielarzem i jasnowidzem, a nieraz bywało, że i z dalszych miejsc przybywali do niego cierpiący. Ci na ciele, ale też ci na duszy, ci chromi, udręczeni nieżytami, ale i ci w miłosnej afektacji porzuceni, w żałosnych kirach, jak również przepowiadacze pogody. Filipek, co oczywiste, był puchaczem.
Po krótkiej obdukcji młodej niedźwiedzicy, wiecznie skłonny do ironii Filipek, zarechotał:
– Będzie dobrze! Będzie bardzo dobrze!
Potem przeprowadził cały wykład dotyczący „dolegliwości” Miśki.
Kilka godzin później niedźwiedzica była już z powrotem w Kletnie. Gdy dotarła pod Jaskinię Niedźwiedzią, słońce chyliło się za grzbiet Żmijowca. Miśka, okrutnie w tej chwili zła, dostrzegła na krawędzi jaskini tygrysa szablozębnego Genia, który wylegując się na leżaku, korzystał z ostatnich promieni gasnącego dnia.
Gdy wreszcie stanęła przed nim, nie mogła powstrzymać wybuchu irytacji.
– Jak mogłeś, Eugeniuszu?! – wrzasnęła. – Jestem w ciąży! Co za wstyd!
Tygrys Genio uniósł jedną powiekę, potem – co dało mu czas potrzebny do namysłu – drugą, by przemówić w swoim cwaniackim stylu.
– Ha! A więc wstydzisz się związku z kotem? – Pytając patrzył już tylko w stronę wznoszącej się na doliną Kleśnicy kopułę Śnieżnika. – Ale ja ci powiadam, misiaku, powiadam ci, moja najdroższa, że nasze dziecko będzie kimś.
I tak oto kilka miesięcy później na świat przyszedł zdrowy, śliczny chłopiec. Później zwano go Lwem Kłodzkim.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here