Szczeliny 2

5
34

Szczeliny 2
Biorąc ślub z Intelektualizmem, jak większość ludzi w takich razach, byłem przekonany, że tak już razem będziemy sobie do grobowej deski deliberować. Mojej grobowej deski. Względnie do histerycznych wizyt panny Starcza Demencja, lub ostatecznej rezydencji pana Alzheimera. Nie pierwszy raz tak myślałem, a znając swoją lekkomyślność i zmienność, zapewne nie ostatni.

Szczeliny 2

Biorąc ślub z Intelektualizmem, jak większość ludzi w takich razach, byłem przekonany, że tak już razem będziemy sobie do grobowej deski deliberować. Mojej grobowej deski. Względnie do histerycznych wizyt panny Starcza Demencja, lub ostatecznej rezydencji pana Alzheimera. Nie pierwszy raz tak myślałem, a znając swoją lekkomyślność i zmienność, zapewne nie ostatni.
Ja wcale nie żartuję. To był uczciwy mariaż. Jak do nikogo miałem pełne zaufanie i na ogół sporo satysfakcji w obcowaniu. Choć nie zawsze biorąc, bo Hegla (Georg Wilhelm Friedrich Hegel, Fenomenologia ducha, BKF, Warszawa 1968) usiłowałem czytać po raz pierwszy w wieku piętnastu lat, dostępując sromotnej porażki i samooceny na poziomie jamochłona lub rozwielitka, albo innego pokarmu dla planktonu i ryb. A było to niewiele po tym jak Joyce’a pomyliłem z Jonesem i tak poszło „Stąd do wieczności” w głowę; zupełnie bez potrzeby.
Jedno jest pewne: Intelektualizm był bardzo tolerancyjny, pozwalał mi łykać wszystko o ile podparte było racjonalnym wytłumaczeniem, a ja miałem takie wytłumaczenie: ponieważ jestem głupkiem, wszystko, co mi się przytrafia, uczy mnie. Uczy mnie wszystko. Paru pewnie widziało „Męża fryzjerki”, ale kto widział „Koronczarkę”?
Dwadzieścia lat małżeństwa. Jakie to są gody?

W jakiś sposób przeczuwałem skończoność intelektualizmu i intelektu. Nie wiem dlaczego nie zrozumiałem tego wcześniej. To takie proste: wystarczy oddzielić się od języka. Pojąć istotę języka. Żadna rewelacja, a jednak chyba trzeba do tego odwagi. Trzeba odwagi, by grzebać, babrać, gmerać w tym wszystkim, bo kiedy już przekroczysz linię frontu między językiem a wypełniającą go zewsząd pustką, między rozumem a nierozumem, porządkiem a chaosem, jesteś tak naprawdę prawie dla wszystkiego na tym świecie stracony. Koniec. Film się urywa. Stajesz po drugiej stronie. Nie ma odwrotu. Jesteś zgubiony. Życie staje się żałosnym aktem desperackiej litości wobec tego, czym jesteś.
To nie jest żadna figura retoryczna, literacka zabawa.
Kiedy Kartezjusz odwrócił człowieka od Boga, miałem jeszcze prawo wątpić. Oddzielając się od języka, odsuwając się od rozumu, znikłem. To było nie do uniknięcia.

Jest tylko pustka, po której plączą się jakieś smugi naszych rojeń o sensie, prawdzie, rozumie, umyśle. Nazywamy je konstruktami, systemem, aktem komunikacji. Bogobojni bełkoczą coś o świadomości. Pustka.
Potwierdzeniem istnienia konstruktu, systemu, aktu komunikacji jest konstrukt, system, akt komunikacji. Autoreferencja w klinicznej postaci. Tak broni się rozum przed autodestrukcją. Ale ona już się dokonała.

Trochę skłamałem: jest coś pewnego i pozbawionego konieczności racjonalnego potwierdzania istnienia. Uczucia i emocje.

Jestem rzadkim przykładem człowieka, który do obalenia rozumu nie potrzebował religii, ideologii, żadnej doktryny epoki new age. Wystarczył rozum.

Istnieje miękkie przejście między językiem a uczuciem, między rozumem a olśnieniem. Powstaje w akcie czytania poezji. Niewykluczone, że także w akcie jej tworzenia. Nie jestem poetą, więc tego nie wiem.

5 KOMENTARZE

  1. Jasne. „Niewykluczone”? „Miękkie przejścia”? Raczej pułapki, gdzie zamiast grudy słoniny wabisz nas na dyskretny LIRYZM … A te oksymorony w funkcji batuów? A ciągnie naszą UWAGĘ – Kto – spektakularnie, w zaułki, TAM gdzie chce?

    Tomek, Twoje teksty są jak orzechówka z zielonych orzechów. Wymagające w SMAKU.

  2. Wracając do ostatniego Twojego incipitu. Wyciągnąłeś Tomek TEMAT o randze kosztownej draperii wyjedzonej przez mole. POEZJA?

    W klasycznej Grecji znajomość dobrej POEZJI była: znakiem ogłady i poloru, przynależności do elity. Ten kto jej nie znał – był NIEOKRZESAŃCEM. Osobą wykluczoną z dyskursu towarzyskiego i z obrad polis. Zarówno wojownik (żołnierz) jak i polityk – w kulturze hellenistycznej – winni mieć doświadczenie kolizji ze SŁOWEM POETYCKIM i MUZYKĄ.

    Identycznie sytuacja wyglądała wśród plemion celtyckich, anglo-saksońskich i germańskich.

    Ciekawe. Jaka tajemnica stała za POEZJĄ, że nie można było jej ominąć mężczyźnie na drabinie inicjacyjnej?

  3. „Śmierć POEZJI?”. Lubię funeralne tematy. 🙂

    Novalis twierdził, że „POEZJA leczy rany zadane przez ROZUM”. Że jedynym skutecznym opatrunkiem na nasze genitalia (tak nazywał „organ myślenia”) jest własnie ona. Dobra, czysta poezja. Ale nie bełt. 🙂 Z tego powodu, czy nie należałoby zlikwidować bimbrowni z limerykami? 🙂

    Z racji różnych, mam tendencje do wprowadzania REŻIMU ESTETYCZNEGO. 🙂 I chętnie za brak SMAKU estetycznego wsadzałabym do pierdla. 🙂

    Mam prośbę do właściciela bloga.Czy zezwoliłbyś na dwutorowość dyskusji, rozmów o POEZJI? Ponieważ delibrujemy TU ostatnio o RAJU, a Stedhal twierdził, że jego wrotami jest PIĘKNO, dobrze byłoby rozpiąć również INNĄ perspektywę albo chociaż otworzyć lufcik. 🙂

    Mam duży respekt do myśli filozoficznej Novalisa, również wtedy, kiedy awansuje POEZJĘ do rangi OJOM-u dla człowieczeństwa. 🙂 Kiedy myśl o ODRODZENIU, o możliwości rekonstrukcji DUCHOWEJ człowieka poprzez POEZJĘ, dojrzały romantyzm, ubierze w wytworny frak MITU. 🙂 Interesuje mnie jednak chybotliwość znaczeń i migotanie pojęć, zważywszy, że HISTORIA kultury może przestać nią być a stać się również MITEM, przemienić się w MIT kulturowy o charakterze symbolicznym, wieloznacznym.

    Mam zamiar dyskurs o POEZJI zepchnąć w perwersyjną uliczkę o RAFINADZIE estetycznej. Pretekstem do tego chciałabym uczynić absolutnie wyjątkowy tekst, „niebieski diament” POEZJI, tj. „My Last Duchess”, Roberta Browninga. Poemat, który jest pysznym traktatem o SMAKU, WYTWORNOŚCI, TEMPERAMENCIE i skutkach ESTETYCZNEGO DYSKOMFORTU.

    Ten utwór to młot pneumatyczny miażdżącym szare komórki. 🙂 Tomek, dasz akcept? 🙂
    Zgodziłbyś się wkleić go do Twojej następnej notki blogowej? 🙂

  4. Tekst Browninga, cały czas pozostając POEZJĄ, jest także intelektualnym rebusem. Można mieć dużo przyjemności z degustowania go. 🙂 To „poetycki kryminał”. 🙂 Zachęcam Was do CZUJNOŚCI. 🙂

    Zanim jednak to nastąpi, chciałam kobietom, dziewczynom STĄD zadedykować „kupon muślinu tkanego z agawy”. 🙂

    latarnie
    te smukłobiodre panny uliczne
    z ciężkim wodogłowiem blasku
    który wygina im cienkie szyje
    który przyprawia o szaleństwo
    skrzydlate owady

    wychodzą wieczorami w zbyt obcisłych sukienkach
    z plamami od rdzy i lepkiej gumy
    wyżutej przez podrostków

    by przez całą noc po cichu i bez cienia skargi
    trzymać złe mrukliwe miasto
    na łańcuchach światła

    (anna maria goławska)

  5. Zastanawiałam się. 🙂 Bezdyskusyjny jest licznik informujący o liczbie czytelników bloga. :)))) Niezwykłe w tej sytuacji jest, że jesteśmy różni. Że jest to gwarantem VARIETTE – różnorodności punków widzenia. Że każdy z nas ma inną AKUSTYKĘ, którą do lektury tekstu wnosi. I, że to jest CENNE. 🙂 I super fajne! 🙂 Bardzo chciałabym Was poznać. 🙂 Puk, puk. 🙂 Jest tam Kto? 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here