Z życia kaowca

0
94

Z życia kaowca

Można pomyśleć, że jako kaowiec mam się w pewnych sprawach całkiem nieźle. Dajmy na to, że mogę sobie samemu sprawiać przyjemność zapraszając na wydarzenia moich ulubionych wykonawców. Prawda jednak jest taka, że zdarza się to bardzo rzadko, ponieważ o większości tych spraw decydują tak naprawdę konsumenci. Oczywiście decydują w sposób niebezpośredni, ale zadaniem kaowca jest właśnie taki dobór artysty, by zadowolić słuchaczy. Czasami wszakże trafia mi się, że mam na scenie ukochanego artystę. Wtedy momentalnie psuje się spłuczka w toalecie, więc biegnę ją naprawić, później podchodzi do mnie szesnastu komiwojażerów chcących opchnąć zestaw noży, biblię mormonów, nietępiące się żyletki i podobne utensylia, zaraz po nich niczym kleszcz czepia się mojego ramienia pijany w trzy dupy facet i błaga mnie, żebym poszedł na scenę i poprosił muzyków, żeby zagrali „Białego misia”, a kiedy udaje mi się uwolnić od typa, kobieta z czwartego rzędu zaczyna rodzić i muszę przyjąć dziecko na świat. Tymczasem, psiakrew, na scenie gra band, który tak bardzo chciałem zobaczyć na żywo!

Organizuję imprezy bez mała 20 lat. Oczywiście różnego kalibru i z pewnymi lukami czasowymi. Wydaje mi się, ale mogę się mylić, że tylko jeden jedyny raz zaprosiłem zespół moich marzeń. W zasadzie dwa razy, ale ten sam band.

Zdaje mi się, że w 2005 roku, Manio Krajewski zaciągnął mnie z ekipą ze Stronia Śląskiego do wrocławskiego klubu „WZ” na koncert „-123min.”. Nie będę się rozpisywał o jakości tego, co chłopaki z Pardubic prezentowali, powiem tylko, że natychmiast ściągnąłem co się da i słuchałem ich zawzięcie. A w mojej głowie zrodziło się marzenie, że pewnego dnia zaproszę ich do Stronia. Cóż, marzenia są tylko marzeniami, więc nie łudziłem się w temacie.

I oto proszę, „Minuty” zagrali najpierw w Stroniu w 2009 r. i rok później w Lądku-Zdroju na Przeglądzie Filmów Górskich. I powiem szczerze, że lądecki koncert był niesamowity. Zdenek, Fredrik i Milos byli w zasadzie nieznani przez publiczność, a w ciągu godziny zrobili taki szał, że cztery razy bisowali. Podczas ich koncertu w Stroniu miałem na głowie całkiem dużą imprezę, więc zamiast słuchać, walczyłem z problemami organizacyjnymi. W Lądku-Zdroju było znacznie lepiej, ale też sporą część występu przestałem z boku sceny, najpierw stresując się zapowiedzią występu, później zakończeniem dnia. Oglądanie występu zza kulisy to nie to samo, co stanie, albo siedzenie przed sceną. No i ten cholerny stres.

Niestety, „-123min.” rozpadli się. Zostały tylko płyty i nostalgia.

W zeszłym tygodniu coś mi strzeliło do głowy i z ciekawości napisałem mejla do słowackiego zespołu „Longital” z pytaniem o cenę koncertu w Lądku-Zdroju. „Longital” odkryłem kilka miesięcy temu i w zasadzie niemal natychmiast zostałem ich wielkim fanem. Wczoraj, o dziwo, zamiast menedżera odpisał mi Daniel Salontay, gitarzysta tego wspaniałego tria. Wymieniliśmy kilka miłych, ciepłych listów (Daniel świetnie radzi sobie z pisanym językiem polskim) i stanęło na tym, że istnieje duże, bardzo duże prawdopodobieństwo, że Słowacy zagrają w Lądku-Zdroju 5 sierpnia 2017 r., podczas Lądeckiego Wehikułu Czasu.

ivana_foto_lezataŹródło: www.longital.com

„Longital” to prawdziwa perła, w moim przekonaniu, nie tylko muzyki słowackiej, ale i światowej. Shina, Daniel i Marian komponują rzeczy, które są prawdziwym powiewem świeżości na rynku opanowanym przez niekończące się powtórzenia i całą masę okropnego nudzenia. Subtelne, harmonijne kompozycje, w których czuje się pasję pozbawioną ględzenia o sobie… No tak, nie potrafię pisać o muzyce, pozostaje mi zatem odesłanie Państwa do źródła.

Tutaj wyśmienity koncert z materiałem z przedostatniej płyty zespołu „Longital Suita”z przyzwoitym kwartetem smyczkowym:
https://www.youtube.com/watch?v=hiph99O584Y

Tutaj utwór „Divoko” z występu plenerowego w towarzystwie orkiestry filharmonijnej:
https://www.youtube.com/watch?v=qQgFgJq-75c

I mój ulubiony numer z ostatniej płyty:
https://www.youtube.com/watch?v=c6fV6NpAqiw

O ile w sierpniu dojdzie do występu „Longital” pod lądeckim „Zdrojem Wojciech”, pozostaje pytanie, które kieruję w swoją stronę: czy po wszystkich stresujących zapowiedziach, jakie względem Słowaków będę musiał uczynić, nie pojawi się z nagła turysta poszukujący drogi na Krupówki w Zakopanem, żądający zarazem znalezienia najszybszego transportu, zaś po nim zadzwonią cztery firmy oferujące pożyczki i dwóch telemarketerów z sieci komórkowych, a na koniec pani starsza poprosi, żebym w tej chwili wszedł na scenę i zapytał czy ktoś z publiczności nie widział jej zaginionego psa Fafika?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ