Jak PIS przywraca nas na łono komunistycznej retoryki

0
13

Jak PIS przywraca nas na łono komunistycznej retoryki
Po pierwszym kwartale rządów PIS możemy już zauważyć wyraźniejszy obraz tego, co reprezentuje zwycięska partia ostatnich wyborów parlamentarnych

Jak PIS przywraca nas na łono komunistycznej retoryki

Po pierwszym kwartale rządów PIS możemy już zauważyć wyraźniejszy obraz tego, co reprezentuje zwycięska partia ostatnich wyborów parlamentarnych. Niestety, obraz ten nie przedstawia „dobrej zmiany” na lepsze rządzenie Polakami od tej, którą przez wcześniejsze 8 lat raczyli nas PO i jej PSL-wski koalicjant. Trudno dzisiaj ocenić ile straci zwykły Polak na „realizacji” populistycznego programu, pod którego sztandarami PIS zdobył tak olbrzymią władzę. Każdy rozsądny człowiek zdaje sobie jednak sprawę, że nawet na fasadowe wykonanie wymyślanych przez tę partię projektów pójdą grube miliardy złotych, których w skarbcu państwa po prostu nie ma. Kto zapłaci za te fanaberie? Z pewnością nie banki, nie wielkopowierzchniowe sklepy, ani też wielkie korporacje, które posiadają w Polsce znaczne interesy, a już z pewnością nie zapłacą za to politycy PIS. Zapłaci za to zwyczajny, ciężko pracujący Polak. Zapewne można by tutaj wyznaczyć granicę ekonomicznej wydolności eksploatowanego do cna narodu, jesteśmy jednak w tym zakresie niemożliwie twardzi, skoro tylko w ostatnim okresie byliśmy w stanie znieść ponad 40 lat komunistycznej nędzy. Wydaje się więc o wiele bardziej prawdopodobne, że kres takiej polityce gospodarczej pojawi się wraz z krachem wspomnianej retoryki i wizerunku, którymi posługuje się dzisiaj PIS.

Retoryka totalitaryzmu
Charakterystycznym działaniem propagandy komunistycznej – nie tylko w Polsce – było nieustanne wmawianie narodowi, że istnieje jakiś śmiertelny wróg, który nastaje na wszystkie zdobycze ludowej ojczyzny. W zależności od potrzeb lub trendów bloku socjalistycznego był to niedawny niemiecki okupant, amerykański imperialista, a także jak najbardziej nasz własny ekstremista; w pewnych okresach metoda ta stosowana była także w państwach kapitalistycznych, np. w USA w okresie makkartyzmu.
Dokładnie tym samym dwubiegunowym, monochromatycznym modelem retoryki posługuje się Jarosław Kaczyński i jego propagandyści. Zmienił się, co oczywiste, wróg, bo dzisiaj są nim „postkomunistyczni” beneficjenci Okrągłego Stołu i bliżej nieokreśleni wrogowie narodu, lecz styl propagandy pozostał. Posłuchajmy tylko wypowiedzi Prezesa PIS z 70. miesięcznicy Katastrofy Smoleńskiej:
– „A o tę wolność, o tę suwerenność trzeba ciągle walczyć, bo są tacy, tu wewnątrz Polski, a także na zewnątrz… są tacy, którzy podnoszą na nią rękę. Im musimy powiedzieć: nie! Być może przyjdzie czas, być może będzie to wiosna, że będziemy się musieli zmobilizować, by nasze nie zabrzmiało mocno”.
Czy słowa te nie przypominają metody, którą posługiwali się wszyscy aparatczycy od Bieruta po Jaruzelskiego? Przerażające, prawda? A co najmniej groteskowe, ale w retoryce tej jawi się swoisty geniusz polityczny Kaczyńskiego i jego przybocznych. Propaganda używana przez komunistów znajduje „dobry” odbiór w innych przestrzeniach życia społecznego.

Siła utopii
Jarosław Kaczyński doskonale wyczuwa, że olbrzymia część polskiego narodu po 25 latach od wejścia w życie kapitalizmu odczuwa coraz głębsze zagubienie i rosnącą frustrację. Kapitalizm obiecywał dostatnie, nawet komfortowe życie, gdy tymczasem trudno jest połączyć przysłowiowe końce miesiąca. Nic się zatem nie zmieniło w porównaniu z życiem w komunie, co tam, za komuny było lepiej, ponieważ tamto życie było proste: był naród i była znienawidzona komunistyczna władza. Prostota tego życia była też adekwatna do etyki chrześcijańskiej z jej podziałem na dobro i zło. Co więcej, była spójna z tradycją narodu ciemiężonego wcześniej przez zaborcę i okupanta.
Teraz natomiast Polak nie wie nawet do kogo może mieć pretensję za nędzę, w której tkwi. Jego dezorientacja rośnie też z powodu dezinformującego szumu mediów atakujących go nieustannie z każdego źródła. O zagubieniu przeciętnego Kowalskiego niech świadczy fakt, z jak olbrzymią swobodą PIS zdołał mu wmówić, iż „Polska jest w ruinie”, choć gdyby Kowalski zmusił swoje szare komórki do pracy i przypomniał sobie jak realnie wyglądało jego życie i kraj Lachów za komuny, to stwierdziłby, że dzisiaj żyje mu się znacznie lepiej, Polski zaś nie musimy się wstydzić przed żadną inną nacją.
Kaczyński wyczuwa doskonale oparte na sentymencie splątanie Polaka i oferuje mu to, czego pragnie: wspólnego wroga. Siła tej oferty jest potężna, z jednej bowiem strony świat staje się na powrót prosty, z drugiej pojawienie się wspólnego wroga prowadzi do jednoczenia się narodu, zauważmy, w oczach Kaczyńskiego, narodu wielkiego, wspaniałego, wyjątkowego.
Powiedzieliśmy po części kim według Prezesa PIS jest wróg: to „postkomunistyczne” grupy, które żerowały i żerują na polskim narodzie od upadku PRL. W ich skład wchodzą byli aparatczycy z ich potomstwem, ale także sitwa sprzedawczyków, która dogadała się z komunistami przy Okrągłym Stole. Zgodnie z metodą totalitarnej propagandy do sterowania narodem wróg wewnętrzny jednak nie wystarczy, potrzebne są również wrogie siły na zewnątrz naszego państwa. Te mamy pod ręką od wieków: Niemcy i Rosja.
W istocie Kaczyński posługuje się tutaj oczywistą utopią, a sukces tej metody opiera się na wykorzystaniu sentymentalizmu Polaków i wpajanego im od czasów romantyzmu przekonaniu o wielkości tego narodu. Ta klasyczna metoda użycia w wypowiedzi mglistego spisku wrogich wobec narodu sił należy do demagogii chętnie używanej przez polityków pod każdą wysokością geograficzną. Celem wszakże tych polityków nie jest walka z wyimaginowanym wrogiem, lecz zdobycie i utrzymanie władzy.

Funkcjonalność nienawiści
Kolejny geniusz retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy opiera się na użyciu w polityce treści nacechowanych silną emocją, oczywiście, emocją nienawiści. W ten sposób partia ta doskonale wpisuje się w powszechne dzisiaj tendencje „hejtowania” wszystkich i wszystkiego. W ten sposób partia ta jest bliska narodowi polskiemu: i ona i on nienawidzą. Naród, czy raczej przeciętny Polak, hejtuje, bo jest sfrustrowany swoją materialną sytuacją lub odczuwając zagrożenie, np. ze strony syryjskich uchodźców. Dlaczego jednak hejtuje Jarosław Kaczyński?
Bezpośrednim powodem hejterstwa Kaczyńskiego jest „zamach smoleński”, w którym stracił rodzinę i wielu przyjaciół. Nie miejsce tu, by oceniać prawdziwe uczucia Prezesa PIS, patrząc więc chłodno na całą sytuację, widzimy, że katastrofa smoleńska z osobistej tragedii wielu ludzi przekształciła się w narzędzie perfidnej demagogii polityków PIS. Każdy zdrowy umysłowo człowiek stający w obliczu dramatycznej straty bliskich – niezależnie od jej okoliczności – po upływie pewnego czasu godzi się z nią i w końcu pozwala jej odejść w odległe rejony pamięci; wszak nikt normalny nie cierpi z własnej woli. Jeśli zatem przyjmiemy, że politycy PIS pozostają przy zdrowych zmysłach, to teoria „zamachu smoleńskiego” nie jest niczym innym, jak narzędziem obrzydliwej manipulacji politycznej. Narzędziem doskonale nadającym się do wzmocnienia przekazu o nastających na Polskę wrogich siłach.
Oczywiście poza zamachowcami z 2010 r. PIS nienawidzi socjalizmu, a od czasu do czasu także Niemców, Rosjan, salonów polskiej „postkomuny” i Unii Europejskiej.

Kuźnia frazesów
Postawa narodowo-patriotyczna – na którą wciąż jeszcze nabiera się spora część elektoratu – jest następnym narzędziem demagogii politycznej w rękach PIS. Jakżeż bowiem polityka taka miałaby się realizować w naszej obecnej sytuacji? PIS zachowuje się jak amerykańskie feministki, które walczą o prawa, które… od dawna posiadają.
Może PIS chciałby bronić nas przed napływem uchodźców z Bliskiego Wschodu? Co za pech: fale tych uchodźców omijają nasz kraj szerokim łukiem, a EU jakoś się nie kwapi do wysłania nam kontyngentów „naszych uchodźców”. A kiedy go wyśle, to nie PIS będzie miał strupa na głowie, tylko podatnicy, samorządy, na terenie których leżą ośrodki i społeczności tych samorządów. PIS jedynie na tym zyska dając robotę kolejnym swoim partyjniakom przy podziale i kontroli pieniędzy przeznaczanych na utrzymanie uchodźców.
W takim razie może będzie nas bronić przed niemieckimi korporacjami wysysającymi krew polskiego ludu? Znowu kula w płot: 70% polskiego rynku jest w rękach zagranicznych firm i korporacji, w takim razie podobna ilość z ogółu zatrudnionych – z pominięciem armii polskich urzędników i sfery budżetowej, którzy są przez tamtych utrzymywani – pracuje w tych firmach i korporacjach. Biadolenie, że to efekt postkomunistycznego Okrągłego Stołu niczego konstruktywnego nie wnosi. Fakty są takie, że jakiekolwiek szkodzenie działającemu u nas obcemu kapitałowi przyniesie szkodę przede wszystkim Polakom w nim zatrudnionym. Obce korporacje wybudują nowe fabryki w Rumunii czy Mołdawii i tam wyniosą cały zaplecze, pozostawiając tysiące polskich pracowników na zielonej trawce. Zamiast więc krzyczeć bzdury o postkomunie, PIS powinien znaleźć drogi skutecznego wsparcia polskiego kapitału w Polsce, o tym jednak mowy najmniejszej nie ma.
To może chociaż PIS postawi się imperialistycznej Rosji? Znowu nic z tego: problem w tym, że Polska dla Rosji nie jest żadnym poważnym partnerem, ani w wymiarze gospodarczej współpracy, ani antagonizmów. Polska dla Rosji to jakiś malutki kraj dzielący ich od Niemców, który w razie ochoty lub potrzeby może zgnieść jak pluskwę, tak, jak to robi z częścią Ukrainy.
W obecnej sytuacji hasła narodowościowe i patriotyczne są pustymi sloganami, dobrymi jedynie do ogłupiania tej części narodu, która w żaden sposób nie rozumie zależności ekonomicznych, w ramach których funkcjonują państwo i naród. Na państwo polskie ani na polski naród nikt nie nastaje, a polski patriotyzm może interesować co najwyżej kibiców sportowych innych narodowości.

Idealizm somnambuliczny
Poprzez slogan „dobra zmiana” PIS deklarował i deklaruje realizację programów mających naprawić Rzeczpospolitą, nawrócić ją na drogę państwa, którego obywatele rządzeni są prawo i sprawiedliwie. Jak wiemy oba te pojęcia mają konotacje mocno idealistyczne, słowem, takie też powinno być postępowanie większości członków tej partii: przyświecającą nam ideą jest dobro każdego Polaka.
Polacy, by przetrwać ponad sto pięćdziesiąt lat niewoli, musieli nieustannie oddawać się wyższej idei, jakimś snom o wolnej Polsce. W idei tej hodowane były inne wartości, składające się ostatecznie na sny o państwie idealnym dla swych obywateli, powtórzmy, państwie opiekuńczym, prawym i sprawiedliwym. Dzisiaj, po 25 latach od odzyskania niepodległości, zamiast trzeźwo patrzeć na polskie realia, my wciąż śnimy o idealnym państwie, zachowujemy się jak somnambulicy, nie doceniając tego, co zdołaliśmy w ciągu minionego ćwierćwiecza osiągnąć. Cóż jednak począć, wszak przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Tymczasem to śnienie o wielkości, które stało się naszą cechą narodową, skrzętnie wykorzystuje PIS.
Pod sztandarami idealistycznych haseł, które mają nas utrzymać w malignie patriotycznych marzeń, PIS prowadzi trzeźwą, wyrachowaną politykę wydzierania każdego skrawka władzy i idących za nią pieniędzy, które da się wydrzeć. Zauważmy, jak w swej filozofii nienawiści gardzi wszystkim, co reprezentowali jej przeciwnicy, nepotyzmem, kolesiostwem, układami partyjnymi. Nie przeszkadza to wszakże PIS-owi postępować dokładnie tak, jak jego adwersarze: łupić wszystko, co się da, w tym wypadku stwierdzając, że PO robiła przecież tak samo.

W konsekwencji po trzech zaledwie miesiącach od przejęcia rządów przez PIS, widać dokładnie, że mamy do czynienia z ekipą wcale nie różniącą się od PO/PSL. O ile jednak tamci byli aroganckimi cwaniakami, o tyle PIS przywraca nas na łono dobrze znanej z czasów komuny demagogii, pod którą kryje się klasyczna prywata przyjaciół i kumpli. Jej głównym celem jest nachapanie ile się da z koryta, na które przymusowo zrzuca się prawie każdy Polak.
W ciągu najbliższych miesięcy zrealizują się tylko dwa możliwe scenariusze, oba zaś doprowadzą do zdemaskowania polityki PIS. W pierwszym przypadku partia ta w końcu uzna, że tak krawiec kraje, jak mu materiału staje i przestanie się miotać w realizacji swych nonszalanckich, nieodpowiedzialnych projektów. Okaże się wówczas, że partia ta nie ma Polakom nic do zaoferowania, a „dobra zmiana” była kolejnym przedwyborczym kitem. I oby ten właśnie scenariusz się zrealizował, w drugim bowiem przypadku dojdzie do wprowadzenia autokratycznych rządów Kaczyńskiego. To zaś oznacza, że w krótkim czasie staniemy w obliczu konfliktów z Niemcami, Rosją, Unią Europejską, a w konsekwencji dojdzie do poważnego kryzysu gospodarczego w naszym kraju. I choć można się pocieszać, że rządy takie szybko upadną, to stracimy długo wypracowywany, wprawdzie powolny, lecz stabilny wzrost gospodarczy.
W ciągu minionego kwartału Prawo i Sprawiedliwość, prócz szargania własnej opinii, niewiele jeszcze zdołała zepsuć. I oby tak pozostało.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ