Renowatorzy

1
131

W młodości cieszyłem się pewnymi zdolnościami manualnymi, które pozwalały mi rysować i malować. Nie, żebym był w tym doskonały, ale szło mi całkiem nieźle. Tylko jakoś nie kręciło. Cholera go wie, może, gdy coś już się ma, to traci się ku temu zainteresowanie? Jak z kobietami. To prawdopodobne; co najmniej w młodości. Więc przez ostatnie kilkadziesiąt lat brałem się za malowanie sporadycznie i w sumie z dwóch tylko powodów.

W pierwszym z nich malowanie traktowałem terapeutycznie: zdarzyło się dawno temu, że dopadła mnie depresja, a że ciągnęła się niemożebnie, musiałem znaleźć jakieś lekarstwo. Zapewne gdybym wiedział, że mam depresję, zażywałbym prozac, lexapro, xanax, albo jakieś inne tego typu gówno. Na szczęście nie wiedziałem, bo do dzisiaj chodziłbym naćpany i szczęśliwy, jak po schabowym w Finezji. Dlatego leczyłem się malarstwem, rzeźbą i kilkoma innymi tematami. Udało się, wnoszę zatem, że arteterapia jest lepsza niż psychotropy.

W drugim przypadku maluję, kiedy chcę komuś zrobić prezent. Nie żebym zaraz był taki oryginał, ot, kiedy karmany puste, a na ogół puste, jak te cymbały Jezusowe, to trzeba się rzucać na desperackie czyny. Po prawdzie wolałbym zrobić przyzwoity skok na bank amerykański, lub chociaż na żydowskiego jubilera w Amsterdamie, bądźmy jednak szczerzy, do bandytierki trzeba mieć stosowny charakter, albo co najmniej przyzwoite wykształcenie kryminalne. Jestem za dużym tchórzem, przyznaję jednak, że lubię rozmawiać z kryminalistami. Ostatecznie brak mi, jak widać, elementarnych kompetencji złodziejskich, a wtedy pozostaje udawanie, że potrafię coś ładnego namalować.

Nie wiem, zdaje się, przed ostatnim Bożym Narodzeniem nie było mnie stać na prezent pod choinkę dla mojej Izy. Nie miałem pieniędzy na moherową czapkę w śnieżynki, szetlandzki sweterek z łosiem, ekskluzywne perfumy, koronkową bieliznę, ani tym bardziej na biżuterię. Po sprawdzeniu każdej kieszeni mojej garderoby – nie wyłączając kurtek i płaszczy, których nie założyłem od końca lat 90. – uskrobałem w sam raz na dwie butelki portugalskiego wina. Po ich nabyciu w sklepiku u Małgośki, zainstalowałem w kuchni nad stołem dodatkowe lampy, rozłożyłem karton, pastele, obok zaś, na parapecie postawiłem otwartą butelkę wina, z której napełniłem kieliszek, wypiłem większy łyk, westchnąłem odważnie i wziąłem się do roboty.

Oczywiście nie jestem rysownikiem kryminalistyki, nie walę z pamięci martwej natury z obiadu zjedzonego dwa tygodnie temu. Miałem fotografię barwną Izy, do której zamierzałem dokomponować bajeranckie tło. I tak racząc się portugalesem malowałem ze dwa, może trzy wieczory. Nie będę stawiał sobie noty za to arcydzieło, dość na tym, że Izie bardzo się spodobało. Było trochę ambarasu z jego transportem, bo karton to 90×70 cm, a pastele mażą się przy każdym dotknięciu, jak nieszczęśliwa wdowa. Inna sprawa, że powinienem był pomyśleć zawczasu o ramie i nie byłoby problemu. Tyle, że, no właśnie, krucho było u mnie z drobnymi. Żeby się nie przyznać, powiedziałem Izie: – Ty masz, dziewczyno, inny gust ode mnie, gdy idzie o architekturę wnętrz i rama w moim stylu mogłaby ci nie pójść w smak, mogłaby ci nie pasować do wnętrza.

Obrazek złożyłem w sypialni Izowej na jakiejś płycie pilśniowej, wprost na podłokietnikach fotela. I tak sobie leżał swobodnie, całkiem na golasa… kilka miesięcy. Co tam zaszedłem, biesiłem się trochę, że jeszcze nieoprawiony, że nie wisi, tym bardziej, że dom całkiem duży i miejsc na ścianach w nim sporo, ale cóż, rzec można, iż ofiarowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Z drugiej strony rozumiałem, że Iska jest kobietą szalenie zapracowaną i po prosu nie ma czasu na kupno odpowiedniej ramy.

I tak oto w pewien letni sobotni wieczór, zapewne działałem wówczas przy jakimś ważnym lądeckim wydarzeniu kulturalnym, telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować, by po chwili wydać irytujące dźwięki. Wyświetlał się numer Izy. W głośniczku usłyszałem szloch dziewczyny. Trochę się przeraziłem, bo Iska to twarda sztuka i z byle powodu nie zapłacze. Cierpliwie jednak czekałem na to, co powie.

– No bo dzisiaj to była pani Asia – chlipała Iza do słuchawki o sprzątaczce, którą co kilka tygodni wynajmuje do ogarnięcia domu – i jak zawsze posprzątała dom, a później odwiozłam ją i wróciłam. A jak wieczorem weszłam do sypialni, to się okazało, że mój portret, ten, co mi go namalowałeś, jest zniszczony, bo go chyba szmatą rozmazała.

Najpierw oburzyłem się i już chciałem ją zrugać, że powinna była zadbać o malowidło dawno temu. Wtem jednak cała sytuacja stanęła mi w oczach: biedna pani Asia widzi, że na fotelu leży jakiś papier z bohomazem, który jest ewidentnie zakurzony (pył pasteli), więc w dobrej wierze wyciera go szmatką, ale dupa z tego! pył nie schodzi, za to portret się zamazuje, lecz ona nie ma okularów na nosie, a szmata coraz bardziej brudna… Przed oczami stanęły mi efekty renowacji fresku w hiszpańskim Borja przedstawiającego Jezuska, którą przeprowadziła gorliwa staruszka. Nie mogłem też nie pomyśleć o głupkowatym Rowanie Atkinsonie, który przeprowadził podobną renowację obrazu Whistlera w którejś komedii. Poszedłem dalej: wyobraziłem sobie, że Iza kupiła na aukcji pastele Degasa, czy innego Pissarro i zostawiła na chwilę na fotelu… I zaprawdę: potrzebowałem wielkiego hartu ducha, by nie eksplodować śmiechem do telefonu… Iza tymczasem płakała: jak ona tak mogła i nawet się nie przyznała? czy zdołasz ten obrazek odnowić? i że to niesprawiedliwe, bo mi się ten portret tak podoba itp., itd. Pocieszyłem ją, że jak się da, to podreperuję, a jak nie, to niech się nie przejmuje, bo przecież to tylko rzecz. Trzy dni później ciągle płakała na samą myśl o tej tragedii. Tydzień później zobaczyłem dewastacje poczynione przez panią Asię, dziewczyna przeprowadziła renowację po całości.

Dzisiaj obrazek mam znowu w domu. Niestety: sprawdziłem kieszenie każdego mojego płaszcza, kurtki, każdej pary spodni – póki co brak pieniędzy na portugalesy! Chyba zmuszę Izę, żeby przywiozła z winnego kubryka ze dwie flaszki, mogą być i hiszpany!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWe Wro
Następny artykuł„Inwazja jaszczurów”

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ