Ida – czasami nie znoszę demokracji

0
23

Ida – czasami nie znoszę demokracji
Rankiem czytałem na fejsbuku tekst niezadowolonej z oscarowego werdyktu AAF Karoliny S. Później na fejsbuka Andrzej L. wrzucił link do krytycznego wobec „Idy” tekstu niejakiej Piwar Agnieszki opublikowanego na prawy.pl. A teraz właśnie obejrzałem materiał oburzonego Maxa Kolonko, który „mówi jak jest”, a ponoć jest tak, że ten Oscar dla „Idy” to żaden sukces polskiej kinematografii.

Rankiem czytałem na fejsbuku tekst niezadowolonej z oscarowego werdyktu AAF Karoliny S. Później na fejsbuka Andrzej L. wrzucił link do krytycznego wobec „Idy” tekstu niejakiej Piwar Agnieszki opublikowanego na prawy.pl. A teraz właśnie obejrzałem materiał oburzonego Maxa Kolonko, który „mówi jak jest”, a ponoć jest tak, że ten Oscar dla „Idy” to żaden sukces polskiej kinematografii.

Odnoszę wrażenie, że chyba oglądaliśmy różne filmy.

Obejrzałem „Idę” ze dwa miesiące temu, bez żadnych uprzedzeń, bez tekstów krytycznych, ani recenzji, ot, jakieś zwiastuny na filmwebie przeczytałem i tyle.
Cóż, bądźmy szczerzy, „Ida” dupy nie urywa, choć to produkcja całkiem porządna, subtelna, wysmakowana, artystyczna, jakkolwiek poza moim poczuciem smaku. O czym opowiada? Zdaje się, że mówi o dziewczynie noszącej imię Ida, młodej kobiecie, która na chwilę przed złożeniem ślubów zakonnych zostaje wyrwana ze swych duchowych praktyk i wciągnięta w wir świata. Ida poznaje swoją ciotkę, która oświadcza jej, że jest Żydówką i zabiera ją w podróż w rodzinne strony, by chwilę później popełnić samobójstwo. Bohaterka doświadcza jeszcze aktu zbliżenia z przystojnym muzykiem, kosztuje wódki czystej stołowej w większej ilości i w końcu wraca na łono zakonu.

ida

„Ida” to opowieść o człowieku, który wybiera duchowość zamiast „uczestniczenia w świecie”. Dlaczego Pawlikowski i Lenkiewicz umieścili historię taką w rzeczywistości postalinowskiej, a przede wszystkim w kontekście dyskursu polsko-żydowskiego? A może właśnie dlatego, że to dyskurs żywy, że pod jego płaszczem łatwiej da się przemycić to, co  autorzy scenariusza chcieli ostatecznie powiedzieć: są pośród nas ludzie, którzy wybierają kontemplację zamiast konsumpcji. Istotnie, świat który zastaje dziewczyna w swej krótkiej do niego podróży tonie w powojennej rzeczywistości, której częścią były okrutne losy Polaków i Żydów podczas okupacji niemieckiej i w czasach terroru stalinowskiego. Czy jednak gest Idy – powrót do klasztoru – nie jest cichym porzuceniem tej strasznej spuścizny, czy nie rezygnuje ona z niej na rzecz czegoś, co odnalazła w murach klasztoru?

Co ciekawsze, postawa dziewczyny wnosi w perspektywę filmu mocno filozoficzny element, którego treścią jest pytanie o tożsamość jednostki. W chwili, w której Ida dowiaduje się kim jest, jakie są jej korzenie, czy nie odnosimy niemal pewności, że porzuci ona natychmiast zakon, by zwrócić się ku poznaniu i pielęgnowaniu odkrytej właśnie swojej „nowej” tożsamości? Ja byłem o tym przekonany. Współczesny człowiek poszedłby natychmiast tą drogą, uwolniony – zweryfikowanym pochodzeniem – od obranej drogi ascezy, wyrzeczeń, pracy u podstaw. Ale proszę, bohaterka robi coś zupełnie innego: kosztuje tej terra incognita, by przekonać się, że nie pójdzie tą drogą, ponieważ jej tożsamość mieści się w innym kanonie, jednoczy z innymi treściami, wartościami. Ostatecznie więc „Ida” to delikatny, wręcz ażurowo utkany obraz o tożsamości człowieka, o zagrożeniach jej rewizji i sile duchowej bohaterki.

Dość jednak o filmie. Teraz o polskich postawach wobec filmu, które zataczają się od euforii po nienawiść nieomal.

Oto Karolinie „Ida” zdaje się nie podobać zasadniczo przez wzgląd na to, że Pawlikowski na gali oscarowej zrobił z Polaków moczymordy. Zresztą nie tylko u niej słowa Pawlikowskiego wzbudziły oburzenie. Bez cienia wątpliwości głos reżysera drżał podczas odbierania Oscara, zdenerwowanie z pewnością było tak wielkie, że facet nie dodał, iż zapewne jego ekipa jest pijana… z radości. No, rypnął się, ale skąd ta nagła pruderia, to święte oburzenie rodaków Pawlikowskiego? Tym bardziej, że bez wątpienia trzy czwarte sali, w której wypowiedział te słowa to oliwy pierwszej wody.

Z tym polskim pijaństwem to w ogóle jest stara i nudna jak flaki z olejem historia. Bo nawet gdybym chciał napisać, że Polacy to naród największych ochlaptusów, to wyminę się z prawdą. Każdy światły Polak, a co najmniej taki, który trochę pojeździł choćby po Europie, wie, że mitem jest jakoby Polacy pili więcej niż inne narody; oczywiście z pominięciem Szwajcarów i Austriaków, bo oni tacy porządni i neutralni. Jeśli weźmiemy pod tym względem Szwedów (chleją w domowym ukryciu, bo inaczej są szykanowani), Holendrów (lubią się napić tęgo w domu, ale w pubie też już się nie krępują, bo kalwinizm i luteranizm odchodzi do lamusa), a już szczególnie Anglików (ich to nawet nie komentuję), to się okaże, że śmiało moglibyśmy u nich kursy w temacie pobierać lepsze niż od Rosjan.

Bądźmy szczerzy, tutaj wcale nie idzie o polskie pijaństwo, ale polskie kompleksy. Mieszkam w miasteczku, w którym przez całą komunę był szpital psychiatryczny. Kiedy stronianin wybierał się gdzieś poza miasto, w obszarze dawnego województwa wałbrzyskiego patrzono na niego cokolwiek dziwnie, bo jak ze Stronia, to wariat na pewno. A kiedy gdzieś publicznie powiedziałem, że my w Stroniu jesteśmy trochę szaleni, to się wszystkie panie starsze z miasteczka na mnie pogniewały. Nie miałem i mam żadnych kompleksów z tytułu zamieszkiwania w miasteczku z wielkim psychiatrykiem, ba, jestem z tego dumny i żałuję, że szpital ten znika na moich oczach. Tak samo nie mam najmniejszych kompleksów wobec kogoś, kto mógłby sądzić, że Polacy to naród potwornych pijaków.

Niejaka Piwar Agnieszka w kontekście „Idy” zdołała nawet wyciągnąć polskie zobowiązania wobec Żydów. Pisząc o propagandzie antypolskiej uprawia – obłudnica i demagożka – propagandę antyżydowską; czyżby propaganda antyżydowska miała lepszą, bardziej solidną legitymację od propagandy antypolskiej? Splątanie permanentne w niemocy spojrzenia z dystansu na swoje przekonania i nieświadome manipulacje, z pewnością w duchu obrony polskości. Jaki ostatecznie jej słowa mają sens, prócz nieznośnej, desperackiej potrzeby pokazania się w mediach i powiedzenia czegoś tak pioruńsko „mądrego”? I skąd, do cholery, przypomniały się jej „Noce i dnie”, film o „dramatycznych i pięknych zarazem losach polskiego ziemiaństwa”? Toż gdybym kazał dzisiaj obejrzeć to arcydzieło mojego dorosłemu synowi, zapewne podsypałby mi pól kilo laxigenu do żarcia za narażanie go na śmierć przez zanudzenie.

http://www.prawy.pl/z-kraju/8566-ida-wyprowadzi-z-polski-65-miliardow-dolarow-rezyser-juz-robi-z-polakow-pijakow

Jednak największym mistrzem w tej całej dyskusji przeciw „Idzie”, prawdziwą fontanną rzygowin okazał się Max Kolonko, po którym czegoś podobnego bym się jednak nie spodziewał. No, chłopak zagubił się zupełnie.

https://www.youtube.com/watch?v=LbXmE7GD-ek&feature=youtu.be

W jego przekonaniu Amerykańska Akademia Filmowa powinna dawać nagrody filmom, które ludzie lubią oglądać. W jego mniemaniu nie powinien był wygrać „Birdman”, ale „Snajper”, ponieważ ten ostatni zarobił 300 mln dolarów, a „Birdman” tylko 75. Ale w takim razie na jaką cholerę byłyby potrzebne wtedy te wszystkie chocki klocki z głosowaniem, po prostu film, który zgarnął najwięcej hajsu dostałby Oscara? Halo! Panie Kolonko! Tu nie o to chodzi! Tu się głosuje na kunszt, a nie na to czy film jest kasowy i czy jest patriotyczny. O Hollywood można opowiadać różne rzeczy i naigrywać się z niego bez końca, ale to właśnie tam były i są tworzone standardy techniczne światowego kina, nie tylko w Nowym Jorku, we Francji, czy w Londynie. I akurat „Birdman”, choć zmęczył mnie ten film bardziej niż filmy Zanussiego, jest prawdziwym majstersztykiem sztuki filmowej pod każdym względem.

Oczywiście pod płaszczykiem solidnego, prawdomównego dziennikarstwa, Kolonko przemyca antysemickie treści, ale żeby tego było mało, dla podkreślenia upolitycznienia Akademii Filmowej zahacza też zgrabnie o tematy rasistowskie.

Przechodzi jednak Mariusz Max Kolonko samego siebie, uprawiając jawną prywatę na łamach rzekomo niezależnego medium. – Na Żydów – mówi – to ta kanalia Odorowicz daje, ale na mój patriotyczny film o Pułaskim nie chciała dać ani grosza. Być może rzeczywiście Kolonko nie jest antysemitą, a tylko się piekli, że Żydzi mogą a on nie?
Żenada!

No dobrze, trochę się napompowałem tymi opiniami, ale już spuszczam powietrze i przechodzę do pointy, czyli do wyjaśnienia dlaczego takie wypowiedzi doprowadzają mnie do skrajnej irytacji.

Otóż zawsze, jeśli tego zechcemy, jesteśmy w stanie każdą rzecz, a w tym wypadku każde dzieło sztuki, wcisnąć w kontekst polityczny. I nie wątpię, że w wymiarze krytycznym może mieć to sens, nawet gdybyśmy chcieli pisać, czy mówić o dziele tak surrealistycznym, jak choćby „Sklepy Cynamonowe”. Jeśli jednak ktoś chce przepatrywać dzieło pod takim względem, to niech to robi sensownie, konstruktywnie. Tymczasem tutaj mamy do czynienia ze zwykłym matolstwem, którego jedynym argumentem w dyskusji jest: bo mam demokratyczne prawo do wypowiadania się na każdy temat…

Cóż, rzeczywiście, każdy ma prawo do bycia tumanem z ambicją wygłaszania najprawdziwszej prawdy. Strach tylko bierze, że wielu się takich znajdzie, którzy wezmą ich słowa za swój patriotyczny oręż.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here