Obiady z Ninją

0
13

Zjawił się u mnie na obiedzie mój przyjaciel Ninja. W sumie często jadamy razem obiady, które sam gotuję. Rzecz w tym, że Ninjas jest ociemniały, a właściwie to widzi jakiś centymetr przestrzeni jedną źrenicą – prawego oka. Widzenie tunelowe, tak to się nazywa. Zwińcie na chudo kartkę formatu A4 i przyłóżcie do oka, zobaczycie to, co on widzi i na czym dodatkowo ma sporą wadę wzroku, przez co nosi okulary. Innymi słowy, ślepy jest jak kura, ale te okulary mylą. W końcu jak się nosi okulary, to chyba jasne, że się jednak widzi, prawda?
A więc mnie jest o wiele łatwiej niż jemu coś ugotować. Robiłem klasyczne mielone z zapiekanymi ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty i kiszonych ogórków.
Dużo przy tych obiadach rozmawiamy. O ludziach, sprawach, problemach naszych osobistych. Ninja jest jedną z najpogodniejszych osób, jakie znam. Jego dystans do siebie jest taki jak stąd do Alaski. Często nasze rozmowy mają żartobliwy ton. Czasem nie stronimy od dokuczania jeden drugiemu. Ogólnie dobrze się ze sobą bawimy.

W czasie rozmowy zaczepiłem go o jakąś absurdalną rzecz, którą z pewnością ma w swoim plecaku. Nie pamiętam o co szło, ale było to jakieś zupełnie niedorzeczne pytanie i Ninja nie mógł mieć tego przedmiotu ani w plecaku, ani w nigdzie indziej.
Tymczasem Ninja sięga do plecaka i wyjmuje z kieszonki grubą szpulkę białych nici. Chwilę później wsadza gołą rękę i z tej samej kieszonki wyciąga igłę. Wbija ją w szpulkę i trzymając w dłoni te białe nici opowiada mi anegdotkę.
– Wiesz, u mnie w domu jest taki  półmrok, ale wczoraj postanowiłem doszyć rzep do rękawa kurtki. Piętnaście minut nawlekałem igłę, ale się udało.
– No dumny z ciebie jestem – skwitowałem. – I co, przyszyłeś?
– Pewnie, że przyszyłem – odrzekł. – Tyle, że dzisiaj się okazało, że byłem pewien, że przyszyłem czarnymi nićmi, a przyszyłem białymi. Wiesz, przez ten półmrok.
Kiedy wypuszczam go z mieszkania późnym wieczorem, nie zapalam nawet światła na klatce schodowej. Niepotrzebne mu jest.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ