Kawa i papierosy

0
35

Siedziałem rankiem skrobiąc dzienniczek. Kawa, papierosy. Przed wyjściem do roboty. Zastanawiałem się zalegającym w pamięci dramatem dla Michała.

Rankiem siedziałem skrobiąc dzienniczek. Kawa, papierosy. Przed wyjściem do roboty. Zastanawiałem się nad zalegającym w pamięci dramatem dla Michała. Zostawiłem go tam kilka miesięcy temu. Teraz wrócił, bo w końcu kiedyś powinienem się za niego wziąć. Obiecałem. Mam już kanwę, oś fabularną, lecz… Jeszcze zdania pierwszego nie skreśliłem, a już mi znudził się, obmierzł. Jakże znane jest mi to uczucie. Wymyślę jakąś historię, która na pierwszy rzut oka zdaje mi się nawet atrakcyjna, ale kilka chwil później zaczynam na siebie psioczyć. Już załamuję ręce nad własnym beztalenciem, nad nudą, która wyziera z mojej głowy, nad miałkością i dziadostwem.

Ciekawe doświadczenie ta walka z sobą samym, użeranie się o każdy pomysł, odrzucanie potrzeby skreślenia choćby strony. Tego nikt, kto nie skreślił „wolnego” zdania nie pojmuje, nie zdaje sobie sprawy ile się człowiek z samym sobą umęczy, uchandryczy, naubliża sobie, zanim w końcu podejmie decyzję, ruszy z posad swoją niepewność, strach, obawy. I ja wcale nie roztkliwiam się nad „biednym” losem pisarzyny. Tak po prostu jest. Ja tak mam. Za każdym razem, gdy odczuwam potrzebę pisania i gdy przystępuję do pisania. Nie ma w tej robocie nic trudniejszego od postawienia pierwszego słowa. Później już jakoś idzie, już muszę, bo już zacząłem, bo szkoda porzucić, bo może uda się przekonać siebie, bo może, ostatecznie, na końcu może to nie będzie aż takie złe.

Dotyczy to po równi pisania na zlecenie, jak i wolnej twórczości. Nic tak nie przeraża, jak wizja stworzenia zupełnej ramoty.

Dobrze, że chociaż ta kawa stoi i papierosy leżą na stole.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here