Zatopić… przepraszam, zaorać Dolinę Białej Lądeckiej

0
414

Społeczeństwo obywatelskie w praktyce

Właściwy tytuł powinien brzmieć: Jak zostałem zwolennikiem teorii spiskowej. Bo jest to opowieść o tym, jak w śledzeniu tylko z pozoru zagmatwanej sprawy – ale o wiele bardziej wielowątkowej niż kradzież dywanu Kolesia przez Sikaczy Lebowskiego milionera – docieram do wniosków, które czynią mnie potencjalnym zwolennikiem teorii spiskowej.

Kilka tygodni temu zjawiła się u mnie Alicja z Orłowca i zaczęła mnie wypytywać o co chodzi z tymi tamami na Białej Lądeckiej, bo jej przyjaciele kupili działkę w Radochowie i chcieli się budować, ale teraz to normalnie wpadli w panikę, bo usłyszeli to i tamto. Co nieco wiedziałem o jakichś planowanych tamach, ale w ten sposób, że ot, powstały jakieś projekty suchych zbiorników na Białej Lądeckiej i jej dorzeczach – jednego w Gminie Lądek-Zdrój i trzech w Gminie Stronie Śląskie – ale to tylko projekty, bo nie tak łatwo przeprowadzić takie inwestycje bez wysiedlenia ludzi, a poza tym pomysłodawcy na pewno nie mają forsy. I proszę, minęło kilka tygodni i wyszedłem, delikatnie mówiąc, na niezorientowanego.

Moim natchnieniem po raz kolejny była Iza, która wprawdzie mieszka w okolicy Wrocławia, ale uwielbia Dolinę Białej Lądeckiej, jak i całą Ziemię Kłodzką, więc nasze sprawy bardzo ją interesują. Iza, idąc po tropach profilu „NIE dla zbiorników na Ziemi Kłodzkiej” na Facebooku, dotarła do wielu ciekawych artykułów, wskazujących, że moje luzackie przekonania co do planów RZGW i Wód Polskich wobec naszej doliny należą do wyjątkowo lekkomyślnych, że po prostu nie mam pojęcia, co dzieje się na moim własnym podwórku.

Nie dla zbiorników na Ziemi Kłodzkiej

Pominę całościowy wątek projektu mającego na celu regulację Odry i Wisły tak, by nie zagrażały powodziami wielkim polskim miastom (Odra-Vistula Flood Management Project), bo musiałbym chyba całą książkę tutaj uskrobać. Zostańmy na terenie Ziemi Kłodzkiej. Otóż zgodnie z tokiem myślenia administratorów grupy na FB sytuacja wygląda następująco: w chwili obecnej Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie (PGW WP), którego macką na naszym terenie jest Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej (RZGW) buduje na Ziemi Kłodzkiej cztery suche zbiorniki wodne – Szalejów Górny, Roztoki, Boboszów i Krosnowice. W efekcie lada dzień będziemy mieli nową, absolutnie wyjątkową atrakcję hrabstwa: 4 wielohektarowe pustynie. Realizacja owych enklaw finansowana jest przy dużym wsparciu Unii Europejskiej. Mnie samego zadziwia przy tym jakaś medialna zmowa milczenia, coś tam gdzieś w temacie ukazywało się w ostatnich miesiącach, ale zdawkowo i pokątnie jakoś. Nie rozumiem dlaczego: skoro ktoś zaczął dbać o nasze bezpieczeństwo, powinno być w mediach z przytupem i na bogato!

Okazuje się jednak, że to za mało dla bezpieczeństwa przeciwpowodziowego w dorzeczu Nysy Kłodzkiej i dalej Odry, więc RZGW chce machnąć kolejne zbiornii. Tym razem m.in. w Gorzanowie, Radochowie, Goszowie i pod Bolesławowem. Ale jak pisał Brzechwa: „Brawo, brawo! Rzekł starosta. Sztuczka nie jest taka prosta!”. Rzecz w tym, że EU już nie kopsnie forsy na kolejne pomysły tej ekipy, więc jedynym mecenasem przedsięwzięcia może się stać Bank Światowy (BŚ), który po bardzo preferencyjnych kosztach udzieli nam pożyczki na następne pola popielącej się sawanny w dolinach Ziemi Kłodzkiej. Oczywiście, żeby BŚ pożyczki udzielił, pożyczkobiorca musi spełnić wiele warunków, ale pośród nich wymienię tylko dwa:
– projekt musi wykazywać korzystne skutki dla beneficjentów z punktu widzenia ekonomii i bezpieczeństwa,
– wszelkie działania w celu pozyskania środków muszą być poprzedzone konkretnymi „konsultacjami społecznymi”.

Pierwszy z warunków wpisałem dla jaj. Otóż Sweco Hydroprojekt (macka techniczna RZGW) wyjaśnia w materiałach projektowych do budowy zbiorników, że to my, mieszkańcy Ziemi Kłodzkiej – a pośród nich i ja we własnej osobie, mieszkający na Morawce w Stroniu Śląskim – mamy być beneficjentami budowy zbiorników. Przeczytałem kilka wyciągów z dokumentów opublikowanych przez wspomnianą wyżej grupę, który stanowią cytaty z opracowań RZGW, więc wiem o jakim steku absurdalnych bzdur jest mowa. I powiem tak: gdyby mi po czasach komuny nie pozostało w spadku desperackie poczucie humoru, chybaby mnie szlag trafił, kiedym te nonsensy studiował. Prawdziwym, bo realnym beneficjentem tego projektu mogą być li tylko biura projektowe i firmy budowlane, które otrzymają intratne zlecenia na realizację tego pomysłu.

Drugi warunek okazuje się w chwili obecnej piętą achillesową naszych dobroczyńców, którzy nie przeprowadzili ani jednego spotkania w ramach konsultacji społecznych, a ich udział w spotkaniach wiejskich jest zgoła formą wkręcania się w nieswoje debaty.

Konsultacje społeczne, które wymagane są przez BŚ mogą być przeprowadzone tylko w trybie ustawy samorządowej, która wskazuje, że ich organizatorem może być wyłącznie samorząd, czy to na poziomie gminy, czy powiatu. Efekty konsultacji społecznych – w postaci spotkań ze społecznościami danego obszaru – nie są w żaden sposób wiążącymi aktami prawa, potencjalnie więc samorząd, a za nim np. nasi dobroczyńcy, mogą i tak zrobić, co zechcą. Problem jednak w tym, że konsultacje są niejako elementarnym aktem realizacji społeczeństwa obywatelskiego, stąd otrzymany na nich głos ma wartość bezpośredniego wyrazu woli mieszkańców i powinien być traktowany z całą powagą. A jak poważną sprawą dla nas jest projekt budowy na naszym terenie zbiorników, wskazują spotkania wiejskie, które odbywają się w burzliwej atmosferze o zawsze jednoznacznym wydźwięku: NIE CHCEMY ZBIORNIKÓW PROPONOWANYCH W OBECNEJ WERSJI! Dość jasno widać to po pisemnych deklaracjach mieszkańców i podążających za nimi władz samorządowych, które jednak tych spotkań nie organizowały, a już na pewno nie jako konsultacji społecznych.

Spotkanie w Długopolu Górnym. Przeciwko budowie zbiornika w tej wsi. Źródło: FB.
Spotkanie w „Trzech Siostrach” w Starym Gierałtowie nie chcą zbiornika. Źródło: FB.

Żeby było zabawniej: z tego, co mi wiadomo nasi dobroczyńcy zorganizowali jedną konsultację – w siedzibie Starostwa Powiatowego w Kłodzku. Wręcz groteskowe jest to, że nawet starosta kłodzki o tym nie wiedział. A jak doniósł – wg grupy FB – przypadkowy świadek owych konsultacji, zjawiło się na nich kilka osób (zapewne tak zwane słupy), które nie były zainteresowane tematem w żaden sposób. Mniej zabawne jest to, że ponoć na owych „konsultacjach społecznych” zjawiła się jakaś gruba fisza z BŚ, a przecież od czasu służby wojskowej wiemy, że sztuka jest sztuka, również dla wojaków innych nacji.

W ostatnich tygodniach RZGW zaczęło wysyłać swoich delegatów na niektóre ze spotkań organizowanych przez rady sołeckie, przeczytałem też informację przesłaną przez RZGW do zainteresowanych władz samorządowych, w której między innymi czytamy:

[…] Na tym etapie można jedynie mówić o wstępnych realnie możliwych lokalizacjach zwiększenia retencji, analizach i wariantach niezbędnych do rozważenia przed podjęciem strategicznych decyzji. Jeżeli dojdzie do decyzji odnośnie rozpoczęcia procesu projektowania kolejnych zbiorników przeciwpowodziowych, to zostanie ona poprzedzona dogłębną zewnętrzną analizą społeczno-ekonomiczną, środowiskową w ramach dokumentu jakim jest Studium Wykonalności… […] podkreślamy, obecnie PGW WP RZGW nie ma planów rozpoczęcia procesu projektowania kolejnych zbiorników przeciwpowodziowych w Kotlinie Kłodzkiej.
Wykonana obecnie przez firmę Sweco (wsparcie techniczne RZGW) analiza hydrologiczno-hydrauliczna dorzecza Nysy Kłodzkiej (poza zakresem analizy lokalizacji i skuteczności zbiorników) przede wszystkim ma na celu uruchomienie procesu projektowania modernizacji istniejącego systemu ochrony przeciwpowodziowej i przeciwerozyjnej koryt rzek i potoków…
[…] RZGW zapewnia, iż również w tym zakresie dalsze decyzje inwestycyjne podjęte będą po konsultacjach samorządowymi, lokalną społecznością oraz zdefiniowane na etapie postępowań administracyjnych Stronami.

W dalszej części cytowane pismo informuje o organizacji spotkań – nie ma tutaj mowy o formalnych konsultacjach społecznych – w 4 wsiach Ziemi Kłodzkiej. To w Gierałtowie miało się odbyć w ostatni piątek (10.05), lecz przesunięto je na poniedziałek z lokalizacją w strońskim Centrum Edukacji, Turystyki i Kultury.

Przedziwne! Zapewniają nas oto, że nie będą stawiać kolejnych zbiorników, gdy tymczasem ludzie Sweco reklamują projekty nowych zbiorników na spotkaniach, choć słówka nie pisną o projektach regulacji koryt (że o dbałości o nie nawet wspomnę) i co chwilę czytamy o wizytach delegatów z Banku Światowego. O co więc chodzi? Czy ktoś tutaj komuś nie mydli oczu?

Największym bogactwem Ziemi Kłodzkiej jest jej przyroda i jej krajobrazy. Minęły czasy, kiedy na naszym terenie rozwijało się górnictwo i hutnictwo, dzisiaj rozwija się tutaj inny przemysł – turystyka. I oto w ramach budowy zbiorników mają powstać na naszym terenie kolejne sztucznie stworzone, puste przestrzenie ze sporą domieszką betonu. W jaki sposób ma to wpłynąć na polepszenie naszej sytuacji ekonomicznej? Nie jestem w stanie tego pojąć.

Jak dobrze rozumiem, ogólnie rzecz biorąc chodzi o bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców na nizinach (po części również w Kłodzku). Pamiętam jak po powodzi w 1997 r. pojawiły się głosy, że Wrocław nie popłynąłby tak mocno, gdyby doszło do wysadzenia wałów przeciwpowodziowych przed miastem. Podśmierdywały wówczas donosy medialne, że nie zrobiono tego, ponieważ ówczesny wojewoda lub wicewojewoda (już nie pamiętam który), miał na terenach zalewowych dom i nie wyraził zgody na ich zalanie. Skądinąd wiemy, że wiele wrocławskich osiedli satelitarnych postawionych jest na terenach zalewowych. Wychodzi na to, że dzisiaj wrocławianie chcą wszelkie groźby powodziowe zatrzymać już u nas. Zastanawiam się wobec tego, jakim prawem jedni mieszkańcy naszego kraju mają mieć lepiej kosztem innych mieszkańców naszego kraju? Ponoć żyjemy w państwie równości.

Nie złościłbym się tak bardzo, gdybym nie wiedział, że istnieją inne rozwiązania tego problemu, że nie trzeba budować żadnych betonowych plaż bez wody. Tymczasem mamy dobroczyńców z RZGW, którzy po 22 latach od ostatniego kataklizmu znaleźli jedyne słuszne, zbawienne rozwiązanie potencjalnego problemu, nie oferując żadnej alternatywy. A te inne możliwości radzenia sobie z powodziami istnieją, co choćby stale przedstawia przywoływania tutaj grupa na FB.

O cóż więc tutaj idzie? Jako zwolennik spiskowej teorii tego przypadku, myślę, że idzie o hajs, szmal, kasę, mamonę i cwaniaków, którzy chcą ją wycyckać kosztem frajerów. Budowa tych zbiorników nie uszczęśliwi nikogo poza RZGW, Sweco i firmami budowlanymi. Pierwsi położą łapę na większych obszarach do kontroli (co pociągnie za sobą kolejne etaty i wyższe środki do dyspozycji – bo tereny te trzeba będzie obsługiwać), drudzy zgarną pieniążki za projekty, trzeci zaś za budowy. Tutaj naprawdę nie idzie o dobro zagrożonych powodziami – bo zbiorniki takie powstałyby już dawno temu – ale o grube pieniądze.

W swej teorii dostrzegam jednak potencjalną korzyść. Jeżeli mieszkańcom zagrożonym koncepcjami RZGW uda się zablokować ich realizację, to będzie to chyba jeden z pierwszych na taką skalę aktów istnienia społeczeństwa obywatelskiego na Ziemi Kłodzkiej. Życzę tego nam, mieszkańcom tej wspaniałej, przepięknej krainy i wszystkim praworządnym Polakom.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ