Remik

0
20

Remik Sławik,
Mogę w końcu, po nieco zajmującym weekendzie,

Remik Sławik,
(na marginesie naszych swar: https://www.facebook.com/remikslawik/posts/998109003583542?comment_id=998671390193970&reply_comment_id=999273920133717&notif_t=mentions_comment

Mogę w końcu, po nieco zajmującym weekendzie, usiąść i skreślić odpowiedź na Twój długi wpis tyczący mojego blogowego artykułu.

Usiadłem więc i przeczytałem dzisiaj Twój elaborat po raz drugi (pierwsze czytanie było zaraz po jego publikacji, kolega do mnie zadzwonił z pytaniem kim jesteś), przeczytałem też piorunującą dyskusję, jaką przeprowadziłeś z Tomkiem Huzarem (dochodząc do wniosku, że mnie to nie dotyczy), a na koniec raz jeszcze mój artykuł. I nie wiem czy jestem gotowy do skreślenia satysfakcjonującej mnie odpowiedzi, ale muszę ją poczynić, bo raz, że szanuję Twoje reakcje (nikt, do cholery, nie odpowiada na moje nędzne wypociny!), dwa zaś dlatego, że pojutrze temat może stracić datę ważności.

Tak na dobry początek, to myślę, że Obrońcy Częstochowy nie powstydziliby się tak dziarskiej akcji defensywnej z elementami ataku w postaci (prób) personalnego walenia interlokutora po jajach. Niczym Rejtan w odrzwiach sejmu rozpostarłeś swe szaty z wrzaskiem: no pasarán! i zapewne trwasz teraz w poczuciu dobrze wypełnionej partyjnej misji. Chwali się! Ale i w tym problem, że Twoja wypowiedź jest misyjna, a jej argumentacja opiera się na dogmatach partii. Obawiam się więc, że dyskusja z Tobą nosi znamiona polemiki z sekciarzem. Nie podjąłbym się zatem odpowiedzi, gdyby nie fakt, że naszą wymianę zdań obserwują osoby z nieco szerszymi horyzontami.

Do rzeczy zatem.
Nie życzyłem i nie życzę źle Twojej partii, nie życzę Wam żadnych upadków, ani potknięć, które źle wpłynęłyby na los obywatela naszego państwa. Wynika to z prostego rachunku: życząc źle PIS-wi, źle życzyłbym demokracji, która z wolna zakorzenia się w naszym społeczeństwie. PIS został wybrany podczas ostatnich wyborów i ma pełne prawo do wprowadzania „swoich porządków”; i wierz mi, nie przekonują mnie gostkowie, którzy twierdzą, że PIS nie wygrał tych wyborów, bo głosowało nań tylko tyle a tyle procent uprawnionych do głosowania Polaków – PIS wygrał te wybory czy się to komuś podoba, czy nie. O ile jednak Platformie Obywatelskiej przestałem wierzyć w cokolwiek po czterech latach jej rządów, o tyle PIS przekreśla moje nadzieje na dobre rządy po stu dniach ich sprawowania.

Ufam, że kwestię uprawianej przez PIS retoryki mamy za sobą, spójrzmy więc na dokonania tych stu dni… Uj! Czy poza unijnymi wystąpieniami premier Szydło i nad wyraz sprawnym usadowieniem własnych dup na ciepłych posadkach znajdziemy cokolwiek sensownego pośród Waszych dokonań w ciągu tych trzech miesięcy? Oj, no nic! No wszystko, co do tej pory zdołaliście zaprezentować nie jest warte funta kłaków.

Program 500+. Wielkie hasło, które w praktyce niewiele wniesie. Szczerze mówiąc, sam nie wiem czemu – w wymiarze narodowym – program ten ma służyć, bo z pewnością nie podniesieniu stanu demografii Polaków.

Podatki od sklepów wielkopowierzchniowych. Nie mam do czynienia z ludźmi z tej branży, mogę Ci jednak powiedzieć, co się dzieje w przemyśle. Otóż wyobraź sobie, że zyski w tej branży wahają się na poziomie 3-4%, 5% to wielki sukces przedsiębiorstwa. I dotyczy to całej Europy, nie tylko Polski. Z drugiej strony masz kraje słabiej rozwinięte, np. w Ameryce Południowej, gdzie zyski takie wynoszą minimum 20%. Tam też zaczyna się przenosić coraz więcej światowej produkcji. Nie twierdzę, że Rumunia czy Mołdawia pozwoli na zyski osiągane w Meksyku lub Brazylii, ale każde zmniejszenie zysków w Polsce stawia pod znakiem zapytania dalsze prowadzenie w naszym kraju inwestycji. Każdy, pozostający przy zdrowych zmysłach inwestor, po przekroczeniu minimum rentowności spierdoli stąd w podskokach; sytuacja taka pojawi się już wkrótce na Węgrzech, gdy idzie o składalnie samochodów. Powtarzam: nie wiem jakie zyski osiąga handel detaliczny, nie sądzę jednak by były one wyraźnie większe od tych wypracowanych w przemyśle. Na marginesie: Tesco w Polsce ma się bardzo dobrze, w odróżnieniu od jego sytuacji w GB.

Podatki jeszcze inne. Cytat z Remka Sławika: „Piszesz, że za te zmiany zapłacą Kowalscy i to nawet by się zgadzało bo zawsze płacą, chodzi tylko o to że mają również zapłacić ci co dotychczas nie płacili. I proszę Cię, naprawdę są sposoby na to żeby to oni ponieśli koszty bez przerzucenia ich dalej. Po prostu mniej popłynie do centrali gdzieś tam…” Remek, kiedyż poznamy te sposoby, żeby płacili ci, co nie płacą? Obydwaj dobrze wiemy, że jeszcze się nie zdarzyło w historii Polski po 89., żeby nie było dziur w prawie podatkowym przygotowanych dla cwaniaków lobbujących w Warszawce. Co zaś do płynięcia mniejszej forsy do „centrali gdzieś tam”, napisałem już wyżej. Słowem, taki sloganami możesz mydlić oczy szczeniakom, którzy wierzą jeszcze w św. Mikołaja lub w to, że człowiek nie jest istotą z natury chciwą.

Program Morawieckiego (idąc za Twymi słowami) Młodego. Remek, gdybym miał zajady, to by mi popękały przy czytaniu streszczenia tego planu. Były kiedyś takie tanie wina „Patykiem pisane”, wywoływały podobne wizje jak to czytanie: chciałaby dusza do raju… Zwrócę Ci uwagę na jeden zaledwie aspekt tego wielkiego projektu: Morawiecki Młody zaplanował, że 480 mld w tym planie będzie pochodzić z Unii i wkładów własnych do kwot pozyskanych. Zdradź mi jakim cudem Unia, która – ku Waszej wielkiej radości – za kilka chwil się rozpadnie, wpompuje w Polskę jakieś 70-80% tej kwoty? Czytałeś zapewne opinie ekspertów na temat tego programu: wielkie życzenia. Co do samego Morawieckiego Młodego: w istocie – dla mnie jest to Pan Nikt i nie imponuje mi żadną miarą, że zarabiał 300 tysiów miesięcznie (wprost przeciwnie, jestem z tego powodu oburzony!). Co zaś do jego wielkiego poświęcenia dla Rzeczpospolitej, to Ci zdradzę, że bywam dorywczym aktorem i znam smak bycia na szkle, znam fenomen tej energii, więc wcale mu się nie dziwię, że zechciał zostać ministrem.

Cóż nam jeszcze pozostaje z pozostałych sukcesów?

Skok na TK – brawo! Wspomniana wymiana przy korycie z kolesi na kolesi, w tym 10 tysięcy partyjniaków w biurach politycznych – bosko! Wydupczenie z roboty prezesów najważniejszych polskich stadnin koni – cudo! Dymnięcie podatników na ponad 20 baniek dla nędznej uczelni padre Rydzyka – rewelacja! Pomoc „frankowniczom” – ulala!  Utworzenie i eksperckie gaże dla komisji ds. badania zamachu smoleńskiego – tadam!

Wszystko ok, tylko to są sukcesy Twojej partii, a nie Polaków.

A teraz inne tematy.

Niemce i Ruskie.
Raz jeszcze cytat z Ciebie: „Niemcy i Rosja to zawsze będą nasi wrogowie i każdy średnio zorientowany w historii wie że to już dawno nie nasza sprawka. To Rosja się zbroi na potęgę i tutaj Kaczyński nic nie wymyślił,po prostu jesteśmy z jej strony zagrożeni. Może nie wiesz, ale panowanie nad Polską to jedna z najważniejszych doktryn polityczno-militarnych w Rosji. Od stuleci”.
Zadziwiające: ja, w odróżnieniu od Ciebie, nie czuję tego zagrożenia!… Ostatnie dwa zdania mogłeś sobie darować, bo „najważniejsza doktryna Rosji” jest po prostu mesjanistycznym infantylizmem, ale nie będę z tego kpić. Spróbuję Ci – wybacz, że skrótowo – wytłumaczyć dlaczego uważam, że się mylisz.

Wychodzę z dość prostego założenia, którego Ty nie chcesz pojąć: świat półkuli północnej się zmienił. Dla wyjaśnienia pojęcia półkuli północnej: zostało ono ukute w latach 90. zeszłego stulecia jako efekt zmian, które zaszły w naszym ogólnoświatowym społeczeństwie, w którym znikł podział na Wschód i Zachód, zastąpił go natomiast podział na kraje wysoko i nisko rozwinięte: „Większość krajów na półkuli północnej to kraje wysoko rozwinięte (18 krajów z 20 pod względem najwyższego krajowego produktu brutto wywodzi się z półkuli północnej), czyniąc półkulę północną o wiele bogatszą od południowej” (wikipedia.org). Poza neoimperializmem amerykańskim i rodzącym się – mam nadzieję na chwilę – neoimperializmem rosyjskim, mamy zatem do czynienia z innego rodzaju relacjami władzy. W cywilizowanym świecie wojny militarne – które tak w ogóle nie znikną dopóki nie zniknie przemysł zbrojeniowy i oby szlag go jak najszybciej trafił – obróciły się w wojny ekonomiczne; oczywiście byliśmy w latach 90. świadkami wojny jugosłowiańskiej, jednak jej kanwa miała tło religijne i to nieco inny temat. Wojny te – użyjmy go, choć to za mocne słowo – nie są już jednak prowadzone na poziomie państw, lecz na poziomie ponadnarodowych korporacji. Przedmiotem tej walki nie jest powierzchnia państwa, nie jest ziemia, lecz rynki: produkcji i zbytu. Wojna militarna w tym zmienionym świecie jest kiepskim interesem, to chyba oczywiste. Staliśmy się społeczeństwem konsumpcyjnym, naszym celem jest wyrabianie norm produkcyjnych i konsumowanie dóbr. W obliczu takich zmian zagrożona staje się idea państwa narodowościowego. I ja byłbym nawet zdecydowanie za tym, żeby państwowość narodowa zanikła, gdyby nie fakt, że tego typu aparat jest w chwili obecnej jedynym „urządzeniem społecznym”, które stanowić może przeciwwagę dla rządów korporacji, nie tyle wszakże, by jej szkodzić, lecz by dbać o interes pojedynczego człowieka – obywatela państwa, w chwili w której korporacja przestaje dbać o niego jako pracownika. Rzecz w tym, że aparat państwowy powinien być elementem stabilizującym, w odróżnieniu od korporacji, która – tkwiąc w „płynności wolnego rynku” – stabilna być po prostu nie może, bo jest stale w stanie wojny z innymi korporacjami.

Mamy zatem, w moim przekonaniu, dwie wiodące dzisiaj siły i władze: korporację i aparat państwowy. Chciwość korporacji dotyczy zysku, celem aparatu państwowego – czyli grupy rządzącej – jest utrzymanie władzy oparte na głosach – czyli dobrobycie – wyborców.

Chcesz czy nie, problem terytoriów w takiej sytuacji znika. A już szczególnie znika problem terytorium Polski, ponieważ prócz absolutnie cudownej przyrody, nie posiadamy żadnych wyjątkowo dochodowych kopalin czy innych złogów drogich dobrodziejstw. Owszem, posiadamy jedną w najwyższych myśli na świecie, ale nie trzeba podboju Polski, by kupić polską myśl technologiczną, humanistyczną, czy jaką tam chcesz.

Problem zagrożenia Polski przez siły niemieckie lub rosyjskie rozbija się całkowicie o brak interesu w „posiadaniu” terytorium Polski. Po wtóre oba te państwa mają zupełnie inne dylematy.
Niemcy się nie chcą się ruchać dla prokreacji i to ich główny problem. Ruskie mają ustawiczne draki z własnymi kompleksami kulturowymi, które próbują leczyć podbojami oligarchii i mafii.
Wróg urojony przez PIS. Cóż, taka doktryna.

Temat ostatni: mój komunizm.
Nie wiem jak pojmujesz komunizm. Ja go pojmuję jak Wasz „intelektualny filar” (z pewnością zmieniło się to po jego awanturze smoleńskiej) profesor Wolniewicz: uszczęśliwianie ludzi na siłę. Szczególnie uszczęśliwianie na modłę władzy. To trochę jak z PIS-em, który chce mnie uszczęśliwić, bo wie, że jestem z pewnością katolikiem, że jestem konserwatystą i tradycjonalistą. A już na pewno Polakiem.

Otóż, Kolego, ja jestem Tomaszem Pawlęgą. Jestem ciut komunistą, gdy widzę krzywdę (komuniści tak mają; ideowcy są), na ile mi rozumu starcza jestem intelektualistą, jestem wytrawnym chrześcijaninem, ale już katolicyzm, poza świniną, jest mi obcy, choć uwielbiam się modlić, bardzo niechcący jestem demokratą, jestem też tradycjonalistą – i to głęboko wierzącym w tradycję, choć nie Twoją – każdego drobnego gestu szacunku wobec komedii ludzkiej, która mieści się w dawnej polskiej rozmaitości; ja biorę, zważ, najlepsze odium polskości – tolerancję.
Co do polskości, w ogóle o nią nie dbam. Głęboko w dupie mam swoją polskość. Jestem Polakiem. No, takim jak Ty, Remik.
Zdrówka życzę!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ