Szczeliny 7

1
18

Szczeliny 7

Lapidarium
Od dłuższego czasu usiłuję uchwycić podskórnego ducha epoki, w której przyszło mi żyć. Mam z tym spory problem. Z jednej strony tkwi we mnie głęboki bunt przeciwko temu, co się dzieje.

Od dłuższego czasu usiłuję uchwycić podskórnego ducha epoki, w której przyszło mi żyć. Mam z tym spory problem. Z jednej strony tkwi we mnie głęboki bunt przeciwko temu, co się dzieje. Z drugiej strony przeczuwam, że wyrażanie otwartej dezaprobaty dla takiego stanu rzeczy, byłoby krytyką czegoś, o co masy wywalczyły sobie prawo, krytykowałbym więc bezsprzeczne prawo każdego człowieka do możliwości swobodnego wyboru; daleki zaś jestem od gwałtu narzucania kształtu drugiemu człowiekowi. Nie mogę też zająć pozornie neutralnego stanowiska moich wielu znajomych „naukowców”, którzy rzekomo tę epokę badają zachowując przy tym metodologiczny obiektywizm rodem z nauk empirycznych. Bowiem jeśli nawet jestem typem krytycznego obserwatora, to zarazem jestem w tej epoce zanurzony i nie zamierzam nikogo mamić, że mój głos nie jest jedynie jej szczątkowym odzwierciedleniem.
Nie wiem czy uda mi się ostatecznie coś sensownego na ten temat powiedzieć, tym bardziej, że jego rozpiętość jest potężna. Z pewnością nie zrobię tego dzisiaj i nie na raz.
Póki co, spisałem kilka odprysków tego, o czym chcę mówić, czy raczej pisać. Sądzę, że to lapidarium kolorowych szkiełek będzie rosnąć.

Kilka dni temu oglądałem amerykański film Nothing But the Truth. Rzecz o dziennikarce osadzonej w więzieniu za to, że nie chciała zdradzić swojego informatora. Alan Alda, grający prawnika dziennikarki, mówi w końcowych scenach do więzionej od prawie roku kobiety: Człowiek może być prawy, uczciwy. Udzielać się charytatywnie. Ale i tak ilość ludzi na jego pogrzebie, zależy w zasadzie od pogody. Pogoda się zmieniła, Rachel. Przykro mi, ale to prawda. Dawniej, łatwiej byłoby walczyć. Opinia publiczna okrzyknęłaby cię bohaterką. Ale gdzieś po drodze, prasa przestała być białym rycerzem i zamieniła się w smoka. Ludzie tak to widzą. Czy wiesz dlaczego żadna gazeta w tym kraju łącznie z twoją, nie śledzi już twojej historii? Ponieważ jesteś informacją z 48 godzinną datą ważności, przeterminowaną miesiące temu.

Zostałem niedawno poproszony o skreślenie jakiegoś tekstu do publikacji; nieistotne jakiej. Oto jej dwa akapity:
Na jednym z tarasów pałacu, w lekkim ratanowym fotelu, siedzi samotnie kobieta. Jej wiekowy wyląd nie odbiera blasku jej piękna i arystokratycznego dostojeństwa. W kurtynie gładkich, siwych włosów, pociągłą twarz rysują linie zmarszczek. Powiadają, że każda nasza zmarszczka wyrysowana jest przez głębokie przeżycie. Życie kobiety jest bogate. I łagodne. Osłonięta płóciennym parasolem, cieszy się poranną kawą, która każdego dnia przywołuje dziesiątki żywych wspomnień.
W rozwartych drzwiach westybulu willi pojawia się wysoki mężczyzna w wieku kobiety. Postępuje krok, by odnaleźć ją spojrzeniem. Po kolejnych jego krokach nasza historia nabiera życia.
Osoba, przez którą zostałem poproszony, by tekst skreślić – osoba „artystycznie wyrobiona” – po przeczytaniu powiedziała mniej więcej coś takiego: – Podoba mi się ten tekst, ale dlaczego taki kwiecisty, wiesz, ludzie nie czytają, więc te ozdobniki, rozumiesz, taki westybul na przykład – i pocmokała sobie trochę.

Sandor Marai w 1958 r. pisze w swoim Dzienniku: Nie ma nadziei, ponieważ „wszyscy popadli w konformizm, Indywidualność zostaje pożarta przez Masę, Państwo, System, człowiek twórczy już nigdzie nie znajduje Ciszy i Samotności, zamiast obowiązkowego nauczania muzyki wychowuje się ludzi w duchu głupiej praktyczności, Indywidualności wymierają zaś lub marnieją”. Gdzie się tak dzieje? Czyżby w konformistycznej Ameryce? Nie, pisze to Duhamel o Francuzach, w Paryżu.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here