Zielona wyspa ignorancji

0
117

Czas najwyższy zauważyć, co robi rząd polski w temacie koronawirusa.

Tekst ten piszę o 1 w nocy z 22 na 23 marca. Włosi (populacja 60 mln) mają 59 138 zakażonych, Hiszpanie (pop. 47 mln) – 28 768 stwierdzonych, Niemcy (pop. 83 mln) – 24 873, taka Holandia (pop. 17 mln) – 4 216 przypadków, Belgia (11 mln) – 3 401, Czechy (pop. 10 mln) – 1 120 itd., itp.

A Polska (pop. 38 mln)? Według rządu – 634[1].

Liczby zgonów nawet nie dodaję, bo gołym okiem widać, że polskie dane to zwykła lipa. Wahania statystyczne o prostu nie mogą być aż tak duże.

Mówiąc krótko, niska liczba przypadków koronawirusa w Polsce jest efektem małej ilości przeprowadzonych testów na jego wykrycie.

19 marca polski minister zdrowia informuje, że przeprowadzamy już 1500 testów dziennie, co jest „odpowiednią liczbą”. Po czym plecie piąte przez dziesiąte: – W ciągu doby wykonujemy ok 1,5 tys. testów. Mamy już wykonanych 10 tys. testów – mówił. – Bardzo szybko rozszerzamy bazę laboratoriów. Trafiło do nich już ok. 50 tys. testów – dodał. I dalej: – Mamy możliwość dziennego testowania ponad 3 tys. próbek – powiedział. Podkreślał jednak, że nie każdemu warto robić test od razu. – Pamiętajmy, że test ma sens, kiedy mija siódmy dzień od kontaktu z zakażonym – stwierdził[2]. Konia z rzędem temu, kto zrozumie ten bełkot, zauważmy jednak, że do 19 marca wykonaliśmy zaledwie 10 tys. testów, ile zatem zrobili ich Włosi, Niemcy i Francuzi, by dowiedzieć się jak wielu z nich jest zarażonych?

Tymczasem 21 marca w Głogowie umiera mężczyzna, który nie doczekał się testu, wobec czego nie został poddany hospitalizacji. Między starostą powiatu głogowskiego Dudkowiakiem a wojewodą dolnośląskim Obremskim dochodzi do wymiany zdań[3].

Starosta głogowski: Moim zdaniem wszystkie osoby, które są na kwarantannie, powinny być poddane testom. Ten przykład pokazuje, że system przygotowany przez państwo nie działa. Ludzie oczekują w kwarantannie na testy, a w tym czasie mogą umierać na różnego rodzaju inne choroby. Nie mogą być leczeni na przykład w szpitalach powiatowych. Nikt ich nie przyjmie, skoro są na kwarantannie. Tak nie może być. Panie ministrze, apeluję: testy, testy, testy. […] Starostwo prosi odpowiednie służby o wykonanie testów, ale czas oczekiwania, aż ktoś przyjedzie i te testy wykona, zazwyczaj wynosi kilka dni. Później trzeba znów czekać kilka dni, więc i tak od zgłoszenia, najczęściej, oczekiwanie jest około tygodnia, aż będzie wynik testu. Rodzi to wiele problemów dla najbliższych, ale też chorych – przyznaje Dudkowiak.
Tego samego dnia wieczorem wojewoda Obremski odpowiada Dudkowiakowi: Obecnie nieznana jest przyczyna zgonu i trwa badanie okoliczności śmierci mężczyzny. Apeluję o powstrzymanie emocji i wypowiedzi, bo dopiero opinia lekarzy i wynik postępowania wskażą przyczynę śmierci. Jednocześnie w odniesieniu do słów starosty głogowskiego pana Jarosława Dudkowiaka informujemy, że obecnie mamy wystarczającą ilość testów i są one wykonywane systematycznie.

Starosta komentuje: Może wojewoda ma testów pod dostatkiem, ale tych testów nie widzą Polacy, nie widzą głogowianie, nie widzą mieszkańcy Dolnego Śląska.

Jak widać wojewoda – który nie jest samorządowcem, lecz macką rządu w terenie – nie podaje żadnych argumentów przeciw opinii Dudkowiaka, zero liczb, danych, czegokolwiek konkretnego. Nic poza arogancją.

Nie zamierzam przytaczać kolejnych doniesień sieciowych, zapewniam jednak, że nawet krótsze, poza mainstreamowe, serfowanie w internecie potwierdzi jedno: od czasu emisji filmu z pacjentką szpitala w Krotoszynie nic się nie zmieniło, od prawie trzech tygodni wykonujemy testy, na których wyniki pacjenci czekają bez końca; no, chyba, że testy dotyczą polityków i pracowników rządu – te robione są od ręki.

Kilka chwil temu przeczytałem artykuł, z którego wynika, że nasz rząd zdecydował o przeprowadzaniu testów wydłużonych, ale pewniejszych od tych szybszych[4]. Bez wchodzenia w arkana naukowe, widać, że rząd zgodnie z zaleceniami WHO posługuje się taką a nie inną metodą diagnostyki przypadków. Łukasz Urban z BioMaxim S.A. komentuje decyzję rządu:

To jest na pewno dobry punkt wyjściowy. Doświadczenie krajów azjatyckich jednak pokazuje, że kraje, które skutecznie walczą z epidemią niekoniecznie stosowały się do zaleceń WHO, ale postawiły sobie cel, aby testować możliwie jak najwięcej osób.

Dodam, że wywiad opublikowany został 15 marca. Do dzisiaj rząd nie skorzystał z oferty BioMaxim S.A. na szybsze testy. Wyobrażacie sobie? Polski rząd, Polacy, spadkobiercy może najgroźniejszej w dziejach partyzantki, dziedzice kombinatorów z czasów zaborów i PRL-u słuchają Światowej Organizacji Zdrowia jak wyroczni.

Na marginesie. Rząd nie tylko nie przeprowadza szybkich testów, dzięki czemu trzyma nas w niewiedzy. Rząd polski wynegocjował z Chińczykami, żeby przyblokowali Alibabę ws, sprzedaży polskim firmom masek ochronnych i środków dezynfekujących, Od wtorku (24 marca) nie będziemy mogli kupować tego towaru przez Alibabę. Celem polskiego rządu jest walka ze spekulacją. Naprawdę? Rząd martwi się o to, że ktoś wydrenuje moją kieszeń? Cóż za wspaniali, opiekuńczy ludzie! Sam bym sobie nie poradził ze swoimi pieniędzmi i myślę, że w ten sam sposób powinni wspomóc panie babcie z żebraczymi emeryturami: zabronić Radiu Maryja wyciągania od nich datków.

Idźmy dalej.

Do tej chwili zanotowaliśmy 7 zgonów z powodu koronawirusa. Ile jednak było ich naprawdę? Z pantoflowej poczty internetu co jakiś czas dociera do mnie, że pojawiają się zgony związane z niewydolnością i podobnymi schorzeniami, które nie są analizowane pod kątem wirusa, czyli, że zmarli nie są odhaczani jako ofiary NCoV-2019. Innymi słowy, nie mamy bladego pojęcia ile realnie osób zmarło z powodu zakażenia.

O co w tym wszystkim chodzi? O statystyki.

I., podczas dzisiejszego spaceru po lesie, stwierdziła, że rząd chce pokazać przeciętnemu Polakowi, jak świetnie radzimy sobie z epidemią, że to propaganda: po raz kolejny jesteśmy, chrześcijańską zieloną wyspą na brudnym morzu Niemców, Francuzów i europejskiej reszty.

Myślę, że wątpię, bo PiS-owi nie idzie tylko o propagandę sukcesu.

Chodzi o statystyki prezentowane polskiemu wyborcy, który lada dzień powinien wybrać po raz drugi Adriana. Wiemy, że Adrian jest człowiekiem PiS i porażka rządu w walce z koronawirusem pogrzebałaby faceta zupełnie. Nie pomogłoby nawet TVP, TV Trwam, Polskie Radio i Radio Rodzina. Ukazanie słabości rządu, z którym kolaboruje Adrian nie wchodzi w grę.

W pierwszym sezonie „Mindhunter” agenci Ford i Tench zjawiają się u doktor Wendy Carr, która zajmuje się badaniem przypadków psychopatii wśród amerykańskiego establishmentu. Zachodzę w łeb czy któraś z katedr psychologii polskich uczelni nie powinna podjąć podobnych badań w elitach naszej władzy, bo to, o czym tutaj piszę jest po prostu przerażające.

Rozumiem, że walka wyborcza jest taplaniem się w najbardziej śmierdzącym gównie, na ogół jednak rywale wciągają do szamba sami siebie. W tym wypadku decydenci PiS wciągają do swego bagna cały naród.

Powtórzmy: coraz wyraźniej widać, że mała ilość przeprowadzanych testów ma na celu pokazywanie rządu i Adriana w jasnym świetle. Ta mała ilość jest działaniem sterowanym przez rząd. Skutki takiej działalności będą zatrważające.

Z logicznego punktu widzenia w walce z wirusem możemy wygrać jedynie poprzez stworzenie szczepionki na to świństwo. Nie ma innej drogi: wyleczymy się w Europie, lecz po chwili pojawi się ponownie, przywleczony z Afryki lub skądś indziej. Na wynalezienie szczepionki potrzeba czasu, a zdobyć go możemy jedynie poprzez profilaktykę zarażeń, której podstawowym warunkiem jest wyłącznie dobrowolna masowa kwarantanna, której poddajemy się we własnych domach. Stworzony przez rząd PiS fakt, że mamy mało zarażonych i mało zgonów jest niczym innym, jak namową do powrotu do kontaktów z innymi ludźmi. To, że minister zdrowia powtarza, żebyśmy zostali w domu nic nie znaczy, tym bardziej, że chwilę później Napoleon Kaczyński swawolnie namawia do udziału w mszach w kościele. Siedzimy od ponad tygodnia w domach, ile jeszcze zdołamy wytrzymać bez „odpowiedniej” motywacji? A taką motywacją jest właśnie prawda możliwie najbliższa realnej sytuacji.

Zastanawiają mnie tylko dwie rzeczy. Do wyborów pozostał miesiąc z okładem, to dla NCoV-2019 okres dostatecznie długi, by rozlazł się po kraju na wzór włoski. Czy rządzący wierzą, że przez miesiąc powstrzymają dostęp do informacji w czasie, gdy zaraza rozleje się już całkowicie? I rzecz druga: czy działania rządu nie są regularnym przestępstwem, za które rząd ten powinien odpowiedzieć w świetle prawa?


[1] https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html?fbclid=IwAR0oKIKJlc-zeNZGFBVEN0-O-58daoCDaKicXwC10cjFWgCZqTPgavseTfI#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6

[2] https://zdrowie.wprost.pl/medycyna/choroby/10307848/szumowski-obecnie-w-ciagu-doby-przeprowadzamy-okolo-1500-testow-na-koronawirusa.html

[3] https://tvn24.pl/wroclaw/koronawirus-w-polsce-glogow-zmarl-mezczyzna-przebywajacy-w-kwarantannie-domowej-4423348

[4] https://www.medexpress.pl/szybkie-testy-na-koronawirusa-dostepne-w-polsce-czy-mz-skorzysta-z-oferty/76712

ZOSTAW ODPOWIEDŹ