Morze Sargassowe

0
27

Dzień 19.
Niespełna kwadrans na 9.00.
Total confirmed: 860 181 (US – 189 624, It – 105 792)
Total death: 42 345.
Wp.pl:
Zarażeni: 2347,
Zgony: 35.

Cytat dnia, tygodnia, miesiąca.
Łukasz Gołąbek: Nie wiem co jeszcze musi się stać, żeby ludzie skumali, że nie ma w Polsce żadnej prawicy ani lewicy i nigdy nie było. Są ośmiorniczki, burdele, skoki i amber goldy. Jedno koryto i świnie podchodzące do niego z różnych stron.

Iza pojechała do fabryki. W domu panuje błogi spokój. Idealny klimat na pracę, tylko jak pracować, skoro w ostatnich tygodniach cisza nie jest tutaj naturalna. Jest wybiciem z codziennego rytuału tych godzin, gdy Iza siedzi już w salonce i prowadzi sieciowe telekonferencje z kontrahentami, a dzieci co pół godziny wydostają się Bóg wie po co ze swoich pieczar i gadają przy tym na okrągło. Ta flauta jest wspaniała, ale chyba mnie nazbyt ogłusza, obezwładnia. Jakbym zdryfował na Morze Sargassowe.

Dzień 20.
Stuknęła 9.50.
Total confirmed: 938 373 (US – 216 722, It – 110 574)
Total death: 47 273.
Wp.pl:
Zarażeni: 2554,
Zgony: 43.

Co do mojego wina, to może i przekombinowałem (choć Iska twierdzi, że mi „naprawdę niezłe wyszło”), ale gdy idzie o procenturę warto było. Pięknie pracuje, nie ma co! Będzie koło 14 voltów, słowem, potrafi pozamiatać nie gorzej niż porządna rioja.
Pisząc o swoim niewątpliwym dziewiczym sukcesie winiarskim, cierpię jednocześnie, choć ufam, że przedwczesne to katusze. Rzecz w tym, że już przy pierwszym przetaczaniu mojego pysznego wina, rozpocząłem proces terroryzowania Izy, której rodzina uprawia w Niemczech te wspaniałe owoce, żeby mi od nich przywiozła wiosną sadzonki, które wpuszczę na tutejsze piaski w maju. Istnieje rosnące prawdopodobieństwo, że moje plany wezmą w łeb. Wkurza mnie ten koronawirus jak nie wiem co!

W tych dniach rozkochuję się w talencie First Lady of Song Elli Fitzgerald. Niesamowite, że dotąd nie zbliżyłem się do jej twórczości. Gdzieś ta Ella przelatywała w składankach, w przypadkowo zasłuchanych z radia hitach, na imprezach, ale dopiero teraz poznaję jej głos bliżej, pełniej. Naprawdę jest czego słuchać.

Dzień 21.
Mamy 10.30.
Total confirmed: 1 017 693 (US – 245 573, It – 115 242)
Total death: 53 179.
Wp.pl:
Zarażeni: 3149,
Zgony: 59.

O poranku – pisałem do 3 w nocy, więc wybaczam sobie, że była przed 10.00 – obudził mnie telefon od Pawlika. Długa rozmowa na wiele tematów. Dla mnie najważniejszy był motyw tekstu do sztuki, który rzeźbię, bo gdy sprzedałem Pawłowi kanwę całego przedsięwzięcia, ten bardzo się ucieszył i namawiał mnie do kontynuowania roboty dokładnie w tym kierunku.

Pawliczek w ostatnich dwóch latach reżyserował moje wypociny w Kinoteatrze. W naszym spotkaniu w tej przestrzeni szczególnie istotny był dla mnie moment pracy na tekstami, które dostawał, która z jego strony polegała zasadniczo na wycinaniu kolejnych moich zdań. Już za pierwszym razem wyrzucał mi, że przegaduję. Za drugim posiedzieliśmy – wspólnie z Karoliną – dużo dłużej nad scenariuszem, ale i w tym wypadku ofiarą Pawła padły spore partie tekstu. Czy miałem do niego jakiekolwiek pretensje? Nie. Po pierwsze dlatego, że skończony tekst przestaje być moją własnością. Po drugie dlatego, że kanwa to jedno a robota reżysera to coś innego. – Twoje teksty są za bardzo literackie a za mało teatralne – zwykł mawiać Pawlik.
Przez moment miałem do siebie pretensje w przypadku ostatniej sztuki, że znowu przegadałem i chłop wykonuje dodatkową robotę. Zapomniałem, że ustaliłem sobie wcześniej, iż nie zamierzam się ograniczać do tego, co dla dzisiejszego teatru jest prawdopodobnie stałą praktyką (zauważyłem podczas swoich nielicznych eskapad do Dramatycznego w Wałbrzychu, że aktor nie wypowiada dzisiaj swojego kwestii, ale napierdala tekstem przerzucając się nim z partnerami jak w chińskim ping-pongu; wydaje mi się, że teatr ten chce gonić za filmem, ma być wartki, dynamiczny itd.) i nie ma w tym mojej przekory lub złośliwości wobec reżysera, wydaje mi się bowiem, że literackość tekstu może tworzyć szersze ramy interpretacyjne. Nie wiem też, czy nie staję tutaj w obronie czytelnika, ignorując lekko widza. Zawsze lubiłem czytać teksty sztuk zaopatrzone w rozbudowane didaskalia.
Tak czy inaczej rozmowa z Pawliczkiem bardzo mnie podbudowała, na tyle, że dopisałem prawie natychmiast kolejne dwie stroniczki. Nie wiem czy idzie to w dobrym kierunku, ale jak powiadają łatwiej kijek ocieńkować niż go pogrubasić. Co zaś do Pawlika, to pozostaje jedną z ostatnich osób, z którymi mogę jeszcze porozmawiać o sztuce. Większość dawnych interlokutorów utonęła zupełnie w kloace taniej popeliny.

Koło 15.00 pajace z rządu ogłosili zakaz wejścia do lasów na terenie całego kraju. Spod zakazu wyjęci są myśliwi, z czego wnoszę, że pisiory kontynuują w kolejnym obyczaju chlubne tradycje komuchów, tamci aparatczycy pasjami uwielbiali polowania. Z jednej strony była to dla partyjniaków sarmacka dystynkcja, z drugiej miejsce i czas wielkiego żarcia, ochlaju oraz „załatwiania” interesów. Nie ma co, to był jednak etos!
I Sekretarz PIS, towarzysz Kaczyński pewnie nie partycypuje w tego typu zabawach, ale przypomnijmy sobie ile dzisiejszych decydentów w tej organizacji było kiedyś beneficjentami PZPR-u.
Skurwysyny!
Miałbym w dupie to faszystowskie rozporządzenie, ale prawie codziennie chodzimy z Izą po lesie. Chodziliśmy. Teraz pozostaje nam dreptanie po wsi, tutaj jednak pojawia się pewien szkopuł. Mankamentem spacerów po uliczkach osiedli domków jednorodzinnych w miastach i ich aglomeracjach satelitarnych oraz po wioskach są psy. Z pewnością w innych okolicznościach stworzenie boże pozostaje sympatycznym czworonogiem, łaszącym się humanofilem, wpuść jednak gudłajca w ogrodzenie, w którym jest osobnikiem alfa, a dostaje pierdolca zupełnego, widząc przechodnia wpada we wściekłość, w amok, ujada, skacze na siatkę, toczy pianę z mordy. Spacer w takich okolicznościach przyrody przypomina przejście przez pole min dźwiękowych. Do tego jaką masz gwarancję, że ten lub inny, ostry jak nóż sprężynowy, amstaff nie przeskoczy wreszcie płotu, który cię od niego dzieli?

Dzień 22.
Mamy 10.15.
Total confirmed: 1 119 109 (US – 278 458, It – 119 827)
Total death: 58 955.
Wp.pl:
Zarażeni: 3503,
Zgony: 73.

Sobotni poranek, pochmurny i ciepły.
Wczorajszego wieczoru włączyliśmy miniserial „Unorthodox”, poszły cięgiem 4 odcinki. Film byłby doskonały w pojedynczej, przyciętej wersji, w odcinkach często się rozłaził. Problem chyba w tym, że scenarzysta za dużo chciał wyciągnąć z tej historii. Mamy tutaj wątki sensacyjne, religijne, miłosne, psychologiczne, etnologiczne, ale każdy z nich liże zaledwie powierzchnię tematów, za które się zabiera. Niczego szczególnego nie dowiedziałem się o chasydach, wątek gangusa pejsiarza rozpłynął się jego nieudacznictwie, historia rozpadu małżeństwa z powodu „pochwicy” i kochanej mamusi wydaje mi się być dość błahym tematem i nie mogę jakoś do końca uwierzyć, że główna bohaterka do 18-ego roku życia nie odkryła, że ma dwie dziurki między nogami, tym bardziej, że jest to opowieść o dziewczynie z nieprzeciętnym temperamentem i olbrzymią wrażliwością sensualną.
Film wart jest jednak zobaczenia z powodu Shiry Haas. Jej specyficzna uroda, którą kamera kocha i niemały talent aktorski są w moim przekonaniu głównym motywem filmu, reszta – cały zestaw intryg i mniej lub bardziej bladych postaci – to tylko przyczynki do zaciągnięcia na plan tej czarującej, choć też z sylwetki jakoś karykaturalnej, Izraelitki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ