Polska. Naród, państwo, rząd.

0
14

Pewnie spodziewacie się napaści na rząd i parlament pod przewodnictwem PO? Bardzo chętnie, bardzo chętnie, tyle że ja niewiele o nich wiem, gdy idzie o nazwiska, urzędy, stanowiska i personalne postępki naszych polityków. Fakt, co do rządów Platformy Obywatelskiej, to ogólnie możemy już sobie szczerze powiedzieć, że literalnie nas okłamali w swych przedwyborczych deklaracjach. Z perspektywy czasu expose pana Tuska okazało się żenującą fanfaronadą ignoranta. Może nawet chciał dobrze, a wyszło jak zwykle.
W latach 90-tych namiętnie czytywałem „Rzeczpospolitą”. Aspirowałem w swym wiejskim umyśle i prowincjonalnej egzystencji do osoby światłej, no, z pewnością byłem nieźle, jak na tutejsze realia, oczytany. Chciałem zatem być tak choć trochę jak sam Noam Chomsky, który uznaje, że jako intelektualista zmuszony jest wyrażać swoje opinie o otaczającym go świecie, o ludziach i ich polityce. Łykałem więc te prasowe kawałki jak bułki słodkie i cieszyłem się, że jestem oblatany nie tylko w sprawach polskich, ale i światowych. Cieszyłem się, że mogę wyrażać opinie na te tematy. I tak przeleciał rok, potem drugi, trzeci i powoli zacząłem odkrywać, że ktoś mnie tutaj nabiera. Zmieniają się tylko nazwiska, a sprawy, problemy, afery, domniemania, prowokacje, cały ten polityczny interes kręci się w kółko według tych samych scenariuszy.
W efekcie doszedłem do przekonania, że nasz naród – i pewnie wszystkie narody świata, wszystkie, wszędzie i prawie zawsze – cierpią na schizofrenię, zaś politycy to schizofreniczna dobudowa narodu, jego chora, nigdy nie urzeczywistniająca się wizja. Co ciekawe, choróbsko to roztacza się politykami na wszystkich szczeblach władzy. Od parlamentu i rządu po samorząd; choć ci ostatni w im mniejszej społeczności funkcjonują, tym mniej nienormalni się zdają.
A ponieważ, jak wyżej rzekłem, nie bardzo wiem co w trawie dzisiaj piszczy, to na ilustrację wezmę kliniczny przypadek politycznej schizofrenii. Czy pamiętacie naszego pierwszego prezydenta i jego styl, sposób bycia, wypowiedzi, które wygłaszał już po utracie prezydenckiego tronu? Otóż oglądając go i słuchając, wciąż miałem przerażające przeświadczenie, że oglądam jakiegoś szalonego mesjanistę. Ten człowiek swoim zachowaniem chciał nam powiedzieć, że w jest w stanie zbawić Polskę. Był to przypadek wybitny, ale trzeba przyznać, że lata oddalenia od Pałacu Prezydenckiego przywróciły mu nieco realniejsze spojrzenie na rzeczywistość. Tego rodzaju zachowania i, jak sądzę przekonanie u tych ludzi, nie są wyjątkiem. Istnieją jednak także inne, częstsze rodzaje odrealnienia.
W pierwszym przypadku delikwentowi uderza woda sodowa do głowy. To żałosny, ale jakże popularny scenariusz skutków osiągnięcia sukcesu. Trochę to bliskie wersji mesjanistycznej, ale ten tutaj nikogo prócz siebie nie chce zbawić. Rozpisywanie się na temat tej nędzy nie ma większego sensu, wszyscy znamy ten rodzaj zachowań. Ten pacjent jednak, jak mogę przypuszczać, najłatwiej wraca do rzeczywistości, bo prawie zawsze zalicza glebę.
Drugi przypadek jest o wiele bardziej skomplikowany i śmiem sądzić, że najczęstszy. Dotyczy polityków i w równym stopniu urzędników państwowych wyższego szczebla. Otóż polityk, jak i urzędnik, z natury rzeczy nie mogą widzieć rzeczywistości, ponieważ rzeczywistość to miejsce położone za grubą, mleczną szybą systemu, która oddziela i spaja go zarazem. Nie chodzi mi o problem uwarunkowań prawnych, ale system jako całość, z jego politycznymi i urzędniczymi hierarchiami, nomenklaturą, korupcją i elementarną charakterystyką egzystencji takiego pacjenta, w którą wkomponowana jest nieodmiennie także potrzeba odniesienia sukcesu i częsty pracoholizm.
Przyszła mi teraz na myśl rozmowa, której kiedyś byłem świadkiem. Niby z innej beczki, a jednak do złudzenia podobnej. Otóż podczas jakiegoś spotkania towarzyskiego ktoś atakował lekarza na temat lichoty jego kolegów po fachu. Lekarz ów przyznał wreszcie rację rozmówcy, stwierdził, że rzeczywiście większość jego kolegów to kanalie i często partacze. Nie wyjaśniał dlaczego tak jest. Cóż, w młodości obserwowałem kilku co najmniej rówieśników, którzy studiowali medycynę i mogę sobie wyobrazić jak niewielu ludzi jest w stanie oprzeć się temu procesowi, czy też nie dać skrzywić. I tutaj nie idzie o kwestie elitarności, ale czystą praktykę życiową. Chodzi o to, że taki adept sztuki medycznej najpierw przechodzi 5 lat ciężkich, odmóżdżających studiów. Później kolejne 2 – lub więcej – lata specjalizacji, która odkorowuje go równie mocno jak wcześniejsze studia. Kto więc nie będzie cyborgiem po takim siedmioletnim wypruwaniu własnych flaków? Czy sądzicie, że ci ludzie zajmują się człowiekiem, że w ogóle pamiętają kim jest człowiek, lub kiedy oni sami byli ludźmi? Nic z tego. Oni zajmują się przypadkiem chorobowym. O człowieku prawie nic nie wiedzą. I tylko wybitne jednostki pamiętają po co szły na studia; nie mówię tutaj, co oczywiste, o osobach kierujących się merkantylizmem.
I podobnie jest z politykiem, tyle że ten proces deformacji jest znacznie szybszy, jest niemal natychmiastowy. Polityk lub urzędnik trafiający na wymarzony stołek momentalnie traci kontakt z rzeczywistością. I choćby chciał, to nie jest w stanie rozbić tej szyby dzielącej go od rzeczywistości reszty społecznego organizmu.
I teraz was zaskoczę chyba, bo powiem, że w gruncie rzeczy polityk nie jest łotrem. Polityk jest tylko chorą komórką systemu społecznego, który w tym wypadku zwiemy narodem. Może to i dobrze, że dzieli go od nas ta szyba? W istocie to nie politycy są tutaj problemem, lecz naród. Och! Nie my, tak zwani Polacy, ale naród jako struktura, jako formacja, jako dziejowo wytworzony sztuczny organizm. Naród nie jest niczym innym niż zasadą państwowości, kolejnej ślepej uliczki w dziejach ludzkości, kolejnego zmyślnego narzędzia dominacji.
My, zwani Polakami, mamy piękne tradycje związane z pojęciem narodu i państwa, więc zanim mnie skopiecie za „antypolskość” posłuchajcie jeszcze chwilę. Zauważcie bowiem jedną rzecz: nasze poczucie tożsamości narodowej bierze się w gruncie rzeczy z naszej słabości. Naród i państwo to pojęcia związane w naszym przypadku z obronnością, prawda? Dlatego karty polskości, z górą ostatnich dwustu lat, pisane są często krwawymi, lecz i wzniosłymi ofiarami. Co jednak powiemy, gdy państwo i naród stają się synonimem hegemonii i ucisku? Cesarstwo Rzymskie? Państwo Osmańskie? Rzesza Niemiecka? Hitlerowskie, narodowe przecież, Niemcy? Dzisiejszy neoimperializm amerykański? Wielkie narody i wspaniałe państwa!
Jeszcze nie tak dawno toczyłem zażarte boje ze studentką nauk politycznych, która twierdziła, że twór taki jak USA jest światu jako mocarstwo bardzo potrzebny, ponieważ utrzymuje porządek na naszej planecie. Jestem pewien, że została do tego przekonana podczas zajęć na uczelni i o ile dobrze pamiętam chodziło oczywiście o zagrożenie islamskie.
Zarówno naród, jak i państwo, to w gruncie rzeczy narzędzia ucisku.
Weźmy teraz pod lupę współczesność. Dowiedzmy się ile realnie płacimy podatków z naszych pensji i w dokonywanych zakupach i pomyślmy czy płacąc je do swojej gminy zamiast do skarbu państwu, nie mielibyśmy o wiele lepszej sytuacji od tej, którą mamy. Nawet robiąc zrzutkę na jakąś inwestycję z sąsiadami z regionu mielibyśmy się znacznie lepiej. Nawet robiąc jakąś zrzutkę na biedną gminę z innego regionu mielibyśmy się znacznie lepiej. Płacimy tymczasem… dość narzekań, wiadomo o co chodzi i zaznaczam przy tym, że nie jestem żadnym wielbicielem teorii Janusza Korwina-Mikke. Chciałem tylko powiedzieć, że państwo jest nam coraz mniej potrzebne. Ten twór rzekomo, w swej szlachetnej wersji, powołany został do obrony swych członków i regulowania relacji społecznych z nastawieniem na dobro wszystkich obywateli. To oczywista bzdura. Ani nas nigdy nasza państwowość nie uchroniła przed kataklizmem wojny (mam na myśli pojedyncze rodziny, obywateli, a nawet grupy społeczne, jak polskich oficerów, czy polskich Żydów), ani też nie wsparła nas w ekonomicznej biedzie. W tym ostatnim przypadku jest znacznie gorzej, bo państwo rozbudowuje podziały społeczne i rozszerza różnice między grupami społecznymi.
Swoją drogą słyszałem nie tak dawno, jak ktoś chwalił premiera Tuska, że nie wtrąca się do gospodarki, bo gdyby tak robił, to nasza gospodarka leżałaby już na łopatkach. Po pierwsze, nie ma takiej możliwości, by rząd siłą rzeczy nie gmerał w realiach gospodarczych, co się rozumie choćby przez sam system podatkowy. Innymi słowy coś takiego jak wolny rynek jest brednią, czego najlepszym przykładem jest interwencjonizm państwowy USA po ostatnim krachu bankowości w tym kraju. Po drugie, gospodarka funkcjonuje na zasadzie sinusoidy, raz jest lepiej, raz gorzej, dlatego, co wynika z powyższego, gdy jest gorzej zadaniem rządu powinno być wspieranie gospodarki. Jeśli zatem rząd babrze swe palce w sprawach gospodarki, to niech ją raczej wspiera.
W gruncie rzeczy, choć jeszcze tego nie widać gołym okiem, to państwo staje się tworem anachronicznym i szkodliwym. Wchodzimy w fazę, w której nie rządy, ale korporacje zaczynają swoją hegemonię. Jeszcze tego nie widzimy, bo przywiązani jesteśmy do idei państwa, ale też dlatego, że narodowość jest najgłębiej wyhodowaną w nas tożsamością.
Czy ja tutaj namawiam do separatystycznych dążeń, do uwolnienia regionów do dominacji Warszawy? Cóż, bardzo bym chciał takiej zmiany, ale w chwili obecnej nie dostrzegam żadnej alternatywy, więc w gruncie rzeczy nie o to mi chodzi.
Zależy mi za to na świadomości tego, że w gruncie rzeczy nie ma znaczenia czy zwykły człowiek żyje pod rządami Gierka czy Tuska. Wszystkie rządy mają na celu jedno: czerpanie indywidualnych korzyści i utrzymanie władzy za wszelką cenę. Tak po prostu działa system, który wypracowany został przez nasz naród i nasze państwo.
Na ostatku dodam, że dzisiaj nawet telewizji nie oglądam. Nie jestem w stanie znieść tej komedii, tego cyrku, tej żenady zwanej władzą państwową.
I biorąc powyższe przemyślenia za usprawiedliwienie polityki, wcale by to człowieka nie dotykało, tyle że wszystkie te polityczne kreatury mają wpływ na życie zwykłego człowieka, nie tylko jego myślenie. A ja jestem zwykłym człowiekiem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here