Przypomniał mi się Czoch

0
44

Przeglądałem dzisiaj skromną domową biblioteczkę mojego syna. Lubi pożyczać ode mnie książki i nie zwracać ich. Nic mojego, cholera, nie znalazłem. Zapewne wszystko trzyma w tej swojej studenckiej sadybie z kaflowym piecem w centrum Wrocławia. Ale oko zawisło mi na białym grzbiecie opatrzonym napisem Rafał Czoch Ruiny. Wróciły wspomnienia sprzed kilku lat, gdy korespondowaliśmy ze sobą i Rafał wysyłam mi swoje powieści. Książki te wydawał za własne pieniądze. Na każdą z powieści, nakład 500 egz., brał pożyczkę z zakładowej kasy zapomogowo-pożyczkowej. Nigdy się nie spotkaliśmy. Ruiny zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie. Kolejne tytuły również. Wydaje się, że potrzeba tylko rozsądnego redaktora i książki Rafała poszłyby prawie jak powieści Vonneguta.
Został mi po ich lekturze jeden z regionalizmów, jakich w powieściach używa: bohater jest po obiedzie, słowem, jest „pojedzony”. Wspaniałe. Używam tego zawsze: no, to jestem, jakby powiedział pisarz Rafał Czoch, pojedzony.
Tymczasem wyszedłem od syna z Dziećmi północy Rushdiego. Czytelnicza repeta.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here