Dzień 38. Zabawy w chowanego

0
38

Słoneczny poranek. Teoretycznie w ciągu godziny powinniśmy wyruszyć z I. do Wrocławia na zakupy, pocztę itd. To będzie moja pierwsza tak daleka ekspedycja od 3 tygodni – całe 30 kilka kilometrów! Ostatnio jeździliśmy tylko do Jelcza. I., szczęściara, odwoziła tydzień temu Misię do Stronia Śląskiego i widziała kawał świata!

Jak pięknie w kwarantannie zmienia się optyka, różnicuje z wcześniejszym spojrzenie na tak wiele otaczających nas zjawisk i przedmiotów. A co dopiero dzieje się względem zjawisk wewnętrznych człowieka, względem przedmiotów, którymi mebluje swój rozum, umysł, duszę… Wspaniałe ćwiczenie w umiejętności dostosowania i odnajdywania w zmianie piękna.

Wracając do sztuki bożonarodzeniowej.
Piszę chyba najtrudniejszy tekst w mojej karierze gryzipiórka. Dwa-trzy tygodnie temu podjąłem decyzję, że nie posłużę się żadnym ze znanych mi motywów gatunkowych, żadnego romansu, kryminału, farsy, dramatu. Trochę mi tylko żal, że Leon zjawił się u nas tak późno, bo w ostatnią sobotę, i podrzucił mi pomysł: western. To byłoby coś – western w kurorcie! Ale już poszły konie! Żal mi zostawiać, co powstało.
W czym problem? Ano w tym, że ma być jak najbardziej pozbawiony treści, absurdalny, niedorzeczny.
Z ciężkim sercem obserwuję zmagania z Rozumem, który zmusza mnie nieustannie do trzymania się logiki, implikacji przyczyna-skutek, linearności i zaokrąglonej, konwencjonalnej kanwy. To przerażające pod jak wielkim wpływem racjonalności jestem, jak nie potrafię się uwolnić od znaczeń i ich konsekwencji, jak mnie determinują w myśleniu imperatywy sensu, celowości, symetrii, kompozycji.
Wydawałoby się, że nie ma nic łatwiejszego niż pleść androny, gadać trzy po trzy, bełkotać, ale nawet strumień świadomości musi mieć swój rytm, własny alfabet, kod…
Potykam się stale o język, ten nośnik Rozumu, o wirus, który roznosi Rozum jak chorobę. Potykam się o jego strukturę, gramatykę i składnię, o to, że jedno zdanie w nieubłagany sposób pociąga kolejne zdanie, będące jego przedłużeniem, konsekwencją. I wszystko to bez mojego nadzoru się dzieje, jestem bezwolny, pozbawiony władzy nad czymś, co we mnie się rozpościera.
Rozum to zaraza, trucizna we krwi, zinternalizowany lucyfer, który… Ale czy to nie Rozum pozwala mi snuć teraz opowieść o nim samym, która ma mnie wieść ku jasności?
Jątrzę i pomstuję na język i Rozum, lecz dotąd zbywało mi odwagi, by zadać najważniejsze pytania: czy poza językiem i Rozumem istnieje coś, o czym rzec mogę: ja? czy nie mówi prawdy Kartezjusz, że myślę, więc jestem? bo cóż takiego blokuje mi język, jaką istotę, zjawisko, fenomen?
Zdając sobie sprawę z okowów języka, nagle potrafię ujrzeć w sobie skojarzenia, obrazy, wizje, sny, wszystkie nieskończone, bo nigdy nierozwijane w swym potencjale wątki, stany, których emocjonalne zabarwienie mogę zmieniać wedle woli. Jeśli istnieje ja poza kulturą, to objawia się właśnie w błyskach, do których język nie ma dostępu, a które usilnie blokuje, oznaczając naklejkami: niebezpieczne! ryzykowne! kłamstwo! utopia!
Tak bardzo chciałbym tam siebie umieścić, doświadczyć wreszcie choć tej jednej pewności, lecz ja tam właśnie się rozpływa, tam znika, staje się płomykiem lampy wyniesionej w światło słońca

Byliśmy dzisiaj we Wrocławiu. Zakupy i inne obowiązki Izy. Weszliśmy do Lidla, chyba przy Sobieskiego, i tak sobie kupujemy na dwa wózki już z pół godziny. Maski na twarzach, gumowe rękawiczki na dłoniach, jeździmy alejkami i nagle pach! Na kilka sekund znika światło, głośniki milkną, chłodnie i zamrażarki przestają szumieć. Pojawia się skojarzenie z filmowymi obrazami i niewygodne, dziwne uczucie w kontekście pandemii i tego, że chcę czy nie, docierają do mnie różne katastroficzne wypowiedzi. Po chwili zapalają się awaryjne kasetony, sklep pogrążony jest w półmroku i niemal zupełnej ciszy. Megafony milczą, słychać skrzypienie kółek sklepowych wózków, szczęk wózków transportowych, szuranie obuwia. Brak prądu, to dość zaskakujące zjawisko w sporym markecie wielkiego miasta, myślę sobie, pewnie za minutę dwie znowu wszystko zadziała. Trochę mnie to irytuje, bo z wiekiem w słabym świetle coraz gorzej widzę, ale zakładam okulary i przeglądam dalej jakieś towary. Niespełna dziesięć minut później proszą nas o zakończenie zakupów, bo awaria nie zostanie szybko usunięta.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ