Człowiek z Księżyca

0
29

 

Człowiek z Księżyca
Od dłuższego czasu przyglądam się fenomenowi Janusza Korwina-Mikke

 

Od dłuższego czasu przyglądam się fenomenowi Janusza Korwina-Mikke, mam nawet kilku kolegów, którzy są jego wyznawcami, co tam, jeszcze lat temu kilka niektóre jego pomysły i mnie samemu przypadały do gustu. Wybaczam sobie wszakże ten moment słabości.

Ostatnio jednak nie wytrzymałem i usunąłem wszelkie powiązane z nim profile i fanpejdże z mojej strony głównej FB. Wiem doskonale, że politykowania tego człowieka nie należy traktować poważnie, ale nie mogłem już zdzierżyć poziomu agresji w jego hejterstwie, w tym charkaniu we wszystkie strony. I w równym stopniu jego megalomanii. Dzisiaj jednak znowu mi Korwin-Mikke wyskoczył na FB. To wziąłem i zajrzałem. Najpierw na jego sensacyjne wystąpienie w parlamencie, potem na materiał z youtube w stylu „mamo, chwalo nos, a kto? wy mnie, a ja wos”. Zajrzałem i teraz zdecydowanie lepiej widzę z czym mam tutaj do czynienia.

Każde społeczeństwo, każda większa grupa społeczna posiada swoiste obrzeża, na których znajdziemy pariasów, wykolejeńców, somnambulików, ale też dziwaków i radykałów. Wielu z nich jeszcze do niedawna trafiało do przybytków dla obłąkanych, a nawet do pierdli, lecz na szczęście czasy te minęły. Nie twierdzę też w żadnym wypadku, że to źli ludzie, ot, po prostu margines społeczny. Jeśli taką społeczną grupę tworzą elity polityczne, a jest tak bez wątpienia, to i ona posiada swoje antypody, swoich outsiderów. I do takich właśnie politycznych rzezimieszków należy Korwin-Mikke, człowiek „o poglądach tak ekscentrycznych i nieodpowiedzialnych, że już w 1980 r. niedopuszczony został do solidarnościowej komisji eksperckiej”.

I rzeczywiście poglądy tego „polityka” wyciągnięte są z jakichś sennych marzeń o powrocie świata do XIX w., w którym monarchizm mieszał się jeszcze z krwiożerczym kapitalizmem. Niech Was to jednak nie zmyli, bo gdyby Korwin-Mikke żył w XIX w., byłby zawołanym demokratą i komunistą, wystawiającym pierś w pierwszym szeregu jakiegoś radykalnego ugrupowania. Nie dajcie się na to nabrać, bo Korwinowi-Mikke nigdy nie chodziło o nic innego niż Janusz Korwin-Mikke. Reprezentowane przez niego poglądy nie są funkcją jakiejś możliwej w realizacji doktryny społecznej, lecz efektem najzwyczajniejszej w świecie megalomanii. Gdyby istniało coś takiego jak „ja-izm”, to wzorcem do zdefiniowania tego pojęcia byłby król Janusz Korwin-Mikke I. Jednym z elementów tej definicji byłoby chorobliwe parcie na szkło, nawet kosztem bezczelnej obłudy, która pozwala mu zasiadać w PE i czerpać z tego przyzwoite korzyści, przy jednoczesnym szkalowaniu tej instytucji (dywersant się znalazł!). Innym elementem egocentryzm na tyle wyniesiony, by partię nazywać własnym nazwiskiem. Ekipki najętych natenczas fagasów sprzedają produkty z napisem Korwin: t-shirty, bluzy, szorty, kubki i co się da opylić niskim kosztem przez internet. Fabryka Korwin działa przy reklamie płynącej z parlamentu EU.

Oczywiście ten starszy pan ma do tego wszystkiego pełne prawo. Ponieważ mamy demokrację, której tak bardzo nienawidzi. W ramach demokracji ma także prawo do stosowanej przez siebie metody przyciągania wyznawców, metody na wskroś populistycznej: bądź jak największym skandalistą, bo skandale najlepiej się sprzedają. Krytykuj, obrażaj, szkaluj, hejtuj gdzie tylko możesz, bo to najlepsza metoda do zaistnienia w mediach. Media kochają agresję, nienawiść, każdego rodzaju przemoc, bo one sprzedają się znacznie lepiej niż jakiekolwiek inne zjawiska, wydarzenia, fenomeny. Korwin-Mikke porusza się i czuje w każdego rodzaju „jebaniu z góry na dół” doskonale, porusza się w tym szlamie nie gorzej niż Jerzy Urban; ten ostatni o tyle jednak jest poważniejszy, że się do własnej niepowagi, własnego pajacowania przyznaje otwarcie. Sam nie wiem czy Korwin-Mikke nie powinien muszki wymienić na pieszczochę, zafarbować i nastroszyć resztki włosów i nosić t-shirt z wielkim napisem fuck you! Nie! Mylę się! W życiu nie będzie kimś innym!

Gombrowicz napisał kiedyś o Lechoniu coś w ten deseń: poeta marny, ale cóż za życiorys!
Podobnie można o Korwinie-Mikke: polityk z niego żaden, ale cóż za gwiazdor!

I na koniec: gdyby Janusz Korwin-Mikke przeczytał niniejszy tekst – co pewnie nie nastąpi – sądzę, że zgodziłby się z nim bez dwu zdań. Choć zapewne na osobności. Zgodziłby się z tym, że on sam jest najważniejszy, największy, najmądrzejszy itd. na świecie. Miałbym na to odpowiedź jedną: – Pan łże jak pies, pan chyba spadł z Księżyca, bo to ja jestem najważniejszy, największy, najmądrzejszy i stawać za panem nigdy nie będę, ale też stroszyć się publicznie nie zamierzam!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ