Blog Strona 13

Lost dogs. Dziennik pokładowy R-1 – „Kopaliny”

Dziennik pokładowy R-1 - „Kopaliny”
Fragmenty
17.IX.1949
Wybrałem ten oficjalny tytuł, bo choć będą to notatki prywatne, to nie będę pisał o mojej rodzinie (no może czasami tylko). Będę pisał o Przedsiębiorstwie Kowarskie Kopalnie, o ich oddziale położonym w Kletnie k/Stronia Śląskiego w kłodzkim powiecie. Nie jestem zbyt sprawny w piśmie, więc jeśli ktoś przeczyta te zapiski, nie powinien mieć do mnie pretensji nijakiej. Jestem technikiem (a właściwie to uczę się uczę teraz na technika), a nie gryzipiórkiem. Podjąłem się jednak tego zadania, bo uważam, że w zakładzie dzieją się dziwne rzeczy. Czasem aż trudne do opisania, a raczej do zrozumienia, albo do przyjęcia na ludzki rozum… Po prostu trudne do wyjaśnienia rzeczy.

Lost dogs. Michał z Bieli

Kwiecień 1705
Michał z Bieli
Z annałów kłodzkiego konwiktu jezuitów
Zwą mnie Paul Stralano. Jestem jezuitą, który w świętym przekonaniu, w żarze miłości, ale i równaniach logicznych własnych myśli, oddaje cześć Bogu Najwyższemu. Łgałbym zaś twierdząc, że z równą miłością podchodzę do tworów Jego wszelakich, szczególnie od niebezpiecznych żywiołów atmosferycznych począwszy, a zakończywszy na ludziach nieprawego umysłu i niegodziwego serca. Nie mam wszakże o to pretensji do siebie, nie jest bowiem, jak sądzę, przykazaniem Najwyższego, byśmy wszystko kochali na siłę niejako, ale to raczej, byśmy umieli na wszystko spojrzeć z takiej odległości, która daje nam całokształt zjawiska widzianego. Z tej dopiero perspektywy zdolni jesteśmy dostrzegać dobro ostatecznie we wszystkim.

Lost dogs. Ceremonia otwarcia kaplicy św. Onufrego

Czerwiec 2045
Ceremonia otwarcia kaplicy św. Onufrego
Już w 2010 roku, ówczesny burmistrza naszego miasta Zbigniew Łopusiewicz wspominał podczas wywiadów prasowych, że jego obecnym marzeniem jest wyremontowanie położonej przy boisku KS „Kryształ Stronie Śląskie” kaplicy św. Onufrego i zaadoptowanie jej na salę koncertową. Dzisiaj, po 35 latach od tamtej wypowiedzi, pragnienie Burmistrza Stulecia spełniło się: w minioną sobotę miała miejsce ceremonia otwarcia Sali Koncertowej „Kaplica św. Onufrego”.

Lost dogs. Zgubne skutki amerykanizacji słowiańskiej kultury

Czerwiec 1982
Zgubne skutki amerykanizacji słowiańskiej kultury
W grudniu minionego roku Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z tow. gen. Wojciechem Jaruzelskim na czele wprowadziła w naszym kraju stan wojenny, by chronić socjalistyczne zdobycze naszego narodu przed rosnącym wpływem kapitalistycznych ekstremistów. Generał Jaruzelski wraz z członkami WRON uchronił przed upadkiem zdobycze państwowe, okazuje się jednak, że mózgi części obywateli nieodwracalnie już zostały zatrute jadem imperialistycznej kultury.

Lost dogs. Eksperyment Schreckendorf Delikatessen

Wrzesień 1910
Eksperyment Schreckendorf Delikatessen
Nie tylko Berlin, Paryż, czy nawet Londyn, znają smak prawdziwej nowoczesności. Oto i u nas w Hrabstwie Kłodzkim prowadzone są niezwykłe eksperymenty naukowe. I my Stronianie mamy nasz własny, wielki wkład w dokonania myśli technicznej początków wspaniałego XX wieku!

Lost dogs. Prolog

Żeby nie było, że nic się tutaj nie dzieje, pomyślałem, że wykorzystam sytuację zaistniałą w innej przestrzeni… mojego pisania.
We wrześniu i październiku pracowałem nad edycją „Twierdza Kłodzko. Kalejdoskop Hrabstwa Kłodzkiego” dla Stronia Śląskiego. W wyniku „sytuacji życiowych” nie doszło do publikacji owego chimeryka i jak widzę, to…

Franz Kafka nie zakracze

Rzec można, iż Proces pana Kafki wysiada przy tym, co o wczoraj przeżyłem podczas podróży. Nie w Pradze, lecz we Wrocławiu.
Dzień wcześniej A., zaglądając na stronę internetową rozkładu jazdy kolei żelaznych, poinformowała mnie, że z Wrocławia do Poznania – przez Kościan, w którym mam wysiąść - pociąg mam o 12.55, jakkolwiek odcinek Wrocław – Rawicz obsługiwany jest przez autobus; na tym odcinku trwa remont, nie wiem już czy torów kolejowych, czy trakcji elektrycznej, albo jeszcze czegoś innego, co z koleją związane nie jest.

Zapiśnik 2009

A oto fragment zapiśnika z grudnia 2009, odnalezionego z bebechach laptopa.
Jest zima. Wprawdzie bez śniegu, ale tym gorzej. Wychodzę do pracy, kiedy jest ciemno i wracam do domu, gdy ciemno. Ranki przy tym są subtelniejsze, zdają się trwać na granicy snu (z łóżka zrywam się o 7.05, na przystanku autobusowym melduję się średnio o 7.27, słowem, stojąc w wiacie nie jestem jeszcze rozbudzony) i niepewnej, często trochę niechcianej, rzeczywistości. Na przystanku przez kilka minut stoję z młodzieżą liceum licealną. Podróżujemy razem. To… No właśnie, nie sposób nie powrócić teraz do Gombrowicza, by stwierdzić, że wieśniacy (chłopi) nasi przestali szczekać, ich mongoidalne rysy wygładziły się do twarzy pięknych i ciał kształtnych. Dodam, iż mam wrażenie, że epoka wulgarnych dzieciaków z zawodówki dojeżdżających do kolejówki czy budowlanki, chyba jakoś już przebrzmiała. Nic mądrzejszego nie wypływa z ich ust, ale wrzaskliwy, barbarzyński język zanikł… sam zdaję się używać większej ilości wulgaryzmów, niż oni wszyscy razem wzięci.

Z codzienności

Dzisiaj, ufam, ostatnia próba przed happeningiem, w którym udaję przedwojennego Żyda. Nawet nie wiem jak się to nazywa. Wiem za to, że będziemy grać w sobotę, gdy padać będzie pierwszy w tym sezonie śnieg.
W środę próba solowej miniatury Przespałem moją stację… według Raymonda Queneau pod jakiś festiwal w Nysie.
U K. oglądałem impresje filmowe ze spektaklu grupy „Strefa ciszy”. Ładne uliczne przedstawienie przypominające Alegrię Cirque du Soleil.
Tymczasem czytam: Tybetańską księgę życia i umierania Sogjala Rimpocze, Buddę z przedmieścia Hanifa Kureishi, Dziecko na niebie Carrolla.
Dla odmiany nie oglądam filmów żadnych od 2 tygodni.
Na ławie leży prosząca o kontynuację pastelowa ilustracja do Trupów.
Przykryłem ją innym kartonem, żeby mnie nie drażniła, nie zmuszała do roboty, bo nie mam ostatnio nuty do tego dziobania.
Z pracy. Skończony skład tabel do cennika katalogu produktów jakiejś firmy; cholernie siermiężna, nudna walka przez półtorej tygodnia. Po prośbie korekta szkolnego tekstu M. Od jutra powrót do książki kucharskiej i adaptacji historycznych wydarzeń w Hrabstwie Kłodzkim. We łbie kolebie się i układa sztuka na czterech aktorów dla M., zręby już są, ba, schemat nawet cały, a raczej wątek fabularny, ale co dalej, co w detalach? Od poniedziałku muszę zacząć pisać adaptację Wigilijnej opowieści na potrzeby lokalnego rynku.
W portfelu parę dych… los pariasa.

Obiady z Ninją

Zjawił się u mnie na obiedzie mój przyjaciel Ninja. W sumie często jadamy razem obiady, które sam gotuję. Rzecz w tym, że Ninjas jest ociemniały, a właściwie to widzi jakiś centymetr przestrzeni jedną źrenicą – prawego oka. Widzenie tunelowe, tak to się nazywa. Zwińcie na chudo kartkę formatu A4 i przyłóżcie do oka, zobaczycie to, co on widzi i na czym dodatkowo ma sporą wadę wzroku, przez co nosi okulary. Innymi słowy, ślepy jest jak kura, ale te okulary mylą. W końcu jak się nosi okulary, to chyba jasne, że się jednak widzi, prawda?
A więc mnie jest o wiele łatwiej niż jemu coś ugotować. Robiłem klasyczne mielone z zapiekanymi ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty i kiszonych ogórków.
Dużo przy tych obiadach rozmawiamy. O ludziach, sprawach, problemach naszych osobistych. Ninja jest jedną z najpogodniejszych osób, jakie znam. Jego dystans do siebie jest taki jak stąd do Alaski. Często nasze rozmowy mają żartobliwy ton. Czasem nie stronimy od dokuczania jeden drugiemu. Ogólnie dobrze się ze sobą bawimy.