O stroniaku… Ouk, o kulturze w Stroniu

4
225

O stroniaku… Ouk, o kulturze w Stroniu

Ostatnie spotkania redakcyjne „Obywatelskiego Stronia” przyprawiają mnie o rosnącą frustrację. Słucham opowieści członków kolegium, przez które przebijają kolejne smutne fakty i domniemania. Nepotyzm naszej władzy i podejrzenia o korupcję, układy interesów władzy z inwestorami, chaotyczna polityka w stylu po nas to i potop, niekompetencje rady i ograniczenia urzędnicze. Wszystko to splątane literą prawa, słusznie kojarzonego z Temidą ślepą jak kret. Prawa i obyczajów, które chronią istniejący od lat porządek, czy raczej może nieporządek. Na początku świadomość niemocy, bezsilności wobec sytuacji irytowała mnie, dzisiaj zniechęca. Żeby tego było mało, w poczucie zupełnej bezradności wpędza mnie malejące i starzejące się społeczeństwo naszej gminy i jego nieustanna indolencja, bierność, niechęć do budowania świadomości obywatelskiej.

Nie zamierzam jednak zajmować się jakąś ogólną diagnozą kondycji władzy samorządowej Stronia Śląskiego, bądźmy szczerzy, wyciąganie jakichkolwiek spraw nieprzejrzystych, tyczących władzy, skończyłoby się dla mnie wizytami w sądzie i zapewne wyrokiem skazującym. Z równą niechęcią podchodzę do krytyki społeczeństwa w przestrzeni jego świadomości obywatelskiej: nikt nie ma wszakże obowiązku współudziału w kreowaniu, a nawet uczestnictwa w życiu społecznym.

Interesuje mnie co innego, inne pytanie: jak to się stało, że jeszcze dziesięć lat temu Stronie Śląskie tworzyło swego rodzaju awangardę kultury na Dolnym Śląsku, a co najmniej w Powiecie Kłodzkim, by dzisiaj w tej przestrzeni reprezentować bary mleczne?

W pierwszej dekadzie XXI w. w Stroniu Śląskim pojawiły się akcje, których nie powstydziliby się żadni kreatorzy nowoczesnej kultury. Mieliśmy wspaniały teatr uliczny, który m.in. wystąpił na poznańskim festiwalu Malta, mieliśmy, oscylujący, 50-70 osobowy zespół chóru i orkiestry (w wieku od 7 do 70 lat), o którego aktywności wielkie miejskie ośrodki kultury mogły i mogą tylko pomarzyć; ten to chór zorganizował u kłodzkich jezuitów koncert wszystkich chórów Ziemi Kłodzkiej, któremu akompaniowała nasza orkiestra dęta – razem 200 osób na scenie i to była stroniaków robota! Przedsięwzięcia takie, jak Lato Jaskiniowców, czy – ostatecznie niedoceniony, a szkoda – ogólnopolski Przegląd Kapel Podwórkowych były rutyną, obok której jawiły się prawdziwe perły: Muzyka Na Najwyższym Poziomie, Skumbria w Tomacie – Opera w Zalewie, mnogość wyjątkowych teatralnych widowisk plenerowych, odjazdowe wydarzenia w Strońskich Lochach, dziesiątki koncertów w śp. „Krajpie”. Wystarczy sobie wyobrazić, że w 2005 r. mieliśmy w 5 zespołów rockowych, wspomniany „Artufices” i „Teatr, Którego Być Nie Powinno”, a Centrum Sportu i Rekreacji – nie było przecież centrum kultury – przy prawie żadnym budżecie zrealizowało 25 weekendowych wydarzeń na bardzo przyzwoitym, jeśli nie wysokim poziomie. Czy ktoś pamięta 1-majowe pochody, podczas których odziana we flanelowe koszule i drelichy młodzież gimnazjalna recytowała patriotyczne wiersze do cegłówki, do taktu grała Miejska Orkiestra Dęta, a pochód uświetniali szczudlarze i dziesiątki zabawnych transparentów? To były szalone i piękne lata, ale nie o ich pogrzeb tutaj idzie, lecz o pytanie: co się stało, że nie ma kontynuacji, że kultura w Stroniu Śląskim przeszła w nieme rejestry, w głosy, których nie słychać? Stała się miałka, niewyraźna, przestała być wydarzeniem, które pobudza?

Stronie Śląskie posiada dzisiaj ośrodek kultury, o który zabiegi trwały 5 lat. Instytucja ta, bez wątpienia, realizuje elementarne potrzeby mieszkańców Stronia, posiada grupy zainteresowań, sekcje, żywo reaguje na indywidualne potrzeby mieszkańców i osób z zewnątrz, pod warunkiem, że nie trzeba za nie za wiele zapłacić. Jest to jednak zaledwie odpowiedź, kreatywności tutaj nie znajdziecie za grosz. CETIK nie pobudza, jedynie słabo odpowiada. Czy mam o to pretensję? Otóż nie mam. I mam.

Rozmyślając dzisiaj o frustracji, którą odczuwam podczas spotkań „Obywatelskiego Stronia”, po raz kolejny dotarło do mnie inne poczucie niemocy, odnoszące się do tego swoistego upadku aktywności kulturalnej w Stroniu. Od miesięcy, a może i lat, od kiedy zarzuciłem na strych robotę w Stroniu, wciąż prześladuje mnie pytanie: a może ta kultura mieszkańcom Stronia nie jest wcale potrzebna? Po co bić pianę skarg o rzeczy, które nikomu do niczego nie są potrzebne? Czy stronianom rzeczywiście potrzeba czegoś więcej od tego, co oferuje CETIK? Może wystarczają im dwa festyny z gwiazdami popu słabego autoramentu, kilka całkiem przyzwoitych jarmarków w sali CETIK i te zajęcia dla różnych grup wiekowych?

Wszystko ostatecznie sprowadza się do potrzeb. Tych, które istnieją i tych, które się pojawiają. Kultura nie oferuje realizacji potrzeb zewnętrznych, odnosi się stale do pobudzania ciekawości i potrzeby poznania, do naszych wewnętrznych głosów. Jest najpełniejszą realizacją bycia człowiekiem, niezależnie od uposażenia materialnego, intelektualnego i fizycznego. Tutaj przekracza się granice samego siebie w obcowaniu z innymi; poza tym kultury nie ma.

Przez ostatnie lata broniłem tej pozycji: ludzie chcą disco polo i taniego piwa. Zdaje się jednak, że w ten sposób, po młodzieńczych wybuchach, utknąłem jak pracownicy CETIK-u. Ale to nieprawda. Ludzie chcą stale więcej i lepiej. Chcą być mądrzejsi, mimo gnuśności, w której niejednokrotnie tkwią. Chcą koszmarów poznawania. A nade wszystko chcą uczestnictwa w społeczności – kulturze. W ocenie tamtych lat wiem jedno: mieliśmy duży arsenał wspaniałych młodych i starszych ludzi i żaden z nich nie poszedł w dragi, nie rzucił się na sznur, ba, nawet nie został nihilistą. Stale kombinują i rozwijają się, nawet ci starsi, wiem, bo ich spotykam.

W czym więc problem?

CDN

4 KOMENTARZE

  1. Dobry tekst Tomek, ja zawsze opowiadałem wszystkim pod jakim jestem wrażeniem kirdy przyjeżdzam do Stronia, jak wiele się tu dzieje(działo), wręcz zazdrościłem takich aktywności.Teraz tego już nie ma i wielka szkoda, bo właśnie ta alternatywność, koloryt były tym co wyróżniało Was spośród podobnych miasteczek.Szkoda…

  2. Drogi Tomaszu. Ja jako stary Stronianin nie zgadzam się w pierwszej kolejności na obrażanie kogokolwiek a tym bardziej mieszkańców Stronia. Przeczytałem z uwagą to co nakreśliłeś i być może w niektórych punktach mógłbym sie zgodzić ale Ty przyjacielu zachowujesz się nie jako Stronianin powiedział bym raczej jako wszechwiedzący a nie widzący swego odbicia w lustrze. Krytykujesz wszystko co podejdzie ci pod rękę, dobrze. A napisz proszę co ty jak się mienisz Stronianinem zrobiłeś dobrego dla tego miasta. Bijesz przyjacielu pianę i chyba niepotrzebnie bo spływa ona nurtem Białej Lądeckiej a tonie w mrokach Nysy Kłodzkiej. Obrażasz, i mienisz się być tym co wie jak to zrobić a w rzeczywistości pozostaje to w tle elementarza Falskiego czyli nieudaczne raczkowanie.Cóż można powiedzieć o człowieku który opluwa jadem swoje gniazdo, który wytyka a nic nie daje w zamian, pisze i gada, pisze i obgaduje co bardzo przypomina mi domki z piasku. Odnoszę wrażenie że taka postawa jest nam w Stroniu nie potrzebna bo po pierwsze nic z siebie nie dała a po drugie z tego gadulstwa jakże nieszczerego widzę niejakiego Kijowskiego który to niechybnie już niedługo utonie w mrokach dziejów. A skoro przywołałem Kijowskiego to każdy rozsądny mieszkaniec Stronia powinien sobie to przetłumaczyć na łacinę – persona non grata. Dlaczego tak, ano dlatego że szkalujących swe gniazdo, opluwających i obrażających mieszkańców trzeba uświadomić. Nie można mieszkać w Stroniu a cztery litery trzymać pod stołkiem Kaczmarczyka. I nie obrażaj się Tomaszu bo i ja wiem i ty że twoja postawa jest wielce naganna. I nie wystarczy krzyczeć ale też trzeba być i obiektywnym i dać choć cząstkę z siebie żeby cokolwiek wymagać. Widzę że masz wielki poklask pośród tych co ci tak maszczą w komentarzach typu ” dobry tekst Tomek” ale oni pomimo że tak ci komplementują również nic nie zrobili dla tego miasta. Więc skąd to przypodobanie i poklaskiwanie, a może oni są jak ten Kijowski pletą bzdury, chcą wiele wziąć nic nie dając w zamian. Przykro mi Stronie znam od podszewki i nie zgadzam się byś tak traktował to miasto i jego mieszkańców.

    • Jest taki, dość w Polsce poczytny, pisarz amerykański Jonathan Carroll, który pewnego roku wydał książkę stanowiącą zbiór jego blogowych wpisów. W jednym z nich odniósł się do komentarza jakiegoś hejtera. Stwierdził, że nie pojmuje po co ten ktoś wchodzi na blog, który mu się nie podoba i później pluje jadem. Po co taka praktyka?

      Szanowny Krystianie, przestrzeń blogowa to miejsce specyficzne, jest publiczne, ale zarazem zawłaszczone przez jej posiadacza. To taki ogródek, takie poletko własne leżące w obszarze publicznym. Cały luksus jego posiadania polega na możliwości swobodnej wypowiedzi zupełnie subiektywnych opinii, ocen itd. Oczywiście, w granicach prawa (albo i nie jeśli, ktoś szuka kłopotów z Temidą ślepą jak kret). Naprawdę nie musisz wchodzić na mojego bloga i psuć sobie żółci. Polecam Ci za to założenie własnego, będziesz w nim mógł piać do białego rana peany na cześć strońskiej rzeczywistości.

      Tak się zastanawiam, czy mam jakoś odpowiadać na całkiem bogaty zestaw zarzutów i wyrzekań, które mi czynisz. Z jednej strony somnambuliczna tendencyjność Twego ataku odbiera mi ochotę (równie dobrze mogę tłumaczyć dżihadyście, że terroryzm jest Be!), z drugiej byłoby bardzo niegrzecznym, ba, nawet aroganckim moje milczenie, zbycie Cię ciszą. I tak dumam, co wybrałbyś z dwojga tych przygód. Sobie przecież niczego nowego nie powiem.

      Iza powtarza mi stale, że nie powinienem kłócić się o rację, bo nigdy nie dojdę z interlokutorem do konsensu. Ale wiesz, to takie nowomodne gadanie. Bo czy ja muszę z nim osiągać konsens?

      Myślę, że niewiele pojąłeś z mojego tekstu. Nie widzę powodów, dla których miałbym obrażać kogokolwiek – może z pominięciem radnego Wiktora… hahaha! – słowem, mylisz zupełnie moje intencje. Moja krytyczna postawa dotyczy kilku aspektów strońskiej rzeczywistości – tutaj kultury. Sądzisz, że nie mam prawa do krytyki czyjejś, wykonywanej publicznie, pracy? Jaka to zresztą krytyka, to tylko pytania, które mnie nurtują. Zauważ też, że dookreślam swoją opinię, czy może raczej cne życzenie: po prostu brakuje mi kreatywności w postawie CETIK-u. Czyniąc porównanie do lat wcześniejszych, zaznaczam, że można inaczej, choć i tutaj pojawia się wahanie, że być może się mylę i stronianie nie mają dzisiaj takich potrzeb jak kiedyś; ludzie się zmieniają. Nic więcej. Subiektywna opinia, ludzkie rozmyślania. I gdybyś, Szanowny Krystianie, pojął moją wypowiedź, zamiast „robić mi mordę”, spróbowałbyś konstruktywnie odpowiedzieć na dręczące mnie pytanie, na które ja sam nie znajduję odpowiedzi: jak to się stało, że buzującego kulturalnie miasteczka, staliśmy się oazą chyba nie do końca błogiego spokoju, czy aż tak zmieniły się nasze potrzeby, czy może pies gdzie indziej pogrzebany?

      To teraz przejdźmy do innych melszpejzów, czyli wspomnianej mordy, którą mi czynisz.

      Setnie rozbawił mnie Twój argument tyczący mojej tożsamości, gdyż o ile wiem, to jestem – w odróżnieniu od Ciebie – stroniakiem od urodzenia i opuściłem je jedynie na okres edukacji dawno temu. Niemniej ubawiłem się Twoim kryptożądaniem „napisz proszę co ty jak się mienisz Stronianinem zrobiłeś dobrego dla tego miasta”. Naprawdę mam Ci pisać, co zrobiłem dla naszego miasta? Rzecz w tym, że w zasadzie nic. Ot, po prostu żyję tutaj. Owszem, byłem przez wiele lat dziennikarzem, który próbował pomagać ludziom i dopingował bezustannie władze samorządowe (w tym zasadniczo burmistrza Łopusiewicza; notabene: ja się nie zmieniłem w odróżnieniu od niego); istotnie, byłem, chyba całkiem lubianym, nauczycielem w niegdysiejszej zawodówce (najwspanialszy zawód ze wszystkich, którymi się parałem); fakt, byłem w zespołach, które kreowały i organizowały wymienione w tekście przedsięwzięcia (i mnogość innych, których wymieniać mi się nie chce); zgoda, przez kilka lat wspierałem pracą i wiedzą Stowarzyszenie Muzeum Wapiennik i Stowarzyszenie Park Rowerowy Czarna Góra, a na Stowarzyszeniu Stacja Stronie połamałem sobie zęby; och, organizowałem z Krajewskim w „Krajpie” dziesiątki koncertów, wieczorki poetyckie itp.; niech będzie, że kilku ludzi, których poznałem ze Stroniem kupiło tutaj mieszkania, a niektórzy z nami zamieszkali; że niejako przez moją obecność tutaj, szukali i znaleźli miejsce na coroczne konferencje wykładowcy dziennikarstwa i komunikacji społecznej UWr, na które docierają akademicy z całego kraju; że maczam stale palce w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego; że w moich publikacjach i sztukach Stronie Śląskie pojawia się nieustannie itp., itd… Kurde, patrz Pan, ile się tego uzbierało! A to zaledwie czubek lodowej góry mojego egoizmu. Bo w gruncie rzeczy, Drogi Krystianie, nie dla miasta to robiłem i robię, a dla siebie. Raz, bo mi się podoba/ła część tych akcji, dwa, żeby mieć spokój od ludzi, bo stale ktoś coś ode mnie chciał/chce, to brałem/biorę i robiłem/ę. Jak widzisz, niczego dla Stronia nigdy nie zrobiłem, ale mniemam, że Ty zechcesz mi się pochwalić swoimi wielkimi obywatelskimi i lokalno-patriotycznymi dokonaniami, że o artystycznych nie wspomnę. No, to dawaj Pan!

      Spójrzmy teraz jak bardzo sram w swoje gniazdo. Do tego momentu – 22 godziny – mój wpis blogowy przeczytało prawie 140 osób (to przykre, że nic tak nie wpływa na poczytność, jak jakaśkolwiek krytyka, kiedy na blogu tyle dobrych rzeczy), 12 osób polubiło jego udostępnienie na FB, raz został udostępniony i tam polubiony przez kolejne 6 osób, słowem, 18 osób. Negatywną opinię ma jedną – Twoją; przy czym istnieje możliwość wystawienia negatywnej oceny jednym kliknięciem. Co Ci to mówi?

      Dobra, nie mam już siły, pojedźmy już szybko: moje zachowanie jest naganne, nie jestem obiektywny, niegrzecznie mieszkam w Stroniu i warczę na Łopusiewicza, a w pracy jestem pieskiem Kaczmarczyka, biję pianę,o! I nieudacznie raczkuję jeszcze, brawo! I gra! Powiedziałeś, co o mnie sądzisz i w porządku, masz prawo. A teraz ja skorzystam ze swojego i oby Iza tego nie czytała.

      Szanowny Krystianie, nie obrażaj się, bo ja wiem i Ty wiesz, że Twoja postawa jest żenująca, toż obaj wiemy, że jesteś czopkiem w wiadomym miejscu naszej władzy, choć naprawdę nie wiem, czy jej nie uwierasz swoimi obrzydliwe służalczymi, śliskimi namaszczeniami, które wołasz miłością do Stronia; władza to nie Stronie, więc się zastanów kogo kochasz. No wiem, że nie jesteś z tych obrażalskich, więc dodam, że brakuje Ci do dyskusji ze mną kompetencji: językowych, komunikacyjnych, intelektualnych. I zwykłej wiedzy. Stek wyrzutów, które mi czynisz, pozbawiony jest jakiegokolwiek umocowania w logice i myśleniu cechującym racjonalną istotę. Jeśli ja przypominam Kijowskiego (luzik, byłem już brany za lewaka, PO-wca, a nawet sodomitę, więc i Kijowskiego przeżyję), to Ty jesteś lustrzanym odbiciem Kaczyńskiego, którego retoryka, podobnie jak Twoja, opiera się na użyciu post prawdy, niemającej nic wspólnego z otaczającą nas rzeczywistością. Posuwasz się do bycia trybunem strońskiego narodu, uzurpując sobie chyba jakiś monopol na znanie go od podszewki, wybacz, może nie zauważyłem: otrzymałeś jakiś mandat od tego narodu? Szczerze wątpię. Tak jak wątpię być się nadawał do używania arbitralnego tonu, z którym mnie traktujesz… Z pewnością raz jeszcze nie rozumiesz, o czym piszę, cóż, polecam liźnięcie chociaż krzty rzetelnej edukacji.

      I po co to było? A spójrz, wydaje się, że obaj gramy do jednej bramki, przy czym ja widzę potknięcia i skuchy zawodników, Ty zaś… sam nie wiem, co widzisz…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ