Z dnia na dzień

0
5

Z dnia na dzień

Niedziela, 10.09.2012
Disco polo psychologii.
Od kilku dni chodzi za mną kultura masowa, a właściwie to uczepił się mnie jeden z największych jej wybryków, z jakimi w życiu miałem do czynienia – książka „W dżungli miłości” Beaty Pawlikowskiej, domorosłej podróżniczki i pisarki.
W zasadzie ani ze mnie wielbiciel, ani wróg kultury masowej. Niby powinienem oburzać się na jej produkcje, ale równie dobrze mogę się złościć na coca-colę czy disco polo. Nie jestem też typem, który chce chronić niewinne ofiary tego zjawiska, wielokrotnie bowiem usiłowałem komuś udowodnić, że kultura masowa to szajs. Nic z tego, większość ludzi, których znam lubi jej łatwość i trudno się dziwić, skoro życie wystarczająco daje im w kość, żeby mieli jeszcze męczyć się myśleniem. Czasami jednak kultura ta wytwarza produkty chcące pretendować do czegoś, co poza kulturę masową wykracza. I wtedy mam problem.
Nie będę owijał w bawełnę, nie zgadzam się z teoretykami, którzy twierdzą, że podział na kulturę wysoką i niską zniknął. Siedzą takie mądrale na uczelniach, odcięci od szarego człowieka i produkują masę podobnych bzdur. Często mam wrażenie, że nie różnią się w tym od polityków. Oczywiście rozumiem ich, w końcu też muszą z czegoś żyć, więc produkują „tę wiedzę”. No, ale to inna sprawa. Tym, co – moim zdaniem – poza wszystkim innym odróżnia kulturę masową od tej wysokiej jest sposób, w jaki obie podejmują określone problemy. Kultura masowa jest bliżej obyczaju, stereotypów, jest płytka i jest bezpośrednio osadzona w  emocjach. Kulturze wysokiej natomiast zdecydowanie bliżej jest do wyrafinowanych wypowiedzi, w których emocje ukryte są pod wachlarzami metafor, porównań, alegorii, wreszcie konkretnych analiz, bliżej jej do nauki, niż naiwności naszych przekonań.
Pani Pawlikowska, swoją książką rości sobie pretensje do literatury poradniczej z zakresu psychologii. Pokazuje nam problemy życiowe i uczy nas jak mamy sobie z nimi radzić. Rzeczywiście autorka pisze o poważnych sprawach, jednak wymyślone przez nią metody ich rozwiązywania wołają po prostu o pomstę do nieba. Pani Pawlikowska w większości nie pojmuje ani istoty problemu, który opisuje, ani mechanizmu jego powstawania i funkcjonowania w życiu człowieka. Co gorsza, często nie potrafi go właściwie nazwać, co świadczy o jej zupełnej ignorancji w zakresie wiedzy, w której obszary usiłuje się wpisać.
Szkoda mi czasu na pełniejszą rozprawę z tym poradniczym gniotem, ot, po prostu wynotowałem na chybił trafił kilka cytatów, które ukazują „kunszt” psychologicznej wiedzy Pawlikowskiej. Oto one.
„Twoim problemem jest to, że tak naprawdę nie wiesz, co o sobie myśleć.”
„Zbierz się na odwagę i przestań unikać samego siebie.
Chwyć za ster. Szybko nauczysz się nim posługiwać.
Musisz zaufać samemu sobie.
To jest najważniejsze. Daj sobie przynajmniej próbny kredyt zaufania na miesiąc i spróbuj nauczyć się być sobą.”
„Moim odkryciem była prosta i stuprocentowo powtarzalna zależność między czynem a jego konsekwencjami i związanymi z tym moimi uczuciami.”
„Jeśli chcesz być szczęśliwa w miłości, zacznij od posprzątania samej siebie.”
 „Uświadomiłam to sobie pewnego dnia, kiedy wracałam samochodem ze spotkania, które bardzo się przedłużyło i okazało się tak kompletnie bez sensu, że w gruncie rzeczy zniszczyło mi resztę dnia. Miałam w planie zrobienie jeszcze kilku ważnych rzeczy, a wracałam do domu stojąc w korku i myśląc z poczuciem klęski, że niczego już więcej dzisiaj po prostu zrobić nie zdołam, bo zwyczajnie nie zdążę.
Łzy płynęły mi po policzkach, bo czułam się okradziona z mojego czasu i bezsilna, że nie będę w stanie zrealizować moich planów.
Zatrzymałam się na czerwonych światłach. Nawet nie ocierałam łez, tylko mrugałam od czasu do czasu, żeby je strzepnąć z rzęs. Stałam na skrzyżowaniu i czekałam aż będę mogła jechać dalej, gdy w pewnej chwili pomyślałam:
– To dobrze, że zdarzają mi się takie koszmarne chwile, bo dzięki temu mogę teraz poszukać w sobie siły i przezwyciężyć to uczucie.
Nie otarłam łez, które wciąż płynęły mi po policzkach i zaczęłam się zastanawiać, z której strony spojrzeć na moją obecną sytuację, żeby poczuć się lepiej.
Ha! Siedzę w moim własnym samochodzie. Jadę do mojego własnego domu. Mam zmarnowany dzień, ale jutro od rana spróbuję nadrobić to, co dzisiaj straciłam.”
„Życie jest ładne, łatwe i wesołe. Czasami.”
„Piosenki są częścią naszej rzeczywistości. Budzimy się z nimi w radiu i zasypiamy z nimi, powtarzając w myślach najczęściej słyszany refren.”
„Dlatego w przekazie rozmaitych informacji dąży się do tego, żeby była szybka, wywołująca emocje, a przede wszystkim – łatwa do zrozumienia. Dorosły człowiek wychowany w świecie popkultury w lot potrafi zrozumieć wiele takich uproszczonych komunikatów zbudowanych na zasadzie symboli. Nadawca takiego symbolu może dzięki temu łatwo manipulować człowiekiem. Taki był sens powstania świata kultury masowej. Chodziło o to, żeby stworzyć bazę podstawowych symboli, które będą się ludziom w odpowiedni sposób kojarzyły, manipulując ich emocjami i umiejętnością racjonalnego myślenia.
Wystarczy pokazać na ekranie telewizora twarz pięknej kobiety, której towarzyszy zmysłowa muzyka. Człowiek widząc taki obraz dopowiada sobie w myślach znacznie więcej: spotkanie we dwoje, zapach jej włosów, smak jej ust, zaspokojenie tęsknoty i samotności, a co za tym idzie – radość, miłość, szczęście. Dlatego spomiędzy innych telewizorów o tych samych parametrach i tej samej cenie wybierze właśnie ten, na którego ekranie zobaczył twarz dziewczyny, która poruszyła jego wyobraźnię.
Jeśli w piosence towarzyszącej twarzy dziewczyny na ekranie ktoś tęsknie śpiewa o tym, że „umieram bez ciebie, oddałam ci serce i duszę, błagam, bądź ze mną”, to pośrednio może też sugerować, że człowiek, który kupi ten model telewizora, stanie się też właścicielem bez reszty oddanej mu pięknej kobiety, która spełni jego pragnienie i będzie taka, jak on będzie sobie życzył.”
„Trzeba mieć swoje życie, swoje zainteresowania i pasje, bo dzięki temu stajesz się bogatsza wewnętrznie. Trzeba przez całe życie rozwijać się, uczyć, starać się być lepszym. Tylko wtedy będziesz mogła coraz więcej z siebie dać, czyli w najpełniejszy sposób zrealizować to, w czym tkwi sens bycia razem – dzielić się z drugim człowiekiem wszystkim, co masz, dzielić się z nim życiem.”
Nawet Paulo Coelho nie pokusiłby się o wypisywanie podobnych banalnych frazesów i głupot.
Szczególnie uderza tutaj cytat o przedłużonym spotkaniu i łzach z powodu straconego czasu. Nie trzeba mieć żadnego fakultetu z psychologii, gołym okiem widać, że pani Pawlikowska cierpi na pracoholizm, co stawia ją w dziwnym świetle, gdy mowa o uzależnieniach. Swoją drogą, zrobiłem sobie Test Bostoński na to czy jestem alkoholikiem, którym pani Pawlikowska posługuje się w swym dziele. Po pierwszych 10 pytaniach musiałem się przyznać do alkoholizmu. Co więcej, ze smutkiem przekonałem się, że jakieś 97% ludzi, których znam to również alkoholicy! Wyjątek stanowi moja przyjaciółka, której powiedziałem, że z pewnością jest alkoholiczką, bo nie wierzę, że w młodości nie urwał jej się film po jakiejś imprezie, na co odparła, że jednak jej się nie urwał, bo zawsze wcześniej zwymiotowała. Sądzę więc ostatecznie, że autorami owego testu są bostońscy amisze.
Książka wprost roi się od podobnych mądrości. Sama już zerojedynkowa nieadekwatność podziału ludzi na leniwców (to ci leniwi, słowem, słabi, tchórzliwi ludzie) i wojowników (to ci pracowici i odważni dobrzy ludzie), wzbudza po prostu śmiech zażenowania. Inny dowód wybrakowanej edukacji pani Pawlikowskiej, to użycie przez nią pojęcia „negatywnych emocji”, które dobrzy terapeuci dawno wykluczyli ze swoich słowników. Nie ma negatywnych, czy złych emocji, są tylko trudne emocje. Nie mam też bladego pojęcia dlaczego książka ta została opatrzona zdjęciami z podróży autorki i niby to zabawnymi rysuneczkami. Czyżby chodziło o zwiększenie jej objętości?
Nie czytałem żadnej podróżniczej książki pani Pawlikowskiej i w związku z powyższym nigdy już żadnej nie przeczytam, pozostaje mi tylko ufność, że tamte są solidniejszymi pracami. Przeraża przy tym co innego – instytucja wydawcy tego bubla. Korporacja medialna, która wyprodukowała pozłotko gwiazdorstwa tej pani, pozostaje kolejną bezmyślną machiną, której jedynym celem jest trzepanie forsy. I gadanie o wolności wypowiedzi niczego tutaj nie wskóra, za słaby to argument na wypuszczanie takich poczwar.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułStrzeż się pociągu
Następny artykułZ dnia na dzień

ZOSTAW ODPOWIEDŹ