Niemcy? Nie, no daj spokój…

1
25

Niemcy? Nie, no daj spokój…

Inspiracja. W lądeckim centrum kultury spotkałem koleżankę. Na stole leżały plakaty, przaśne jak ich temat: poszukiwanie muzycznych mistrzów tradycji, realizacja warsztatów dla nich, może jakiś zapis… nie pamiętam. Doszło do wymiany poglądów.

Niemcy? Nie, no daj spokój…

Inspiracja. W lądeckim centrum kultury spotkałem koleżankę. Na stole leżały plakaty, przaśne jak ich temat: poszukiwanie muzycznych mistrzów tradycji, realizacja warsztatów dla nich, może jakiś zapis… Warsztaty dla mistrzów… Nie pamiętam. Doszło do wymiany poglądów. Pomijając zbędne w tym momencie elementy rozmowy, stanęło na tym (rzecz jasna wyssałem osnowę):
Koleżanka: Warto pielęgnować tradycję. Ale to niełatwe.
Ja: Owszem, cholernie trudne.
Koleżanka: Tak, bo nie są popularne te pieśni.
Ja: Zgoda, ale gdyby sformatować taki tradycyjny kawałek i puścić go tysiąc razy w radiu, stałby się przebojem chyba. Nasza kultura nie jest tworzona, tylko produkowana. A ostatecznie o jakiej tradycji mówisz?
Koleżanka: No, o naszej, tej przywiezionej ze Wschodu.
Ja: I tutaj pies pogrzebany. Rzecz w tym, że nie mamy szans na pielęgnowanie tej tradycji.
Koleżanka (nieco większe oczy):… .
Ja: Widzisz, to tradycja starych, tych co dzisiaj trójkami wychodzą z Baru Świat, rzucają z łatwością palenie i picie.
Koleżanka (wyraźne objawy obstrukcji w minie): Co masz na myśli?
Ja: To tradycja naszych dziadów, już nawet nie rodziców. My sami, nasze pokolenie, z tamtą tradycją mamy wspólne tylko jakieś rysy nawyków. Ja tego nie zwałbym tradycją, to jakiś szczątkowy obyczaj, mikroelement tradycji. To jakby Papuas był w Pikutkowie Górnym, rozejrzał się i powiedział: no proszę, a więc to jest Polska. Jeśli tradycja jest czymś specyficznym, co powstaje między ludźmi, to wydaje mi się, że spoiwem, że elementem wiążącym jest miejsce, w którym ta międzyludzka relacja się wydarza. Słowem, tradycja jest dla mnie nieodmiennie powiązana z miejscem, w którym powstaje. Podejdźmy do tego z innej jeszcze strony i odpowiedzmy na pytanie na co komu potrzebna tradycja? Otóż, jak sądzę, wartość tradycji leży w tym, że konstruuje ona naszą tożsamość, konstruuje jakąś elementarną część naszego poczucia bezpieczeństwa w tym świecie, czegoś w rodzaju domu, do którego stale się odnosimy w momentach zagrożenia. A z drugiej strony nadbudowuje coś, co można nazwać patriotyczną dumą. Mówiąc krótko, wschód, nasz wschód to dla mnie nie tradycja, ale sentyment i to do świętej pamięci dziadków i rodziców, nawet nie do wschodu.
Koleżanka: Czyli co chcesz powiedzieć?
Ja: Czyli chcę powiedzieć, że jeśli my, urodzeni tutaj w Hrabstwie Kłodzkim, chcemy tworzyć i pielęgnować tradycję, to powinniśmy korzystać z tradycji tej ziemi.
Koleżanka (z obrzydzeniem prawie): Z Niemców? Nie, no daj spokój.
Dałem spokój. Ze stosunkiem niektórych Polaków do Niemców nie podyskutujesz.

Normalnie nie ruszyłbym tematu za cholerę, ale przerażające jest to zupełne pomieszanie nomadów nowoczesności: migrantów, emigrantów, imigrantów. O co, do cholery, chodzi? Bezmyślnie szafują treściami, których w ogóle nie rozumieją.
W istocie wszystkie narody przenoszą tradycję ze sobą, jednak w nowych miejscach ulega ona poważnym modyfikacjom, a na ostatku – w którymś pokoleniu imigrantów – zupełnej sekularyzacji i późniejszym odnowieniu stosowynym do miejsca. Ostatecznie trzeba też pamiętać, że rozmawialiśmy o tradycjach regionalnych, a nie tych, które można widzieć szerzej, jak narodowe czy religijne.

1 KOMENTARZ

  1. A co ja mam powiedzieć, Polak i Niemiec w jednej osobie…? Spokoju nie mogę dać. Wiem, mógłbym przemilczeć, nie zaakceptować… (!?) – no i proszę, znowu poddaję się tej idiotycznej atmosferze, używam takich właśnie słów, których oczekują wyznawcy narodowych waśni. Zaakceptować? A co tu jest do akceptowania? Czy to może jest choroba jakaś? DNA Niemca różni się od polskiego DNA? Może mam bruzdę dotykową?

    Jakiś czas temu w Holandii pewne antyimigracyjne ugrupowanie stworzyło stronę internetową, na której obywatele Holandii mogli “zgłaszać skargi i zażalenia na zachowanie imigrantów zarobkowych z Europy Środkowo-Wschodniej”. Korciło mnie, żeby zgłosić taką skargę. Nie jako obywatel Holandii oczywiście, lecz jako obywatel Niemiec, chciałem uprzejmie zadenuncjować obywatela Polski, który nie tylko, że ma moją pracę, ale w dodatku wyjada mandarynki z mojej lodówki, jeździ moim samochodem i sypia z moją żoną. Mało tego, ilekroć rano patrzę w lustro, widzę jego polskie ryło. Kilka razy udało mi się w nie porządnie przywalić, ale… dałem spokój. Bolało jak cholera.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here