Kończąc książkę

0
27

Kończąc książkę

Zebrałem się w piątek, zgodnie z umową, w podróż do Wrocławia. Mieliśmy z Izą wybrać się do Vertigo, ot, upić z ludźmi przy dobrej muzyce.
Wszystko miałem poukładane: z roboty wychodzę na autobus 15.10, w domu uporam się centralnym ogrzewaniem, spakuję lekko i do pekaesu. Na przystanku okazało się, że nie ma transportu o tej godzinie, Podroznik.pl ma niepełne informacje. Nie wiedziałem jak ratować sytuację: Iska będzie niepocieszona na moje spóźnienie. Po kilku chwilach na myśl przyszedł Adamek, więc mimo niechęci – facet ma problemy na głowie – zadzwoniłem. Zalegał akurat na „Dżamce”, ale sekundy się nie wahał. Siedem minut później odebrał mnie z przystanku. Zdjąłem czapkę z głowy dla tej bezinteresowności.
Wszystko poszło gładko, choć z rozpędu nerwowo. Uporałem się z obowiązkami, pakowaniem, usiadłem nawet jak Wołodia Wysocki przed mokrą robotą. Wreszcie wybiegłem z domu na pekaes.
Stał już w dali, do której miałem koniec chodnika, parking i ulicę szybką do przekroczenia. Widziałem już kto siedzi za kierownicą.
– Cześć Tomasz – rzekłem unosząc nogę na stopień.
– Cześć Tomasz – odpowiedział. – Wrocław?
– Jasne – odrzekłem i podaliśmy sobie dłonie.
Wyjąłem pieniądze, zapłaciłem.
– I co tam napisałeś? – Pyta mnie z nagła.
Patrzę na niego i konstatuję, że mówi o Nie ma takiego miasta. Ale głośno mówi. A w autobusie sporo ludzi i jakoś mi głupio. Najpierw, bo dociera do mnie, że przecież napisałem tę książeczkę i mogę o tym mówić, nawet publicznie, kiedy on chce.
– A o Lądku-Zdroju ta historia, te historyjki, powiastki – odpowiadam. – U Karoliny dostaniesz. Tanio.
– O!
– Raptem piętnaście zeta.
– Ale wiesz, ja mam taki problem… – gada, kiedy ja już śmigam na tył pojazdu, na miejsce w ostatnich rzędach, które lubię.
– No? – Rzucam głośno.
– Mam taki problem, że nie mam kiedy czytać, ale też boję się czytać, wiesz – krzyczy przez pół autobusu – bo kiedy kończę jakąś książkę, to jakby kończył się świat, normalnie, mam uczucie, jakby się kończył świat.
Cztery godziny później, w Vertigo, patrzę sobie na ludzi.
Na scenę, jeszcze nieśmiało, wychodzi jazz band. Iska jest przy mnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ