Technologizacja, technologia, projekt…

0
146

Technologizacja, technologia, projekt…
Wszystko zaczęło się od porannej szermierki telefonicznej z Izą.

Technologizacja, technologia, projekt…

Wszystko zaczęło się od porannej szermierki telefonicznej z Izą. Wyszła ona – nie Iza, tylko ta szermierka – od niewinnego słowa „projekt”. Ot, poszło, że syn Iski, uczeń pierwszej klasy gimnazjum, musi wraz z kolegą zrobić projekt. Zareagowałem, cóż, niezbyt grzecznie, że biedne te dzieci, bo już w gimnazjum wklepują im do głów technologiczny bełkot korporacji. I zaczęło się. Niestety, ja – dla odmiany – nie posługuję się na co dzień bełkotem akademii, więc szło mi jak po grudzie objaśnienie zwięzłe zjawiska, które zwę „technologizacją języka”. Po mojej dłuższej, wszakże nieskładnej wypowiedzi, w końcu po raz kolejny okazało się, że jestem – nie mogłem się nie oprzeć m.in. o formy języka robotników – tzw. proletariuszem malowanym…

Jakże zadziwiające bywają rozmowy z kobietami!

Nie pozostało nic innego, jak usiąść i spróbować cholerną technologizację języka opisać. A że posługuję się w takich razach metodą naukową – nie darmo mam tych kilku kolegów naukowców – postanowiłem zrobić śledztwo w neciku. Jeszcze by wyszło na jaw, że pół świata mówi o technologizacji języka, a ja tu się pałuję z kolejną jego definicją. Okazało się, że znalazłem zaledwie jeden wynik, którego fragment podaję w tym miejscu:

Zawężamy myślenie do realizacji „konkretnych” celów. To skutkuje niezrozumieniem czegokolwiek poza zestandaryzowanymi, najprostszymi poleceniami. Winne jest zatem tak przesadne „nacelowanie” myślowe, jak i stereotypizacja i technologizacja języka, teraz dodatkowo wymuszana także w ramach pantechnokratycznych form tzw. „edukacji”*.

Definicji tu za grosz, musiałem więc zrezygnować z tej metody i pogrzebać w sieci w inny sposób.

Rok 1984 George,a Orwella opublikowany został w 1949 r. W książce tej po raz pierwszy pojawia się termin „nowomowa”. Dobrą, bo zwięzłą i kwintesencjonalną definicję tego zwrotu znalazłem nie gdzie indziej, jak na wikipedia.org:

Nowomowa (ang. Newspeak) – sztuczny język obowiązujący w fikcyjnym, totalitarnym państwie Oceania opisanym przez George’a Orwella w powieści Rok 1984. Charakteryzuje się tendencją do eliminacji jak największej liczby „niepotrzebnych” lub niekorzystnie (z punktu widzenia ideologii państwowej) nacechowanych wyrazów przez zastąpienie ich sztucznymi, ale poprawnymi ekwiwalentami, w celu strywializowania języka (ogłupienie ludności) oraz wyeliminowania nieprawomyślności przez takie przekonstruowanie języka, by niemożliwe stało się sformułowanie w myśli czegokolwiek, co godziłoby w panujący reżim – zarówno poprzez mowę, jak i myśli…

Pomysł „nowomowy” pojawiał się w literaturze już wcześniej, później był tematem niezwykle częstym, przy czym niemal zawsze odnosił się do języka obowiązującego w państwie totalitarnym. Tymczasem proponuję zrezygnować z kilku słów i wprowadzić dwa, trzy nowe, by definicję tę odczytać raz jeszcze:

Nowomowa –  język obowiązujący we współczesnym świecie, oparty na ideach pragmatyzmu, funkcjonalizmu, konsumpcji. Charakteryzuje się tendencją do eliminacji jak największej liczby „niepotrzebnych” lub niekorzystnie (z punktu widzenia ideologii pragmatyzmu) nacechowanych wyrazów przez zastąpienie ich poprawnymi ekwiwalentami, w celu strywializowania języka (ogłupienie ludności) oraz wyeliminowania nieprawomyślności przez takie przekonstruowanie języka, by niemożliwe stało się sformułowanie w myśli czegokolwiek, co godziłoby w panującą ideologię funkcjonalności – zarówno poprzez mowę, jak i myśli…

Czy coś tutaj nie pasuje? Leży jak ulał, choć reżym totalitarny zastąpiony został przez pozbawioną twarzy Wielkiego Brata ideologię skuteczności zadaniowej, ergonomii, efektywnego wzrostu, koniecznej progresji, właściwego zarządzania i tym podobnych, groźnie brzmiących słów kluczy nowej, bezimiennej władzy. Władzy jak najbardziej totalitarnej. Władza ta nie konstytuuje się już w jakichś scentralizowanych, zarządzanych przez ludzkie grupy ośrodkach, lecz dzięki językowi właśnie wprowadza się/wprowadziła w ciała, mózgi, myśli jego użytkowników…

No, dobrze, tyle, że nie zamierzam pisać o władzy i zasadzie działania interesu, który Foucault zwał „społeczeństwem normalizującym”. Dzisiaj, teraz chodzi mi o sam język i to, co się z nim i przez niego obecnie dzieje. Choć jak nigdy dotąd język związany jest właśnie z władzą.

Technologizacja języka oznacza redukowanie języka do wyłącznie praktycznych aspektów jego funkcjonowania. Proces ten wynika ze stanu, w jakim znajduje się dzisiaj komunikacyjna relacja człowieka do człowieka. Innymi słowy, nasze rozmowy w coraz większym stopniu ograniczają się do treści dotyczących wyłącznie praktyki życiowej, nacechowane są przy tym zdecydowanym realizmem i racjonalnością, a przede wszystkim użytecznością.

Cały ten fenomen wynika z kilku powodów. Po pierwsze, w absolutnie fascynujący sposób, mamy coraz mniej czasu. Obładowani jesteśmy wspaniałymi technologiami, które mają nam ułatwiać życie, co oznacza m.in. więcej wolnego czasu dla siebie i swych pasji, a jest dokładnie na odwrót – mamy go z roku na rok coraz mniej. Po drugie, wszelkie dyskusje tyczące naszego życia prywatnego stają się passe, co tam, passe jest dyskusja na temat całej sfery naszego życia uczuciowego i emocjonalnego. Oto jednostka w jej anturażu prywatności osiągnęła największą spójność i autonomię, tracąc jednak możliwość udziału we wspólnocie. I niech nie zmyli nikogo ekshibicjonizm występów publicznych na portalach społecznościowych, czy w telewizyjnych show, ponieważ trudno tutaj znaleźć jakiś wspólny mianownik między nimi, a realnymi wspólnotami w rzeczywistym życiu. Po trzecie, wraz z demokracją pojawił się wynalazek relatywizmu, który doprowadza do sytuacji zaniku poszanowania wszelkiej kompetencji. Nie da się już rozmawiać np. o sztuce, literaturze, polityce itd., bo dysputy takie urywane są na poziomie stwierdzeń: czytanie tego czy oglądanie owego jest kwestią gustu, i co z tego, że nie wiem czym jest lewica – i tam mam prawo obrzucić ją błotem lub wychwalać wniebogłosy itp.

Wyliczyłem ograniczenia, przyczyny redukowania języka, w zamian oczywiście dostajemy nowomowę. Po czwarte zatem – i na tym niech skończę litanię, do której spece od socjologii dorzuciliby jeszcze pewnie z pół tuzina przyczyn – modne coraz bardziej staje się tzw. odniesienie sukcesu i pal sześć jak tam ten sukces pojmujemy, ważne, że aby go osiągnąć musimy wprowadzać w życie „plan”. Znowu skracając, mówimy tutaj o „zarządzaniu życiem”, innymi słowy, życie przestaje być życiem, a staje się planowo projektowanym systemem operacyjnym nastawionym na osiągniecie kolejnych szczebli na drabinie życiowej kariery. Kierat taki wymaga odpowiedniej nomenklatury, adekwatnego, produkcyjnego, operacyjnego, technologicznego języka.

Proces technologizacji języka jest zaszczepiany w ciele społecznym i w ciele każdej poszczególnej jednostki coraz głębiej. Dzisiaj w języku nowomowy komponowany jest już gimnazjalista i tendencja ta wskazuje na to, że już wkrótce trzecioklasista, którego dzisiaj jeszcze dyscyplinuje się językiem malowniczej mitologii katolicyzmu, baśni Grimmów i Andersena, już jutro bliższy będzie dzieciarni z Equilibrium, czy innych postapokaliptycznych obrazów współczesnego kina; nie potrzeba więc trzeciej wojny światowej, ani innej globalnej konfrontacji siłowej.

Biorąc pod uwagę przypadek, od którego zacząłem tę opowieść, mam przekonanie, że proces technologizacji języka – z pominięciem oczywistego twórcy tego procesu, czyli korporacji – w pierwszym rzędzie kreowany jest w instytucjach systemowych, tutaj w szkolnictwie niższego szczebla. Nie mamy jednak w tym przypadku do czynienia z jakimś spiskiem, którego celem byłoby ogłupienie narodu, choć taki będzie skutek tego procesu. Misją tego systemu jest „przystosowanie” młodego człowieka do życia zawodowego. Polska szkoła zatem przestała, tak jak to było w komunie, dawać uczniowi całe tony niepotrzebnej wiedzy ogólnej, a kieruje go na miarę możliwości od samego początku na wiedzę okrojoną, wyspecjalizowaną. Czyż ostatecznie nie mamy wiecznego ubawu z faktu, że chirurg od stawu kolanowego nie ma bladego pojęcia o chirurgii stawu łokciowego? Nie miałbym nic przeciwko takiemu funkcjonowaniu szkoły, gdyby nie fakt, że wyjaławia ona, wyzuwa człowieka z jego najbardziej ludzkiej cechy: ciekawości.

W tym amoku, w tej pogoni za sukcesem przeraża mnie tylko jedno, jeśli bowiem celem sukcesu ma być w istocie życie przyjemne (jakiż bowiem inny miałby być jego cel), to kiedy taki człowiek sukcesu ma czas na przyjemne życie?

Zdawałoby się, że tekstem tym biję na alarm, bo nasz język pauperyzuje się w zastraszającym tempie i lada dzień będziemy jak te szczekające chłopy u Gombrowicza. Tak jednak nie jest. Twierdzenie, że taki ten świat jest i zmierza w takim właśnie kierunku zaprzecza bowiem innemu, najwspanialszemu moim zdaniem, wynalazkowi nowoczesności – rozmaitości.

Nie mam, niestety, pod ręką Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu Foucaulta, a chętnie zacytowałbym jeden z ostatnich ustępów tej książki. Foucault, po kilkusetstronicowej opowieści o tym, jak rozum próbował zaanektować szaleństwo, kwituje rzecz całą, że rozum nie zdoła nigdy zawłaszczyć szaleństwa. Zawsze bowiem rodzić się będą postaci w rodzaju Nietzschego i jemu podobnych szaleńców, którzy ten świat postrzegać będą z innej perspektywy. I jeśli nawet społeczeństwo w jakimś ogólniejszym wymiarze dąży do technologizacji języka i życia, to jednak jawią się wciąż na jego obrzeżach kolejni wybitni pisarze, wspaniali muzycy, świetni rzeźbiarze i malarze.

Co zaś do młodych, to mam dla nich pewną radę. Niejednokrotnie słyszałem od swego syna, że ja w młodości miałem lepiej, bo miałem się przeciw czemu buntować, miałem lepiej, bo mogłem budować swój świat, swój kręgosłup ideowy w pewnej opozycji do komunistycznej rzeczywistości. Dzisiaj młodzież otrzymała swobodę, z którą nie wie co zrobić. Otóż pomyślałem, że skoro działający system oświatowy redukuje ogólny rozwój jednostki, to warto się przeciw niemu zbuntować. Nie dajcie się wprząc w stado owiec z radością biegnących na rzeź konsumeryzmu, przekraczajcie granice oferowanej wam wiedzy i bezwzględnie, za każdym razem poddawajcie krytycznemu oglądowi każdą przedstawianą wam treść i wartość.

* http://www.krakowniezalezny.pl/jezyki-na-wymarciu/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here