Czasem słucham muzyki

0
36

Czasem słucham muzyki

Zbliża się północ. Wcale nieubłaganie. Normalnie. O tej porze na moim poddaszu śpiewa najczęściej Joaśka Newsom, wzdychając pogrywa Keith Jarrett, pościelowo nudzi Rumer, lub melancholijnie kota męczą Tindersticks.

Czasem słucham muzyki
Zbliża się północ. Wcale nieubłaganie. Normalnie. O tej porze na moim poddaszu śpiewa najczęściej Joaśka Newsom, wzdychając pogrywa Keith Jarrett, pościelowo nudzi Rumer, lub melancholijnie kota męczą Tindersticks. Teraz akurat Brad Mehldau kombinuje coś ze swoim trio podczas koncertu, o którego miejsce nie dochodzę. Bardzo spokojne granie. Do sąsiedzkiego capstrzyku nie jestem tak tolerancyjny. Jest raczej ostro. Przestrzał gwałtowny i nieokiełznany.
Mój syn nazywa moje gusta „dystynkcją”. To oczywiście wina tego, że słucham Chopina i dodekafonistów wiedeńskich. Wziął to pojęcie z Pierre’a Bourdieu. A myślałem, że słucham muzyki. Teolodzy proletariatu zawsze znajdą zasadne społeczne i kontekstualnie poprawne teorie. Z jednostką już znacznie gorzej. Ich brożka.
Ale ja nie o tym.
Sprzedano mi właśnie dwa polskie wytwory muzyczne. Ostatnie płyty zespołów Hey i Buldog.
Więc ja o tym, choć miałem już na nikogo nie psioczyć.
Oba wydawnictwa stanowią wypływy „niezależnej kultury masowej” (według tych samych proletariackich teologów istnieje tylko kultura masowa, innej nie ma), przy czym różnią się poziomem odczytu popularnego: Buldog jest mniej znany; co nie znaczy, że mniej masowy, rzecz jasna.
Co do Hey niewiele mogę powiedzieć. Muzycznie nigdy nie było mi z nimi specjalnie po drodze, jakkolwiek śpiew Nosowskiej miał swego czasu nęcącą dynamikę. Dzisiaj już tak nie śpiewa, złagodniała. Dojrzała kobieta, której już nie wypada ryczeć do mikrofonu. Rekompensuje to jednak w dwójnasób świetnymi… No właśnie, Nosowska nie pisze „tekstów”, na dobrą sprawę pisze poezje, które śpiewa. I które inni śpiewają. I tutaj chyba nie ma na nią mocnych w Polsce. Od czasu, gdy genialna Agnieszka Osiecka rzuciła palenie, popijanie i w ogóle porzuciła bar Świat, Nosowska zdołała przejąć schedę pierwszej damy polskiego tekściarstwa. Co więcej, pisze nie tylko dla siebie, ale też nie pisze pierwszym lepszym szmondakom polskiej estrady.
Buldog. Buldog, Buldog, co z ciebie wyrośnie? Prawdopodobnie nic. Nic wielkiego. Kawałki zespołu to produkcja. I chwała Bogu, że po odejściu od tego projektu (jak się o nich czyta, wiadomo, że to nie zespół) Staszewskiego, panowie zdecydowali się na adaptację polskich poetów. Inaczej byłby to istny Kult 2.
Jedyne światło w projekcie Wieteski to Tomek Kłaptocz. O ile Kazik reprezentuje poetykę drąga wciśniętego w mrowisko, o tyle Kłaptocz jest jak śliski, piękny, pełen barw wąż, który w to samo mrowisko wpływa subtelnie, uwodzicielsko, bez Kaziowych oskarżeń i wyzywania wszystkich wokół. Tylko dlatego warto dzisiaj Buldoga słuchać. Reszta to powtórzenie Kultowych schematów disco polo niezależnej kultury masowej.
Bądźmy szczerzy, Hey i Buldog to jedne z bardziej znanych, rzekomo niezależnych kapel na polskiej scenie. Jeśli więc tak wygląda top polskiej sceny niezależnej, to pies temu buldogowi mordę lizał. Zostanę przy polskiej niezależnej scenie niezależnej.
Poznaliście już Unchanted Hunters? Na przykład.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here