Dzień idylliczny

0
42

Dzień 22. Mamy niedzielę, 5 kwietnia.
Godzina: 11.00
Total confirmed: 1 204 246 (US – 312 245, Spain – 126 168)
Total death: 64 806.
Wp.pl:
Zarażeni: 3834,
Zgony: 84.

Miałem wczoraj pierwszą w swoim życiu teleimprezę. Po jednej stronie komputera my, po drugiej mój syn i później jego współlokator. Była wódeczka, wino, jakiś domowy cydr, piwa. Ponieważ mieszkamy tutaj na zadupiu i mamy tylko radiowy internet, były też zakłócenia w łączności. Pośmialiśmy się, wymyślając nazwę mojego wina, na które Witek ma zaprojektować etykiety. Sporo było tych nazw. Mnie wpadły „Jądro Ciemności” i „Domek Jednorodzinny”.

Dzień idylliczny.
Pojeździłem na odkurzaczu i na mopie pod parterze domu. Uprzątnąłem później miejsce pod oknem przy frontowym wejściu do domu. Stała tam wanna ocynk, robiąca za donicę jakimś chabaziom, zdeformowany pniak i niewielka stara beczka. Wystawię w to miejsce dwa drewniane krzesła ogrodowe, będę tam wysiadywał jak stary Południowiec, paląc papieroski, pijąc kawusię i patrząc, co się dzieje na szosie. Pomysł prawdziwie medytacyjny, bo na ogół nic się tam nie dzieje. Czasem przejeżdżają samochody, rzadko ludziska na rowerach pedałują, nieczęsto idzie ktoś pieszo. Jedyna atrakcja to sąsiedzi naprzeciwko. Franki, mówię tak na nich, bo chłopu Franek a żonie jego Jadwiga, czyli Dziunia. Swojacy, familianci Izy i chłopców. To chociaż sobie na nich popatrzę, o ile wydostaną się z domu, pomacham ręką, wykrzyczę słowa powitania.

Pod wieczór szybki spacer do pobliskiego gospodarstwa rybnego. Wielohektarowe stawy, od wielkich po małe, tylko część wypełniona wodą. Ptactwo hałasowało jak na sejmie. Widziałem majestatyczne czaple, śmieszne kaczki i coś tam jeszcze, ale z oddali, więc nie wiem, poza tym nie znam się na ptakach nic a nic.

Na Facebooku nastroje coraz bardziej agresywne wobec PiS-u. Język coraz bardziej niewybredny, pojawiają się serdeczne życzenia kierowane w stronę I Sekretarza Kaczyńskiego z sugestią jego szybkiego zejścia z tego świata. Pojawiają się pierwsze wypowiedzi na temat wyjścia na ulicę i konfrontacji z władzą. Odniesienia do stanu wojennego w 81. są coraz częstsze. Złość rośnie.

I trudno się dziwić, bo te chujki zaskakują nas z dnia na dzień nowymi faszystowskimi, lub jeśli wolicie, stalinowskimi sensacjami. Przed chwilą zakazali wstępu do lasu, dzisiaj maszynka medialna informuje, że zarządzą możliwość zaglądania do naszej korespondencji pracownikom pocztowym. Ciekawe co jutro wymyślą? Patrole policji przy każdym dużym skrzyżowaniu ulic w miastach, które będą śpiewać tamto pamiętne: – Dokumenty do kontroli!
Oczywiście, to tylko FB i wymiarze statystycznym niewielka grupa ludzi coraz bardziej wściekłych. Grupa ta jednak zacznie wkrótce rosnąć, bo burdel, który robi PiS jest coraz większy, a wkrótce w sposób fizyczny ujawni się bankructwo państwa. Znikać zacznie kiełbasa wyborcza itd. I, coś mi się zdaje, że pięści pójdą w ruch.
Wierzyć się nie chce w absurd tej sytuacji. Mamy taką mniej więcej opowieść.
Na jesieni PiS rozpoczął kampanię Adriana, która w kolejnych miesiącach nasilała się coraz bardziej. Udało się PiS-owi odciąć wszystkich kontrkandydatów od wszystkich mediów państwowych, stworzyć kolejną listę pobożnych deklaracji dla niezdecydowanego elektoratu, słowem, notowania tej kreatury nie były złe, ba, biorąc pod uwagę mijającą kadencję jego prezydentury, bardzo dobre. Niestety, pojawił się wirus, który zaczął psuć szyki czołowej partii Narodu Ameb. Z dnia na dzień stawało się coraz oczywistsze, że państwowa kwarantanna może się skończyć krachem gospodarczym. Wydaje się, że partia posiadająca jakikolwiek instynkt samozachowawczy powinna powoli, nieznacznie zwijać żagle i kombinować jak najszybciej oddać władzę frajerom, którzy wezmą na siebie odium katastrofy i uporządkują burdel, który niewątpliwie pojawi się w całej swej rozciągłości. Jesteśmy dopiero na jego początku. Byłoby to tym bardziej zrozumiałe, że jest w tej partii wielu młodych łotrów, którzy zamierzają do emerytury łoić nam dupy ile wlezie. Teraz oddajemy władzę, potem ją odzyskujemy – przecież raz już tak zrobili i dobrze na tym wyszli.
Tymczasem PiS ewidentnie idzie na zderzenie z obywatelami. I nie wiadomo czy uda się im sprawę zakończyć tak, jak ją zakończyli komuniści. Ryzykują poważnie: tym razem może nikt już nie zechce stawiać jakiejś grubej kreski, tylko wreszcie wszystko pójdzie zgodnie ze sprawiedliwością (nie mylić z prawem!) i mnóstwo polityków trafi do mamra. To wcale nie jest utopią. Kampania prezydencka Adriana trwa, pajace z parlamentu wprowadzają kolejne ustawy, które lawirują między koniecznością organizacji wyborów a stanem klęski żywiołowej, w jakim znalazła się Polska, debile z rządu wprowadzają kolejne restrykcje, włącznie z próbą skoku na naszą korespondencję. Właściwie, co powiedziałem już kilka dni temu, mamy do czynienia z zamachem stanu na raty.
Gdzie oni się tak śpieszą?
Absurd polega na tym, że to chyba I Sekretarz Kaczyński ich tak goni. Jeden upiorny staruch o psychopatycznych skłonnościach terroryzuje całkiem dużą partię polityczną. Nieprawdopodobne i po prostu głupie. Czyżby czuł już pod nosem wilgotny zapach cmentarza? Tylko na cholerę ich tak goni, do piachu władzy ze sobą nie weźmie. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tak jest, a jeśli to prawda, to mamy do czynienia z bardzo niebezpieczną sytuacją, bo zło w tym człowieku będzie rosnąć.

Swoją drogą nasuwa się pewna refleksja: jakim, do kurwy nędzy, cudem demokracja może być budowana przez organizację, która jest demokracji zaprzeczeniem?!

I pamiętajmy, że nie dotyczy to tylko pasożytów z PiS, ale wszystkich pasożytów z wszystkich partii. Zapewne wszystkich krajów.

No dobrze, trochę sobie wieczornie pofolgowałem, ale postaram się więcej tego nie robić. Zaznaczam, że postaram się, bo nerwy mi czasem puszczają, gdy myślę o…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ