Miasteczka, w których czas przystanął

3
23

Ktoś niedawno wrzucił na demotywatory mem tyczący umierającego Lądka-Zdroju. Autor dzieła, stwierdza tylko coraz wyraźniej widoczny fakt. I prawda ta dotyczy także sąsiedniego Stronia Śląskiego. Ale czy to naprawdę źle, że Stronie i Lądek wyludniają się coraz bardziej? Czy nie jest to nieodległa przyszłość całej prowincjonalnej Polski?

Ktoś niedawno wrzucił na demotywatory mem tyczący umierającego Lądka-Zdroju. Autor dzieła, stwierdza tylko coraz wyraźniej widoczny fakt. I prawda ta dotyczy także sąsiedniego Stronia Śląskiego. Ale czy to naprawdę źle, że Stronie i Lądek wyludniają się coraz bardziej? Czy nie jest to nieodległa przyszłość całej prowincjonalnej Polski?

Byłem w ostatni weekend w Lądku i przechodziłem też po wielokroć uliczkami Stronia. Owszem, pogoda była zmienna jak kobieta przed pełnią księżyca, ale ostatecznie był to długi weekend, na który ludziska z miast uciekają teoretycznie w takie właśnie miejsca.

Długi weekend, dwa turystyczne miasteczka i dupa blada, w zasadzie pustki.

Lądek odwiedziłem w nieco chłodny piątek, w Parku Zdrojowym zobaczyłem razem do kupy może dwadzieścia osób. Koncert w „Kinoteatrze”, grał zacny jazz funkowy band, frekwencja koło dwudziestu osób, może mniej. Później usiadłem w „Golden Cup” na tarasie, mając obok „Casablankę”, „Mariannę”, u góry „Kaprys”, w oddali „Aleksandra”, „Klub Zdrojowy” i co tam jeszcze. Piątkowy wieczór, owszem, na miejscu impreza prywatna, u góry napierdziela disco polo, ale uliczki wymarłe, od czasu do czasu przejdzie kilku kuracjuszy lub pojedynczy miejscowi, a niżej przy Kościuszki lokalni penerzy zrzucają się na nalewkę.

W sobotę w te i we wte przemaszerowałem Stronie. Usiadłem u Sylwuni w „Małej Czarnej”, zjadłem żurek u „Prezia”, pizzę w „U Prezesowej”. Ruch był wściekły, owszem. Ale samochodowy. Kilka setek wielbicieli downhilla (w niedzielę był Puchar Polski w DH) przeleciało przez Stronie, zatrzymując się co najwyżej przy Biedrze, Dino lub koło Dylasia, by kupić browce i wódę; jedzenie mają wykupione w pensjonatach poza Stroniem. Poza tym w Stroniu jeszcze puściej, niż w Lądku, od czasu do czasu młode rodziny z dziećmi przemierzają spacerkiem miasteczko; penerów zaś tutaj zdecydowanie mniej niż w pobliskim kurorcie.

lądek

A zatem martwota, bezruch. Zwróćcie przy tym uwagę, że mam na myśli miasteczka, nie wsie, które – szczególnie w Gminie Stronie Śląskie – jakoś sobie radzą.

Czy jednak twórca komentowanego na fb demotywatora ma rację? W żadnym wypadku!

Po pierwsze to nie mam pojęcia dlaczego w takich miejscowościach po ulicach mają krążyć tłumy, a pośród nich te piękne dziewczyny. Wprost przeciwnie – nie powinny krążyć. Bądźmy szczerzy, ewidentnie polityka naszych władz państwowych (wszyscy oni są siebie warci, partyjniaki cholerne!) zmierza ku temu, by Polska sukcesywnie się wyludniła, szczególnie polska prowincja. Wkrótce w gminach, jak nasze, pozostaną tylko absolutnie syci i szczęśliwi urzędnicy, którzy będą zarządzać niewielką społecznością emerytów i inwalidów; z niedużym ruchem turystycznym właściciele bazy poradzą sobie sami, ważne, żeby podatki płacili. Cóż, nie darmo ludowi powiadali, że rybka psuje się od głowy. Na tym przepięknym morzu pustostanów, pozostaną wielkie miejskie aglomeracje i nieliczne enklawy całosezonowych kurortów turystycznych oraz zachwycone kluby ekologów, którzy nie będą już musieli przypinać się łańcuchami do drzew – puszcza na powrót pokryje Polskę wspaniałym borem. Czyż nie jest to piękna wizja?

Ale żarty żartami, a tendencja jest widoczna. Nie można mieć zatem pretensji zbytnich do naszych lokalnych, samorządowych włodarzy. Z drugiej strony miasteczka nasze wyglądają tak samo, lecz z różnych powodów, bo i polityka władz w obu przypadkach jest i musi być różna.

Weźmy naprzód Lądek. Ja to – poza jego dochodami – szczerze współczuję Kazikowi Szkudlarkowi. Psy na nim wieszają mieszkańcy, narzekają, marudzą, a co on może? Myślicie, że łatwo jest zarządzać miastem, którego większa połowa nie do was należy, a podatki stamtąd też takie jakby kot napłakał, albo żadnych. Wiecznie się psioczy, że amfiteatr w rozkładzie, kompleks zdrojowy w rozsypce, czyli naturalne centrum zdroju leży i kwiczy. Ale czy to wina Szkudlarka? Przecież nie miasto jest właścicielem zdrojowych przybytków. Ba! Od kiedy Łukasiewicz dyrektoruje w CKIR wydatnie zwiększyła się ilość imprez. Jak zaczynają w kwietniu, to kończą w październiku i są przy tym bezlitośni – co tydzień akcja! Problem w tym, że nie ma komu na te imprezy chodzić. Lądczanie, którzy chodzili powyjeżdżali, a kuracjusza nie skusisz łatwo na bujanie się do Rynku, gdzie siłą rzeczy trzeba było przenieść ważniejsze imprezy, bo jak rzekłem, zdrojowe obiekty są w ruinie.

Teraz trochę więcej o Stroniu, bo i sytuacja tutaj bardziej skomplikowana. Przed ostatnimi wyborami w 2010 r., opublikowałem na łamach „Halogen News” artykuł „Hobbici bezradności”, w którym pisałem o ubezwłasnowolnieniu lokalnej Rady Miejskiej przez silne rządy burmistrza Łopusiewicza. Po artykule usłyszałem nawet od kogoś, że jedna z ówczesnych radnych wyraziła niejakie zdziwienie moim tekstem. Cytuję: „Jak ten kutas mógł tak o nas napisać?!” Nie skłamię i powiem, że ucieszyło mnie to zainteresowanie artykułem. Raz, że okazało się, iż radni potrafią jednak czytać ze zrozumieniem, dwa, bo mało kto jakkolwiek odpowiada na moje wypociny. Od tego czasu nic się nie zmieniło, Rada Miejska Stronia Śląskiego dalej jest w mocy absolutnej naszego Gandalfa Szarego. Innymi słowy, burmistrz Łopusiewicz w dalszym ciągu może skutecznie uprawiać własną politykę. I bardzo dobrze! I niech mnie kule biją: jeśli będzie startować w tegorocznych wyborach, to z pewnością wygra po raz szósty! I ja z całą pewnością zagłosuję na niego, bo przecież w końcu pojąłem, co się tutaj dzieje i jak wizjonerską politykę uprawia nasz burmistrz, który zrozumiał zamierzenia kolejnych parszywych polskich parlamentów i rządów.

Dla mieszkańca Stronia i Lądka bowiem hasło „turysta, jako źródło dochodu”, odwróci wkrótce zupełnie swoje znaczenie, skoro ten (z całym szacunkiem dla emerytów i rencistów) mieszkaniec sam zamieni się w turystę odwiedzającego ten teren w Boże Narodzenie i we Wszystkich Świętych na groby.

A swoja drogą naszym miasteczkom turysta wcale nie jest potrzebny, bo i na jakiego czorta? Będzie się taki panoszył po ulicy, hałasował i śmiecił. Ten turystyczny motłoch należy rozesłać po naszych ślicznych wioskach, rozczłonkować, podzielić, osłabić, bo kiedy w rozsypce jest, to znacznie spokojniejszy. Najwyżej nawali się z nudów w pokoju wiejskiego pensjonatu, albo przy ognisku i pójdzie sobie spać, a rano pogna znowu na narty. Pal sześć, że już tutaj nie wróci, bo takich gór, jak nasze w samej Europie jest na pęczki i w wielu z nich znajdzie atrakcje, które go zadowolą. Nie ma się czym martwić, w końcu na planecie mamy z siedem miliardów potencjalnych turystów. I rodzą się stale nowi. To samo z kuracjuszami, niech siedzą w uzdrowiskach i nie ruszają się w żadnym wypadku do miejskich części, bo i po co miasto ma płacić za pasożyta, co nawet podatku do kasy nie dostarczy.

Więc to ma sens! Ja sam wciąż narzekam na morawkowskich kosiarzy i pilarzy, ale jakbym narzekał, gdybym schodząc do miasta, czy będąc w Lądku, musiał przedzierać się przez tłum rozwrzeszczanych, zadowolonych z życia szpanerów i snobów? Na samą myśl uszy mnie bolą od tego co bym każdego dnia wypisywał. I ja wcale nie żartuję! Bo to jest wizja, to jest konkretna i sensowna strategia.

Ludzie, nie wygłupiajcie się, łopamintajcie się i łopanujcie! Chcecie mieć w Lądku i Stroniu kolejne Zakopane, kolejny Karpacz, Szklarską, następny Kraków lub Wrocław? Przecież nie po to mieszkamy w małych miasteczkach, by robić z nich cholerne turystyczne mekki! Do takich miejscowości się jeździ, ale żeby w nich mieszkać? W życiu Romana!

Jeden z największych w Polsce macherów od polityki socjalnej w trzecim sektorze, Robert Drogoś, sprowadził się do Stronia z Wrocławia i odnalazł tutaj swój raj na ziemi. Pół tygodnia zasuwa we Wro, a drugie pół spędza w Stroniu, ciesząc się jego atrakcjami. Robert lubi powtarzać: „A po co mi tutaj ci cholerni turyści, tylko się panoszą, hałasują i śmiecą. Bez nich mam spokój i nikt mi w sklepie w kolejce nie stoi…”

Dwa miasteczka, w których czas przystanął. Jak w powiastce pana Bogumiła Hrabala. Pasuje mi. A twórca mema niech się do San Remo wyniesie, jak mu Lądyn nie pasi, tam dziewczyn ponoć ile wlezie, chamstwa i patologii zaś tyle, co brudu za paznokciem.

3 KOMENTARZE

  1. Świetnie to ujołeś.Ztekstu dowiedziałem się że w naszych miastach po staremu i żadna siła tego nie zmieni a szkoda,wielka szkoda

  2. Panie Tomku, pisze Pan bardzo ciekawe rzeczy w nieciekawy sposób. W Pańskim stylu pisania przeplatają się metafory, porównania oraz, niestety, kolokwializmy, które nie wpływają na całość dość korzystnie – pewnie chodziło tutaj o swobodę wypowiedzi. Mimo wszystko tekst bardzo ciekawy, jestem tu pierwszy raz i na pewno będę zaglądać częściej. Pozdrawiam serdecznie!

    Droga Pani, dziękuję za wizytę w tym miejscu i zapraszam 🙂 co do kolokwializmów, doskonale wyczuwa Pani konwencję 🙂 (wyższy wpis jest ich pozbawiony 🙂 Pozdrawiam serdecznie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ