Tatko uczy dziecko

0
24

Tatuś uczy dziecko
Parę dni temu zadzwoniła do mnie na skypie (wspaniały to wynalazek!) maturzystka prosto z włoskiego Udine (rzecz, niestety, dla mnie jasna, po włosku mówię tylko pasta, kianti i Michał Anioł; maturzystka jednak okazała się być moją własną córką, która z polskim całkiem nieźle sobie radzi).

Tatuś uczy dziecko

Parę dni temu zadzwoniła do mnie na skypie (wspaniały to wynalazek!) maturzystka prosto z włoskiego Udine (rzecz, niestety, dla mnie jasna, po włosku mówię tylko pasta, kianti i Michał Anioł; maturzystka jednak okazała się być moją własną córką, która z polskim całkiem nieźle sobie radzi). Prosiła o mikrowykład, który rozświetliłby jej intelektualną niemoc w kwestii idealizmu niemieckiego ze szczególnym uwzględnieniem różnic w poglądach Kanta, Hegla i opozycji do nich Schopenhauera.

 

Bóg raczy wiedzieć na co licealistce z plastyka we Friuli Venezia Giulia filozofia; ponoć filozofia i sztuka idą w swej historii łeb w łeb i się nieraz, jak miłośnicy w zapasy biorą… może. Dość na tym, że szybko do mistrza Tatarkiewicza zajrzałem, bo kto by spamiętał tych wszystkich nierobów i ich pomysły. Połapałem w końcu sznurki, pomyziałem ołówkiem po wersach książki i mogłem dać się wywołać Miriam na skypie (niezwykły wynalazek! a jaki tani!).

 

TATKO

Wiesz ty, dziecko, co to jest idealizm niemiecki?

DZIECKO

Nie bardzo.

TATKO

A filozofia wiesz po co?

DZIECKO

No… Wiem.

TATKO

Aha… Czyli nie wiesz… Rozumiem…

DZIECKO

Papi, ale szybko, czasu nie mam.

TATKO

Spokojnie, będzie bardzo szybko.

Pauza.

TATKO

Filozofia, Misiamku, pojawiła się z ciekawości świata i chęci jego poznania. I poznawała ten świat, jak Pan Bóg przykazał, ale ciągle głupia była jak krzesłowa noga, bo ona swoje, a świat zupełnie inaczej. I wreszcie poszła po rozum do głowy, że coś nie tak robi. Sama się zreflektowała, że chyba jednak, mimo tylu prób, świata nie pojmuje. Wówczas pojawiło się pytanie: dlaczego nie rozumiem świata? I zaraz przyszła odpowiedź. Bo kiedy pytanie dobrze zadane, to i odpowiedź rychło się pojawi. Odpowiedź okazała się dość prosta: nie pojmuję świata, bo on wielki a ja malutka. Jak w kinie, prawda? Ale w tej odpowiedzi pojawiło się coś więcej prócz zwyczajnej konstatacji niewiedzy. Filozofia przyznała się, że jest wypowiadana przez pojedynczego człowieka. Tak, bo najpierw tylko jeden człowiek zrozumiał, że jego zmysły go mamią, oszukują, zwodzą… Nie, nie był chory, kochanie… No dobrze, może tylko drobny syfilisik lub tryperek, bo były wówczas dość modne, ale poza tym zdrów był. Tak, rzeczywiście, od niego zaczęła się plaga, ale nie taka. Po nim co rusz ktoś się przyznawał, że go zmysły szwabią… Że szwabią? Na świętego Boga! Nie, dziecko, to nie byli Niemcy! Ten pierwszy nazywał się Rene Descartes, pseudo Kartezjusz, a o Niemcach będzie za kilka chwil… I my nie o tym!… W każdym razie była to prawdziwa filozoficzna rewolucja, zauważ. A najważniejszym jej efektem okazało się to, że jest to, co poznaje i to, co jest poznawane. Pojawił się człowiek i świat, jako coś od siebie różnego. Niby proste, ale wcześniej nikt tego nie zauważył… Owszem, też się długo dziwiłem.

Tak oto człowiek zaczął się zastanawiać, czy posiada wystarczające możliwości, by zrozumieć świat. I tak pojawił się problem, który pragniesz pojąć.

Rozumiesz?

DZIECKO

Tak, papi. Co dalej?

TATKO

Podmiot i przedmiot. Rozumiesz?

DZIECKO

Nie.

TATKO

A więc przypomnij sobie lekcje o włoskiej poezji. Jest słowo i podmiot liryczny, który to słowo wypowiada – poeta. I tutaj jest tak samo. Podmiot liryczny i przedmiot, o którym poeta mówi. Rozumiesz teraz?

DZIECKO

Chyba.

TATKO

Idźmy dalej. Do twojego tematu. Otóż sporo po Kartezjuszu pojawił się Immanuel Kant… Tak, kochanie, ten sam, którego przyjaciele wyciągnęli do domu rozkoszy cielesnych, stwierdziwszy wpierw, że nigdy nie obcował z kobietą. Owszem, zapytany, jak mu się podobało odparł ponoć nieco sztywno: bardzo miło, bardzo, ale ruchy niegodne filozofa… A teraz zapisz sobie i wykuj na pamięć zaraz po przetłumaczeniu na włoski. Kant uważał, że podmiot jest warunkiem przedmiotu, a pojęcia są warunkiem doświadczenia. Masz? Doskonale! Oznacza to mniej więcej tyle, że podmiot, czyli ty, ja i choćby Czesiu Golik, każde z nas z osobna decyduje o istnieniu przedmiotów w rzeczywistości i jeszcze to, że aby móc poznać jakiś przedmiot, czyli doświadczyć go tak czy inaczej, musimy posiadać związane z nim pojęcia… Wiem, że to trudne, ale hipotetycznie wyobraź sobie, że między tobą, a psem, którego właśnie widzisz na ulicy, prócz powietrza są również słowa związane z tym psem. Inaczej byś go nie mogła poznać. Że jest takiej a takiej wielkości i budowy, że włochaty i że potrafi chapnąć, jak go wkurzysz.

DZIECKO Nieśmiało

Chyba rozumiem…

TATKO

Ha! I to jest, Misiu, idealizm właśnie: nie jesteśmy w stanie poznać rzeczywistości, bo jedyne, co wiemy o świecie, to nie on sam, lecz myśli jakie o nim mamy i nasze uczucia. Słowem, nie poznajemy świata, lecz to, co pod jego wpływem pojawia się w naszym rozumie.

DZIECKO Bliskie okrzyku: Eureka!

No… no… no…

TATKO

To teraz Hegel. Imion jego ci nie przytoczę, bo miał ich tyle co hiszpańska królowa. Wystarczy, że nie będziesz Hegla mylić z heblem. To słuchaj, bo teraz będzie ciekawie, zupełnie jak w książce science-fiction. Hegel machnął ręką na pomyślunek Kanta i stwierdził, że wcale nie ma różnicy między tobą, mną, czy nawet Czesiem Golikiem, a rzeczywistością zewnętrzną, bo wszystko to jednia, wszystko to absolut. I nie byłoby w tym jeszcze niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że Hegel uznał, iż absolut to rozum, mówiąc jeszcze krócej, my i świat, rzeczywistość, czy co tam jeszcze zechcesz, rządzi się logicznym, racjonalnym, dającym się rozpoznać rozumem, rozum ogarnia wszystko. W tym momencie stało się jasne, że to rozum jest zasadą rzeczywistości, że jest wobec niej pierwszy i że to właśnie on niejako powołuje ją do istnienia. Stało się również jasne, że skoro posługujemy się rozumem, wprawdzie mniejszym od tego, który rządzi rzeczywistością, to jednak jesteśmy w stanie rzeczywistość rozpoznać na tyle, na ile poznać możemy rządzący nią rozum. Oczywiście nie zrobi tego pojedynczy człowiek, poznanie rośnie na przestrzeni dziejów ludzkości i jest naszym wspólnym dobrem.

DZIECKO

Ojejku

TATKO

Nie wiem czy wyraziłaś zachwyt, czy ignorancję, no, ale w każdym razie tak właśnie pisał Hegel, tak mówił i tak chyba myślał. Powtórzmy: Kant mówi, że jest podmiot i przedmiot, które są rozdzielone i dlatego przedmiotu podmiot poznać nie może, Hegel natomiast mówi, że to błąd, bo podmiot i przedmiot stanowią jedność, choć nie są tym samym, nie są tożsame, lecz są częścią jakiegoś kosmicznego, boskiego absolutu, którym rządzi rozum. Wydaje się, że różnica kolosalna, a jednak nie, bo obaj pozostają w zasadzie w tym samym miejscu – w rozumie. Kant jest oddzielony od przedmiotu, a Hegel nie mówi wcale o rozpoznaniu przedmiotu, ale praw rozumu rządzącego przedmiotem. Ani jeden, ani drugi nie wychodzą poza rozum. Możemy przejść do Schopenhauera?

DZIECKO

Mhm.

TATKO

Ten był współczesnym Hegla i rywalizował z nim w Berlinie jako wykładowca. Przegrał tę rywalizację z kretesem. Do Hegla chodziły tłumy. Do Schopenhauera Schopenhauer. Wreszcie pewnego roku do Berlina dotarła cholera, Artur zwiał do Frankfurtu nad Menem, a Hegel został w mieście i z powodu tej zarazy rzucił palenie oraz resztę czynności uznawanych za przejaw tego, że się żyje. Schopenhauer pociągnął jeszcze trzydzieści latek, ale był do końca życia rozgoryczony jak siódme nieszczęście. Wszystko przez Hegla.

Artur Schopenhauer w zasadzie myślał tak, jak Kant, coś tam opowiadał o zabarwianiu świata swoją naturą i poznawaniu nie świata, lecz zjawisk, ale to prawie na jedno wychodzi. „Świat jest moim wyobrażeniem” – to cytat z Artura… Pewnie, że go nie znałem, mówię Artur, bo tak krócej wychodzi, niż Schopenhauer… Ty się lepiej trzymaj tematu, bo jutro egzamin.

Czyli Artek to był taki drugi Immanuel, ale zarazem trochę go podkręcił, bo stwierdził, że Kant się myli, gdyż poznanie jest możliwe. Jego wolta była prosta: owszem, jestem podmiotem, ale w sumie jestem też przedmiotem i jeśli nawet nie mogę poznać kamienia, czy drzewa, to mogę poznać samego siebie, mogę dostąpić samopoznania.

DZIECKO

Rozumiem.

TATKO

To wspaniale. Podsumujmy na koniec.

Artur tym się różnił od Kanta, że dostrzegał możliwości poznawcze w samopoznaniu uprzedmiotowionego podmiotu. Od Hegla natomiast różnił się tym, że gdy Hegel chciał rozpoznać naturę rozumu absolutnego przez badanie społeczeństwa i jego dziejów, to Schopenhauer na odwrót: myśl swoją skierował na jednostkę i moce samopoznawcze. Musisz to jeszcze wiedzieć, że Artek był zachwycony filozofią Indii i, jak widać, adoptował ją na grunt filozofii europejskiej właśnie w pojęciu samopoznania. I kilku innych, o których tutaj jednak nie wspomnimy.

DZIECKO

Rozumiem… Rozumiem… Kurde, papi, dziękuję!

 

Trudno ocenić, co z tego wszystkiego zrozumiała i jak zrozumiała. Co tam! Ważne, że egzamin zaliczony i może przystąpić do kolejnych!

Parę dni temu zadzwoniła do mnie na skypie (wspaniały to wynalazek!) maturzystka prosto z włoskiego Udine (rzecz, niestety, dla mnie jasna, po włosku mówię tylko pasta, kianti i Michał Anioł; maturzystka jednak okazała się być moją własną córką, która z polskim całkiem nieźle sobie radzi). Prosiła o mikrowykład, który rozświetliłby jej intelektualną niemoc w kwestii idealizmu niemieckiego ze szczególnym uwzględnieniem różnic w poglądach Kanta, Hegla i opozycji do nich Schopenhauera.

Bóg raczy wiedzieć na co licealistce z plastyka we Friuli Venezia Giulia filozofia; ponoć filozofia i sztuka idą w swej historii łeb w łeb i się nieraz, jak miłośnicy w zapasy biorą… może. Dość na tym, że szybko do mistrza Tatarkiewicza zajrzałem, bo kto by spamiętał tych wszystkich nierobów i ich pomysły. Połapałem w końcu sznurki, pomyziałem ołówkiem po wersach książki i mogłem dać się wywołać Miriam na skypie (niezwykły wynalazek! a jaki tani!).

TATKO
Wiesz ty, dziecko, co to jest idealizm niemiecki?
DZIECKO
Nie bardzo.
TATKO
A filozofia wiesz po co?
DZIECKO
No… Wiem.
TATKO
Aha… Czyli nie wiesz… Rozumiem…
DZIECKO
Papi, ale szybko, czasu nie mam.
TATKO
Spokojnie, będzie bardzo szybko.
Pauza.
TATKO
Filozofia, Misiamku, pojawiła się z ciekawości świata i chęci jego poznania. I poznawała ten świat, jak Pan Bóg przykazał, ale ciągle głupia była jak krzesłowa noga, bo ona swoje, a świat zupełnie inaczej. I wreszcie poszła po rozum do głowy, że coś nie tak robi. Sama się zreflektowała, że chyba jednak, mimo tylu prób, świata nie pojmuje. Wówczas pojawiło się pytanie: dlaczego nie rozumiem świata? I zaraz przyszła odpowiedź. Bo kiedy pytanie dobrze zadane, to i odpowiedź rychło się pojawi. Odpowiedź okazała się dość prosta: nie pojmuję świata, bo on wielki a ja malutka. Jak w kinie, prawda? Ale w tej odpowiedzi pojawiło się coś więcej prócz zwyczajnej konstatacji niewiedzy. Filozofia przyznała się, że jest wypowiadana przez pojedynczego człowieka. Tak, bo najpierw tylko jeden człowiek zrozumiał, że jego zmysły go mamią, oszukują, zwodzą… Nie, nie był chory, kochanie… No dobrze, może tylko drobny syfilisik lub tryperek, bo były wówczas dość modne, ale poza tym zdrów był. Tak, rzeczywiście, od niego zaczęła się plaga, ale nie taka. Po nim co rusz ktoś się przyznawał, że go zmysły szwabią… Że szwabią? Na świętego Boga! Nie, dziecko, to nie byli Niemcy! Ten pierwszy nazywał się Rene Descartes, pseudo Kartezjusz, a o Niemcach będzie za kilka chwil… I my nie o tym!… W każdym razie była to prawdziwa filozoficzna rewolucja, zauważ. A najważniejszym jej efektem okazało się to, że jest to, co poznaje i to, co jest poznawane. Pojawił się człowiek i świat, jako coś od siebie różnego. Niby proste, ale wcześniej nikt tego nie zauważył… Owszem, też się długo dziwiłem.
Tak oto człowiek zaczął się zastanawiać, czy posiada wystarczające możliwości, by zrozumieć świat. I tak pojawił się problem, który pragniesz pojąć.
Rozumiesz?
DZIECKO
Tak, papi. Co dalej?
TATKO
Podmiot i przedmiot. Rozumiesz?
DZIECKO
Nie.
TATKO
A więc przypomnij sobie lekcje o włoskiej poezji. Jest słowo i podmiot liryczny, który to słowo wypowiada – poeta. I tutaj jest tak samo. Podmiot liryczny i przedmiot, o którym poeta mówi. Rozumiesz teraz?
DZIECKO
Chyba.
TATKO
Idźmy dalej. Do twojego tematu. Otóż sporo po Kartezjuszu pojawił się Immanuel Kant… Tak, kochanie, ten sam, którego przyjaciele wyciągnęli do domu rozkoszy cielesnych, stwierdziwszy wpierw, że nigdy nie obcował z kobietą. Owszem, zapytany, jak mu się podobało odparł ponoć nieco sztywno: bardzo miło, bardzo, ale ruchy niegodne filozofa… A teraz zapisz sobie i wykuj na pamięć zaraz po przetłumaczeniu na włoski. Kant uważał, że podmiot jest warunkiem przedmiotu, a pojęcia są warunkiem doświadczenia. Masz? Doskonale! Oznacza to mniej więcej tyle, że podmiot, czyli ty, ja i choćby Czesiu Golik, każde z nas z osobna decyduje o istnieniu przedmiotów w rzeczywistości i jeszcze to, że aby móc poznać jakiś przedmiot, czyli doświadczyć go tak czy inaczej, musimy posiadać związane z nim pojęcia… Wiem, że to trudne, ale hipotetycznie wyobraź sobie, że między tobą, a psem, którego właśnie widzisz na ulicy, prócz powietrza są również słowa związane z tym psem. Inaczej byś go nie mogła poznać. Że jest takiej a takiej wielkości i budowy, że włochaty i że potrafi chapnąć, jak go wkurzysz.
DZIECKO Nieśmiało
Chyba rozumiem…
TATKO
Ha! I to jest, Misiu, idealizm właśnie: nie jesteśmy w stanie poznać rzeczywistości, bo jedyne, co wiemy o świecie, to nie on sam, lecz myśli jakie o nim mamy i nasze uczucia. Słowem, nie poznajemy świata, lecz to, co pod jego wpływem pojawia się w naszym rozumie.
DZIECKO Bliskie okrzyku: Eureka!
No… no… no…
TATKO
To teraz Hegel. Imion jego ci nie przytoczę, bo miał ich tyle co hiszpańska królowa. Wystarczy, że nie będziesz Hegla mylić z heblem. To słuchaj, bo teraz będzie ciekawie, zupełnie jak w książce science-fiction. Hegel machnął ręką na pomyślunek Kanta i stwierdził, że wcale nie ma różnicy między tobą, mną, czy nawet Czesiem Golikiem, a rzeczywistością zewnętrzną, bo wszystko to jednia, wszystko to absolut. I nie byłoby w tym jeszcze niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że Hegel uznał, iż absolut to rozum, mówiąc jeszcze krócej, my i świat, rzeczywistość, czy co tam jeszcze zechcesz, rządzi się logicznym, racjonalnym, dającym się rozpoznać rozumem, rozum ogarnia wszystko. W tym momencie stało się jasne, że to rozum jest zasadą rzeczywistości, że jest wobec niej pierwszy i że to właśnie on niejako powołuje ją do istnienia. Stało się również jasne, że skoro posługujemy się rozumem, wprawdzie mniejszym od tego, który rządzi rzeczywistością, to jednak jesteśmy w stanie rzeczywistość rozpoznać na tyle, na ile poznać możemy rządzący nią rozum. Oczywiście nie zrobi tego pojedynczy człowiek, poznanie rośnie na przestrzeni dziejów ludzkości i jest naszym wspólnym dobrem.
DZIECKO
Ojejku
TATKO
Nie wiem czy wyraziłaś zachwyt, czy ignorancję, no, ale w każdym razie tak właśnie pisał Hegel, tak mówił i tak chyba myślał. Powtórzmy: Kant mówi, że jest podmiot i przedmiot, które są rozdzielone i dlatego przedmiotu podmiot poznać nie może, Hegel natomiast mówi, że to błąd, bo podmiot i przedmiot stanowią jedność, choć nie są tym samym, nie są tożsame, lecz są częścią jakiegoś kosmicznego, boskiego absolutu, którym rządzi rozum. Wydaje się, że różnica kolosalna, a jednak nie, bo obaj pozostają w zasadzie w tym samym miejscu – w rozumie. Kant jest oddzielony od przedmiotu, a Hegel nie mówi wcale o rozpoznaniu przedmiotu, ale praw rozumu rządzącego przedmiotem. Ani jeden, ani drugi nie wychodzą poza rozum. Możemy przejść do Schopenhauera?
DZIECKO
Mhm.
TATKO
Ten był współczesnym Hegla i rywalizował z nim w Berlinie jako wykładowca. Przegrał tę rywalizację z kretesem. Do Hegla chodziły tłumy. Do Schopenhauera Schopenhauer. Wreszcie pewnego roku do Berlina dotarła cholera, Artur zwiał do Frankfurtu nad Menem, a Hegel został w mieście i z powodu tej zarazy rzucił palenie oraz resztę czynności uznawanych za przejaw tego, że się żyje. Schopenhauer pociągnął jeszcze trzydzieści latek, ale był do końca życia rozgoryczony jak siódme nieszczęście. Wszystko przez Hegla.
Artur Schopenhauer w zasadzie myślał tak, jak Kant, coś tam opowiadał o zabarwianiu świata swoją naturą i poznawaniu nie świata, lecz zjawisk, ale to prawie na jedno wychodzi. „Świat jest moim wyobrażeniem” – to cytat z Artura… Pewnie, że go nie znałem, mówię Artur, bo tak krócej wychodzi, niż Schopenhauer… Ty się lepiej trzymaj tematu, bo jutro egzamin.
Czyli Artek to był taki drugi Immanuel, ale zarazem trochę go podkręcił, bo stwierdził, że Kant się myli, gdyż poznanie jest możliwe. Jego wolta była prosta: owszem, jestem podmiotem, ale w sumie jestem też przedmiotem i jeśli nawet nie mogę poznać kamienia, czy drzewa, to mogę poznać samego siebie, mogę dostąpić samopoznania.
DZIECKO
Rozumiem.
TATKO
To wspaniale. Podsumujmy na koniec.
Artur tym się różnił od Kanta, że dostrzegał możliwości poznawcze w samopoznaniu uprzedmiotowionego podmiotu. Od Hegla natomiast różnił się tym, że gdy Hegel chciał rozpoznać naturę rozumu absolutnego przez badanie społeczeństwa i jego dziejów, to Schopenhauer na odwrót: myśl swoją skierował na jednostkę i moce samopoznawcze. Musisz to jeszcze wiedzieć, że Artek był zachwycony filozofią Indii i, jak widać, adoptował ją na grunt filozofii europejskiej właśnie w pojęciu samopoznania. I kilku innych, o których tutaj jednak nie wspomnimy.
DZIECKO
Rozumiem… Rozumiem… Kurde, papi, dziękuję!

Trudno ocenić, co z tego wszystkiego zrozumiała i jak zrozumiała. Co tam! Ważne, że egzamin zaliczony i może przystąpić do kolejnych!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here