Spóźniony Ósmy Marca, albo horror feminae Korwinów-Mikke

3
113

Spóźniony Ósmy Marca, albo horror feminae Korwinów-Mikke

Opóźniony to względem Dnia Kobiet tekst, ale przy moich zdolnościach i tak dobrze, że nie piszę go w sierpniu; swoją drogą niejednemu „prawdziwemu mężczyźnie” przydałoby się na co dzień pisać bardziej jeszcze uroczyste panegiryki, a niechby i gnojów zmuszano siłą! Oczywiście mógłbym zignorować to święto i popłynąć ogólnie przez wzburzone fale tematu, straciłbym jednak jeden – drobny wprawdzie, za to piękny – z wątków całości kontekstu. A i okazja sama pcha się przecież do oczu. I ust.

Pewne rzeczy są dla mnie oczywiste. Są tak oczywiste, że zaczynam ziewać na lekkie migotanie myśli o pisaniu na ich temat. Istnieją w nudnym ich leksykonie oczywistości naoczne, jak fakt, że mam w tej chwili dwie nogi i dwoje ramion, a nad moją głową wisi 100-watowa żarówka. Druga grupa oczywistości, to przekonania, których nie jestem – i pewnie nigdy nie będę – w stanie sprawdzić, a to, że Ziemia jest jednak okrągła, a nie płaska, że gdzieś tam rzeczywiście istnieją Wyspy Galapagos, albo że pod Grunwaldem naprawdę odbyła się kiedyś bitwa. Mam wreszcie do czynienia z gromadą oczywistości, które zdają się niejako łączyć, a może i wystawać poza wymienione w inne obszary klasyfikacji. Do niej należy pewność o równości mężczyzn i kobiet. I nie mam tutaj na myśli życzeniowości, deklaracji, czy jakiegoś postulatu, ale pewność właśnie, a przekonanie to płynie ze zwyczajnego doświadczenia, którego ewentualne kwestionowanie mogłoby mnie ględzeniem kołysać do snu.

Nie chce mi się w tym miejscu odnosić do pojęcia równości, definiować jej w tym kontekście i wskazywać, że istniejące różnice między płciami nie wyznaczają nierówności. Wystarczy sięgnąć do porządniejszych opracowań gender studies, więc nie ma sensu, żebym strzępił sobie język.

Dlaczego zatem, skoro opowiadanie o równości kobiet i mężczyzn jest tak nudne, zabrałem się jednak za pisanie? Otóż okazuje się, że moja oczywistość nie jest wcale oczywista dla wielu mężczyzn. Pokazała to doskonale wypowiedź Korwina-Mikke i choć wiemy, że to zwykły pozer i efekciarz – i jak się okazuje również nieuk – to, niestety, wychodzi na to, że nie jest to tylko jego kolejna błazenada, jeszcze jeden wybryk żałosnego starca.

Kilka dni temu zwrócił mi na to uwagę Witek: – Trzeba przyznać, że odważny ten Korwina-Mikke, w końcu przecież wyraził tylko to, co na temat kobiet myśli spora grupa mężczyzn.

Pomyślałem sobie wówczas, a może to powiedziałem, że odwaga Korwina-Mikke to czysta fikcja, ot, palnął coś pod swoją wąską publiczkę i do sztambucha reszty kretynizmów, przez które – jak mu się zdaje – zapamięta go historia. Korwin-Mikke nie wyraża opinii innych od swoich własnych i kilku burżuazyjnych pasożytów, więc jeśli się bliżej delikwentowi przyjrzeć może mamy tutaj do czynienia z przypadłością jakiegoś horror feminae?

Powiem szczerze, iż mogę tylko domniemywać, czy raczej mieć intuicję, że Witold ma rację. Oczywiście, spotkałem w życiu wielu mężczyzn, którzy uważali kobiety za głupsze, a choć nie mówili tego wprost, traktowali je zdecydowanie instrumentalnie. Od lat jednak nie spotykam podobnych nieszczęśników, a nie mam też żadnych dowodów (wyników badań, opracowań itd., a nie widzę konieczności ich poszukiwania) na udowodnienie opinii mojego syna. Pozostaje przekonanie, że ludzie nie zmieniają się szybko, a pod polityczną poprawnością wiją się całe pokłady wszelkiego robactwa.

O co mi więc idzie? Czyżbym chciał przekonać „prawdziwych mężczyzn”, że mam rację i kobiety mają ten sam potencjał co mężczyźni? Cóż, jak mawiała mama: co głupiemu po rozumie, jak go wcale nie ma? Równie dobrze mogę pomóc umarłemu kadzidłem, albo przekonać wyborcę PIS, że Kaczyński to żałosny demagog. Mówimy tutaj bowiem o martwicy mózgu, albo irracjonalnej wierze w tradycyjne, kurwa, polskie wartości patriarchalne. Jest to więc raczej laurka nagrobka dla owych ciemnogrodzian, z którymi podobne szowinizmy, mizoginie i gynofobie – poza klinicznymi przypadkami – pójdą do piachu.

W przypadku zaś Korwin-Mikke szydło wyszło z worka już 17 marca na jego blogu, gdzie widnieje post: http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/inteligencja_nauczycielki/2952

Ta kreatura próbuje w nim przylizać ciepłym moczem wyrażoną kilka dni wcześniej opinię. To płytkie kajanie się jest wręcz żenującą próbą wyjścia z opresji. Korwin-Mikke wiele już razy kompromitował się swoimi wypowiedziami, teraz jednak wykazał się nie tylko godnym pożałowania kabotynem, ale też pozbawionym wiedzy matołem. A żeby słowom mym stało się zadość przytoczę pewne statystyki, znalezione w cytacie z pracy naukowej… Witolda… Dobrze jest mieć dzieci, przynajmniej niekiedy nie muszę tracić czasu na grzebanie w sieci.

Otóż według badań to w takich Stanach Zjednoczonych „kobiety stanowią 55 proc. obecnych absolwentów college’ów i kontrolują ponad 80 proc. osobistych dochodów rodzin. Mężczyźni są ofiarami 65 proc. przestępstw i 75 proc. zabójstw (stanowią 90 proc. sprawców morderstw, 80 proc. pijanych kierowców i 80 proc. samobójców). (…) są ofiarami 94 proc. wypadków w pracy. Kobiety niemal automatycznie wygrywają procesy dotyczące opieki nad dzieckiem. (…) chłopcy mają więcej problemów w szkole niż dziewczęta (które na każdym szczeblu edukacji osiągają lepsze wyniki w nauce), to wśród nich jest więcej narkomanów i uzależnionych od alkoholu”*. Do tego mężczyźni żyją tam średnio siedem lat krócej niż kobiety, które są od nich relatywnie zdrowsze.

No i kto tu jest głupi?

Życzę Paniom dalszych sukcesów!

Ale dalej już nie piszę, bo zaczynam ziewać, a jeszcze muszę wziąć tusz…

*http://zwierciadlo.pl/lifestyle/koniec-patriarchatu-czy-koniec-mezczyzn

3 KOMENTARZE

  1. „Istnieją w nudnym ich leksykonie oczywistości naoczne”, lubię takie zadania. JKM jaki jest każdy widzi. Bez znaczenia w jakim kanale telewizyjnym tym państwowym czy w tych prywatnych o gościu jest głośno wtedy, gdy wypowie jakąś kolejną swoją brednie. Nie mogę sobie przypomnieć czy po ostatniej kampanii wyborczej gość pojawił się jeszcze w życiu publicznym, czy czmychnął do Brukseli. Przypominam sobie rozmowę z gościem z Kanady którego spotkałem w Kabulu. Był rezerwistą a pracował na uczelni i był politologiem. Świetnie zorientowany w naszej rzeczywistości politycznej. Porównał partie populistyczne do chorób wieku dziecięcego. Że to jest normalne dla młodych demokracji. Znał naszą historię bardzo dobrze i rzucał faktami i nazwiskami, widać było,że wie o czym mówi. Wymieniał partie, liderów tych ugrupowań i między innymi JKM. A wracając do tematu ja też Życzę Paniom dalszych sukcesów!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ