Ninja publicznie

2
13

Ninja publicznie
Wczesną wiosną tego roku w lądeckim liceum ogólnokształcącym odbyła się jedna z kolejnych lekcji demokracji. Mają te lekcje charakter panelu dyskusyjnego, na który zapraszani są ludzie związani z omawianym na niej problemem.

ninja

Ninja publicznie
Wczesną wiosną tego roku w lądeckim liceum ogólnokształcącym odbyła się jedna z kolejnych lekcji demokracji. Mają te lekcje charakter panelu dyskusyjnego, na który zapraszani są ludzie związani z omawianym na niej problemem.
Tym razem była to lekcja o niepełnosprawnych, kwestiach ich równouprawnienia z tymi zdrowymi i tak dalej. Na lekcję zostali zaproszeni inwalidzi (na wózkach, niewidomi), opiekunowie inwalidów (np. oligofreników) i władze miejskie Lądka-Zdroju. Pośród stawki pojawił się Ninja, który jest ociemniały, a raczej ma jakieś tam pole widzenia tunelowego.
Na sali panowała grobowa atmosfera, narzekaniom nie było końca. Państwo nie pomaga, gmina nie pomaga, nikt nie pomaga. Życie inwalidów jest w Polsce jedną wielką katorgą. Wszystko szło tak aż do wypowiedzi Ninji.
– Pan nie widzi od urodzenia? – zapytała prowadząca lekcję.
– Nie, wzrok straciłem po dwudziestym piątym roku życiu, słowem, nie jestem niewidomy, ale ociemniały.
– Jak pan poradził sobie z tym problemem?
– Otóż w książce, której jeszcze nie napisałem, a która nosi tytuł „Jak straciłem wzrok nie tracąc poczucia humoru”, piszę, że na początku było mi bardzo trudno, było naprawdę źle. W zaakceptowaniu sytuacji pomogli mi jednak ludzie dobrej woli. Szybko też zauważyłem zmiany, jakie we mnie zaszły. Straciłem wzrok, ale zaczęły mi się wyostrzać inne zmysły: słuch, dotyk aż po tak zwane widzenie fotonowe, no i węch.
Później pojawił się problem z tym, co dalej, jaką prace mam wykonywać. Borykałem się nawet z pytaniem czy by tak nie pojechać do Francji i nająć się do wyszukiwania trufli.
Według relacji Ninji, czuł, że kilka osób siedzących w pobliżu bliskich było eksplozji śmiechu. Ta jednak nie miała miejsca.

2 KOMENTARZE

  1. Moim zdaniem największy problem tkwi w budowaniu poczucia własnej wartości w ludziach z niepełnosprawnościami oraz wyzbywanie się przez nich oraz ich rodziny kompleksów i wstydu. We Wrocławiu znam rodzinkę, która mieszkała z nami prawie po sąsiedzku (następny blok). Znaliśmy ich zawsze jako 2+2. Po 15 latach mieszkania na wspólnym osiedlu, dowiedzieliśmy się, że ich najstarszy syn (wówczas 20 letni już chłopak) jest niepełnosprawny i również mieszka z nimi… To był szok. Zupełnie odizolowany, nigdy nie wspominany w rozmowach przez swoich rodziców, nikt nie wychodził z nim nigdy na podwórko na słońce… Myślę, że to jest najgorsze. Zawstydzenie i izolowanie ludzi z niepełnosprawnościami. Czy „państwo” lub „gmina” mogą zmienić naszą mentalność? Czy rzeczywiście chodzi tylko o pieniądze, architektoniczne udogodnienia, itp.?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ