Strzeż się pociągu

1
20

Ostatnio często podróżuję pociągami. Mają te podróże swój niezwykły urok. Dwa tygodnie temu wsiadłem we Wrocławiu w pociąg do Poznania. Trzy, cztery godziny wcześniej komentowałem na żywo zawody sportowe i tak się nakręciłem, że nie mogłem gęby zamknąć.
Wsiadłem do wagonu mocno wypełnionego pasażerami. Usiłowałem wejść do przedziału, w którym były dwa wolne miejsca. Jakaś kobieta, bełkocząc niewyraźnie, powiedziała, że miejsca są zajęte. Ja, że jak to zajęte, skoro wolne, bo widzę, że wolne. Ale cóż było dyskutować, znalazłem miejsce w kolejnym przedziale. Wyjąłem książkę i zacząłem czytać, ale zapewne od tego nakręcenia komentatorskiego nie byłem w stanie się skupić, więc po kilkudziesięciu minutach i kolejnym czytaniu tego samego akapitu, zrezygnowałem. Towarzysze podróży nie wyglądali na skorych do jakiejkolwiek dyskusji. Klasyka: kiedy marzysz o wejściu do przedziału i zupełnym zamknięciu się w świecie lektury, spotykasz gości, którzy gadają i gadają, więc w końcu sam się włączasz do dyskusji. I na odwrót: kiedy masz potrzebę rozmowy, nikt nie chce paszczy otworzyć. W końcu wydostałem się z przedziału i jak szczeniak z liceum poszedłem zapalić papierosa w toalecie (w pociągach obowiązuje ustawowy zakaz palenia: państwo dba o zdrowie obywatela, szkoda, że dba o tak niewiele innych interesów tego biedaka). Kiedy wracałem zobaczyłem kobietę, która odprawiła mnie z kwitkiem z pierwszego przedziału. Migała z jakimś facetem, a przez stukot kół pociągu przebijała się słabo artykułowana wypowiedź.
Stanąłem w korytarzu, nie chciałem jeszcze wracać do nudnych współpasażerów. Zerknąłem do przedziału obok. Z innymi siedziała groteskowo wyglądająca para przytulonych do siebie młodych ludzi. Ona solidnych gabarytów, krótko obcięte włosy. On, dla odmiany, raczej szczupły, włosy w kitkę miał upięte. Ogólnie rzecz biorąc, wprawdzie mało atrakcyjni, ale najpewniej zakochani na zabój, co zdradzały koszulki, w jakie byli odziani. Oboje ubrani byli w czerwone t-shirty z napisem „I Love Prague”.
Wróciłem do przedziału i znowu za cholerę nie mogłem czytać. Posłuchałem trochę muzyki z tego sprytnego urządzonka zwanego i-pod. Chyba to było niezniszczalne SBB. I ponownie wynurzyłem się na korytarz. Jakoś tak w okolicach Leszna. Postałem chwilę, gdy z oddalonego przedziału wyszła prawdziwa piękność. Czysta magia. Tyle że okraszona tandetnym, dyskotekowym stylem. Rozbawiona jak żółty ser krzyknęła do mnie pytanie: czy to już do Leszna wjeżdżamy? Odkrzyknąłem, że niechybnie. Coś tam zagadała do wnętrza swojego przedziału i po chwili wytoczyły się stamtąd trzy dziewczęta tej samej klasy. Niezależnie od taniego stylu robiły naprawdę spore wrażenie swoją urodą.
Wkrótce i ja wysiadłem.
Pociąg jest wybitnie socjalnym miejscem. Jeśli tylko nie podchodzimy do podróży jako nieprzyjemnej konieczności, można w nim znaleźć wiele inspiracji. Ha! oczywiście po warunkiem, że nas ktoś nie obrobi z sakwojażu, kurtki czy butów. Można też, jeśli się trafi na gaduły, wymienić się różnymi historiami, pośród jakich znajdziemy niejedną perłę.
Podczas tej akurat podróży, na latarni któregoś z dolnośląskich dworców minęła mi piękna tablica z czasów komunizmu z napisem: „Strzeż się pociągu”.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzesiek
Następny artykułZ dnia na dzień

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ