Pocztówka z wakacji. Najbrzydsze miasto Polski i Jasna Góra

1
229

Pocztówka z wakacji. Najbrzydsze miasto Polski i Jasna Góra
Do Częstochowy wjeżdżamy od południa, drogą spod Dąbrowy Górniczej. W zasadzie droga ta powinna stanowić unikalny zabytek poprzemysłowy i znaleźć się na liście największych tego typu atrakcji turystycznych w Polsce.

Do Częstochowy wjeżdżamy od południa, drogą spod Dąbrowy Górniczej. W zasadzie droga ta powinna stanowić unikalny zabytek poprzemysłowy i znaleźć się na liście największych tego typu atrakcji turystycznych w Polsce. – A dzisiaj, kochany wnuczku, przejedziemy się trasą zbudowaną za czasów towarzysza pierwszego sekretarza Edwarda Gierka – to były czasy! – i wiedz, że droga ta była wówczas czymś w rodzaju prawdziwej Polskiej Autostrady.

Co do mnie – kiedy tylko wyprzedzamy jakiegoś tira – dostaję ataku paniki, który objawia się kurczowym zaciskaniem uchwytu nad drzwiami pasażera, z trudem opanowuję chęć złapania go również lewą ręką. Jazda na zimny łokieć wykluczona.

Iza tymczasem zdaje się być zadowolona sunięciem po wąskiej, pofałdowanej taśmie asfaltu. Wspomina, że w jej młodości była to jedyna trasa szybkiego ruchu łącząca Górny Śląsk z wybrzeżem Bałtyku. W jej głosie pobrzmiewają echa sentymentalnych wspomnień, zapewne o pobytach nadmorskich i latach grzesznej młodości. Tylko nie wiem skąd ten Górny Śląsk, skoro Iska jest spod naszego, dolnośląskiego Zagłębia Miedziowego.

Częstochowa jest brzydka od pierwszego billboardu aż po ostatni. Jeśli zorganizowano by jakiś konkurs najbrzydszych polskich miast, Częstochowa znalazłaby się w pierwszej trójce, a piszę tak tylko dlatego, że nie znam wszystkich polskich miast. Osobiście nie widziałem brzydszego miasta, nawet Bytom jest ładniejszy. Fakt, nie dotarliśmy do ścisłego centrum miasta Częstochowy, jakiegoś rynku, czy starówki, minęliśmy je jadąc do cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem Jezus, a spod niego do Wrocławia. Ale też nie planuję odwiedzać częstochowskiego centrum – dla pewności zaraz po powrocie przejrzałem galerie zdjęć w internecie i nie znalazłem ani jednego, na którym rzeczywiście chciałoby się oko zawiesić.

Najpierw ohydne przedmieścia, zupełny bałagan, jakbym wjeżdżał do Poznania w 1989 r. Obskurne posesje z mieszkalnymi kwadratowymi bunkrami, połączone z koszmarami warsztatów i fabryczek: składy półfabrykatów i odpadów, obdarte, osypujące się z tynków mury, brudne okna. Wszystko to jakby podparte dziesiątkami reklamowych tablic, rozwieszonymi na płotach banerami i przybitymi do ścian billboardami, które stworzyli w pocie czoła niewidomi graficy komputerowi lub domorośli artyści wycinający folię samoprzylepną starym cygankiem.

Później zaczynają się szpetne stare blokowiska, szczerbate krawężniki, dziurawe chodniki, zaniedbane „tereny zielone” i trawniki. Bliżej centrum Częstochowa ma znowu charakter miasta przemysłowego, ale nie ma to nic wspólnego z przemysłową, proletariacką zabudową, jaką moglibyśmy sobie wyobrazić przywodząc na myśl raz jeszcze Bytom, lub tym bardziej poniemiecki Wałbrzych. Wysokiej, metropolijnej zabudowy jak na lekarstwo, wszystko jakieś pokurczone, zaschnięte, karłowate. Wszędobylski bałagan jest uderzający do tego stopnia, że na mieszkańców miasta przemierzających trotuary, patrzę ze współczuciem, bo jak można żyć na co dzień w czymś takim?
Parafrazując poetę, powiem, że Częstochowa to miasto, w którym czas przystanął. Wiele polskich miast wyglądało podobnie jakieś… dwadzieścia lat temu. Po prawdzie w Częstochowie brakuje tylko faweli, które spływałyby łagodnie po stokach Jasnej Góry wprost w te wszystkie parcelki, opłotki, między warsztaciki.

W końcu zbliżamy się w pobliże Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej. Na Jasnej Górze i w jej pobliskich okolicach panuje prawdziwy wyrój pielgrzymów. Parkingi zawalone samochodami, na ulicach kręci się wiele mniejszych lub większych grup pątników, z flagami, megafonami, wózkami z dyszlem, obwieszeni identyfikatorami, okolicznościowymi butonami, takimi samymi chustkami, ba, widziałem nawet małą grupę, w której młody człowiek niósł krzyż, jak zazwyczaj niesie się na przedzie konduktu pogrzebowego. Coś wspaniałego!

Po nieudanych próbach pozostawienia samochodu u stóp wzniesienia, zaparkowaliśmy na pochyłej ulicy, dość blisko tylnej bramy jasnogórskiej, zwaną Jana Pawła II. Jak się później okazało pod zakazem i albo Przenajświętsza Panienka miała nad nami pieczę, albo policja w tym okresie nosiła w sercu miłosierdzie, bo po powrocie nie zastaliśmy mandatu za wycieraczką, ani blokady na kołach pojazdu. Z drugiej strony było już koło osiemnastej, zapewne więc i ruch uliczny, i ruch pielgrzymów zmniejszał się, więc i ilość funkcjonariuszy musiała zmaleć. Żałowałem trochę tej pory, zapewne z ulic zniknęła większość kramarzy, a tak marzyłem o zakupie plastykowej figurki Matki Boskiej ze święconą wodą w środku – nic z tego, na rogu rozłożony był tylko jeden handlarzyna, z obrazkami, pośród których przeważały różne odmiany wizerunku naszego św. Jana Pawła II, albo świętego Karola Wojtyły, w końcu nie wiem który jest uświęcony. Ach! Już sobie wyobrażałem ten jarmark cudów odpustowych, już zatęskniłem za dzieciństwem dawno utraconym i tamtymi odpustami. A może i dobrze, żeśmy się spóźnili? Może dzisiaj nawet tutaj, na najświętszej polskiej górze rządzi tandetna chińszczyzna? Lepiej tego nie wiedzieć.

Trzy tygodnie wcześniej byliśmy z Izą na Woodstocku i teraz, im bliżej bramy docieraliśmy, tym wyraźniej też do mnie docierało, że znowu mam do czynienia z niezwykłym fenomenem społecznym, że znowu jestem na Woodstocku, tym razem na katolickim Woodstocku. Wnet również wyszło na jaw, że te tłumy stąd się wzięły, iż nazajutrz jest Święto Matki Boskiej Częstochowskiej, więc raz, że spora ilość pieszych pielgrzymek na celu miała znalezienie się tutaj w tym terminie, dwa, że inna, olbrzymia grupa dotarła z pewnością nie tylko własnymi samochodami, ale również pociągami i pekaesami.

Przy bramie Jana Pawła II zaskoczył nas intensywny zapach moczu bijący z pobliskiej toalety, do której ciągnęła się spora kolejka. Kiedy wyszliśmy na niewielki plac, mają przed sobą kaplicę i kościół, zdziwiły mnie zabudowania mieszkalne. Dobrze odrestaurowane, schludne budynki i dziedziniec przypominały mi trochę Katedralną na wrocławskim Ostrowie Tumskim, bez przepychu, ale ze sznytem dostatku.

Do świętego obrazu poszliśmy za tłumem. W niezbyt dobrze oświetloną kaplicę, zgodnie z określonym kierunkiem ruchu przemieszczały się setki osób, nie miałem ochoty na spacer w tym ogonku pełznącym z lewa na prawo pod czujnym okiem jakiegoś brata paulina, który klepał, niczym groźny kustosz, jakieś formułki na temat zachowania pielgrzymów. Obrazek Przenajświętszej Panienki z Dzieciątkiem Jezus na ręce widziałem więc z odległości jakichś piętnastu metrów. Podobały mi się za to wotywa, którymi poobwieszane były ściany, odznaki jakieś, laski, kule, ciekawy zbiór różnorakich precjozów. Trochę jak na tych matach słomkowych z dzieciństwa, choć lasek na nich nie wieszaliśmy.

Kilka minut później znaleźliśmy się w bazylice, znacznie przestronniejszym miejscu z ołtarzem, który zrobił na mnie spore wrażenie. Tutaj już usiedliśmy, ludzi było zdecydowanie mniej, choć stale przetaczali się jak przez dworzec kolejowy w godzinach szczytu.

Potem wyszliśmy na zewnątrz i zrobiliśmy jakieś kółko wychodząc na błonie, gdzie kłębiły się tłumy jeszcze większe – odbywało się jakieś nabożeństwo.
Tutaj, na zewnątrz, przy błoniach właśnie, obiekty nie wyglądały już tak dobrze, po prawdzie, wyglądały marnie. Miałem wrażenie, że mury zostały pobiałkowane na szybko, przykryte powłokami farby, byśmy nie mogli dostrzec kiepskiej jakości tynków, grzybów i liszajów wilgoci. Do tego gdzieniegdzie pojawiały się jakieś tandetne tablice z wizerunkami Jana Pawła II – jakieś to były byle jakie plakaty przyklejone do płyt pilśniowych – i niezbyt estetyczne tablice informacyjne. Nie wyglądało to dobrze, bliżej stąd było do Częstochowy niż na Jasną Górę. Sanktuarium jednak podobało mi się. Jakoś tak, ot, lubię takie miejsca.

W końcu zdecydowaliśmy się przedrzeć w drogę powrotną do samochodu. Za bramą tłum był jeszcze większy, mimo że było już po 19.00. Kilka minut później znaleźliśmy się na uliczce biegnącej w dół i odkrywszy z zadowoleniem brak mandatu odjechaliśmy na zachód wciąż brzydkimi ulicami miasta Częstochowa.

1 KOMENTARZ

  1. A z jakiegoż przepięknego miasta pochodzi autor? Chyba tam wszystkie budynki mają marmurowe elewacje,a trawa każdej nocy odmalowywana na zielono żeby bylo przepięknie. Niestety Częstochowę zasmiecają tacy jak on przyjeżdżający, przychodzący na J.G.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here