Z dnia na dzień

0
8

Tak się przymierzałem do tego blogu i co? Miało być pisanie z dnia na dzień, a co z tego wychodzi? Notatki czynione raz w tygodniu lub rzadziej.
Okazuje się, że pisanie tego rodzaju niesie obwarowania różne od tych, z którymi miałem dotychczas do czynienia… a może tylko mocniejsze natężenie tych obwarowań położone jest na inne akordy? Chodzi oczywiście o kwestię upublicznienia czegoś, co nie jest prasowym artykułem, albo skrzętnie wydłubanym z głowy kawałkiem z marketingu narracyjnego. Jestem w tym momencie wolny od konwencji określonych gatunków, zniewala mnie za to co innego, inne konwencje. Nie mogę, czy raczej nie powinienem opowiadać o nikim innym prócz mnie samego. I wcale nie chodzi o strach przed tym, że ktoś może mi skoczyć do oczu za opisanie jego historii. Idzie raczej o to, by nie dołączyć do całego grona awanturników, którzy w sieci plują jadem w każdego kto się tylko nawinie. Fakt, napisałem tutaj o pani Pawlikowskiej, ale jestem przekonany, że w takich sprawach milczeć nie wolno. Uczyniłem dla niej wielki wyjątek i raczej nie zamierzam już nikogo nękać. Oczywiście złośliwe, lecz wprawnie skreślone teksty o kimś mają niewątpliwie swój smaczek i są dzisiaj ogólnie lubiane. Nie ma to jak przeczytać jakiś zjadliwy tekst na czyjś temat, natychmiast człowiekowi robi się lepiej, bo nie on oberwał, albo dlatego, że sam też nie lubi schłostanego delikwenta. Problem tylko w tym, że media zalane są przez takie personalne wycieczki i staje się to po prostu nudne. Tymczasem moje główne zadanie tutaj, o ile takowe może istnieć, to nie nudzić, to nie zamęczać. Ale ocena jak się w tym względzie sprawy mają, już nie do mnie należy.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZ dnia na dzień
Następny artykułPanoptykon

ZOSTAW ODPOWIEDŹ